Zapomnieli o rocznicy Powstania?
Sobota, 3 sierpnia 2013 (02:06)Tylko nieliczni ministrowie gabinetu Donalda Tuska oddali hołd warszawskim powstańcom. W godzinie W z kombatantami byli tylko premier i prezydent.
Zaledwie kilka na osiemnaście ministerstw postanowiło aktywnie włączyć się w uczczenie 69. rocznicy Powstania Warszawskiego. Jednak w głównych uroczystościach w godzinie W pod pomnikiem Gloria Victis z powstańcami byli jedynie prezydent Bronisław Komorowski oraz premier Donald Tusk.
W inne obchody aktywnie włączyli się: Marek Biernacki, minister sprawiedliwości, który złożył kwiaty pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej na ul. Wiejskiej, i Bogdan Zdrojewski, który złożył wieniec pod pomnikiem gen. Stefana Roweckiego „Grota”.
Do grupy aktywnych można jeszcze doliczyć Ministerstwo Obrony Narodowej. Wprawdzie Tomasz Siemoniak, szef resortu, przebywał w Afganistanie, ale rocznicę uczcił wiceminister Robert Kupiecki, który spotkał się z kombatantami batalionu „Ruczaj” i złożył wiązankę kwiatów pod głazem z tablicą upamiętniającą poległych żołnierzy tego batalionu.
Rocznicę Powstania dostrzegło też Ministerstwo Środowiska. Wieniec pod tablicą poświęconą pamięci ofiar II wojny światowej, wmurowaną w ścianę gmachu resortu, w towarzystwie kombatantów złożył wiceminister środowiska Janusz Zaleski. Wśród aktywnych znalazło się Ministerstwo Edukacji Narodowej. Minister Krystyna Szumilas rocznicę Powstania podkreśliła tylko na stronach resortu, namawiając do chwili refleksji w godzinie W, ale wiceminister Tadeusz Sławecki uczestniczył w obchodach rocznicowych.
Pozostali szefowie resortów nie byli specjalnie widoczni. Wydarzeniu notkę na blogu poświęcił przebywający na urlopie wicepremier Janusz Piechociński. Radosław Sikorski, szef dyplomacji, do uczczenia godziny W namawiał w przeddzień obchodów, tradycyjnie na Twitterze. Ale już 1 sierpnia nie był obecny na uroczystościach, choć przebywał w stolicy. Za to wczoraj w Warszawie, w 70. rocznicę wybuchu powstania w obozie zagłady w Treblince, spotkał się z ostatnim żyjącym uczestnikiem buntu – Samuelem Willenbergiem, z którym rozmawiał o walce z antysemityzmem.
Liczą na pamięć
– Zapewne gdyby nie fakt, że w uroczystości rocznicowe zaangażowały się najwyższe władze: premier, prezydent, także marszałek Sejmu RP, to z pewnością taka spora lista nieobecności byłaby skandaliczna. Mimo to trzeba przyznać, że poszczególne resorty nie zaakcentowały odpowiednio tej rocznicy – ocenia prof. Mieczysław Ryba, kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX w. KUL. Absencji ministrów wprawdzie sprzyjać mógł okres wakacyjny, jednak są jeszcze zastępcy.
Także według dr. Jerzego Bukowskiego, rzecznika Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, oficjele na uroczystościach, które ogniskują społeczne zainteresowanie, powinni być obecni.
– Nawet jeśli ktoś nie ma wewnętrznej potrzeby uczestniczenia w nich, to winien to uczynić choćby dla samych względów wizerunkowych. Dla społeczeństwa istotne jest to, by jego reprezentanci byli w takich chwilach z nimi. A 1 sierpnia w Warszawie tych uroczystości było wiele i można było jakoś zaplanować ten dzień, by być z ludźmi – podkreśla.
Jednak w ocenie prof. Ryby, fundamentalnym problemem, nie tylko w kontekście rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, ale całej polityki historycznej państwa, jest postawa MEN wobec edukacji historycznej młodych.
– Jeśli spytamy młode pokolenie o Powstanie Warszawskie, to uzyskane odpowiedzi mogą nas zaskoczyć. To jest skutkiem aktualnie prowadzonej polityki edukacyjnej. Może właśnie przy takiej okazji MEN powinno wykazać się inicjatywą. Bardzo chciałbym usłyszeć od pani minister Krystyny Szumilas, że chce coś zmienić w polityce edukacyjnej, szczególnie tej dotyczącej nauczania historii, tak by to upamiętnienie nie tylko powstańców, ale bohaterów XX wieku dokonywało się w ciągłej pracy szkolnej – zaznacza prof. Ryba.
Uważa, że tego rodzaju deklaracja przy okazji obchodów wybuchu Powstania Warszawskiego byłaby niezwykle cenna, szczególnie w oczach kombatantów, którzy starają się przekazywać pamięć o wydarzeniach, w których uczestniczyli, ale też powoli od nas odchodzą.
– Prawdą jest, że im bardziej szkoła polska odchodzi od nauczania historii, tym większe jest zainteresowanie nią wśród młodzieży. Organizowane są młodzieżowe marsze, rekonstrukcje historyczne, ale to jest zdrowa reakcja na potężne zaniedbania w tym zakresie – dodaje.
Marcin Austyn