Rzepak leci w dół
Piątek, 2 sierpnia 2013 (19:52)Rolnicy nie spodziewali się aż tak gwałtownych spadków cen rzepaku. Podejrzewają zmowę cenową zakładów tłuszczowych i importowanie przez nich ziarna z Ukrainy. Ministerstwo rolnictwa twierdzi, że niskie ceny to przede wszystkim skutek dużej podaży rzepaku.
Przed rokiem, tuż po rzepakowych żniwach, rolnicy dostawali za tonę czarnego ziarna około 1900-2000 zł. Tymczasem teraz, jak wynika z najnowszych danych zaprezentowanych przez Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku, zakłady przetwórcze płacą nie więcej niż około 1370 zł za tonę, a są i takie miejsca, gdzie rolnikom proponuje się tylko ponad 1100 zł, podczas gdy jeszcze niedawno kosztował o 500-600 zł więcej.
– To zmowa cenowa zakładów przetwórczych – twierdzą rolnicy. Ich obawy potwierdzają Krajowa Rada Izb Rolniczych i NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.
Jerzy Chróścikowski, szef rolniczej „Solidarności”, mówi, że ceny na rzepak potrafią spaść w ciągu kilku godzin.
– Firmy się umawiają, aby zbijać ceny na siłę i pokazać, że można kupić ziarno jak najtaniej – mówi Chróścikowski, który twierdzi, że to samo dzieje się na rynku zbóż. Nie można się więc dziwić temu, że w kilku regionach doszło do protestów rolników przeciwko niskim cenom skupu zboża i rzepaku.
Obie instytucje domagają się interwencji od rządu w tej sprawie. Minister rolnictwa Stanisław Kalemba poinformował, że zwrócił się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zbadanie skarg rolników. Ale ile potrwa kontrola UOKiK, nie wiadomo, choć można być pewnym, że takie postępowania trwają raczej dość długo.
Ponadto pojawiły się oskarżenia wobec importerów, że sprowadzają spore ilości rzepaku z Ukrainy. Były minister rolnictwa Wojciech Mojzesowicz alarmował nawet, że część tego rzepaku pochodzi z Ukrainy. Ministerstwo rolnictwa odrzuca te oskarżenia. Twierdzi, że w żadnym transporcie nie stwierdzono napromieniowanego rzepaku, a poza tym import ziarna z Ukrainy i tak jest niski, bo do końca lipca sprowadziliśmy zza Buga nieco ponad 50 tys. ton rzepaku, a przed rokiem było to prawie 180 tys. ton. Z jakiego więc powodu mamy teraz do czynienia z tak gwałtownymi spadkami cen rzepaku?
Według resortu rolnictwa, to skutek głównie nadpodaży. Ministerstwo tłumaczy, że w wyniku ubiegłorocznej koniunktury rolnicy zwiększyli powierzchnię zasiewów i w efekcie produkcja ma wynieść prawie 2,5 mln ton, czyli o 30 proc. więcej niż w poprzednim sezonie, a jednocześnie spadło zapotrzebowanie na biopaliwa. Ponadto według ministerstwa, na sytuację w kraju wpływa też spadek cen rzepaku i sytuacja na giełdach światowych. Rolnicy wskazują jednak na to, że na giełdach europejskich rzepak jest o wiele droższy niż w Polsce i to też może wskazywać na zmowę firm skupujących ziarno.
Nic więc dziwnego, że producenci z niepokojem patrzą w przyszłość, bo już niedługo powinni przystąpić do siania rzepaku na nowy sezon i te wydatki miały zostać pokryte ze sprzedaży tegorocznego ziarna. Tymczasem niskie ceny skupu powodują, że rolnicy już mówią o stratach zamiast o zarobku. – Brak pieniędzy może spowodować, że część plantatorów nie przeprowadzi wszystkich wymaganych zabiegów agrotechnicznych przed siewem i po jego zakończeniu, a to odbije się na wielkości zbiorów w przyszłym roku – uważa Artur Rutkowski, doradca rolny.
W 2014 roku może być więc i tak, że produkcja znacznie spadnie, a wtedy i ceny pójdą w górę. Według ekspertów, taką huśtawkę mogłyby tylko wyeliminować umowy kontraktacyjne, które np. gwarantowałyby rolnikom na kilka lat ceny minimalne na takim poziomie, aby zapewnić opłacalność produkcji. Korzystaliby z tego też producenci, bo w ten sposób rynek byłby stabilny, bez dużych wahań cen surowca. Rolnicy twierdzą, że takiemu rozwiązaniu niechętne są przetwórnie. Z kolei przedstawiciele przemysłu odpowiadają, że trudno jest takie negocjacje prowadzić, bo nie wszyscy rolnicy są członkami zrzeszeń i grup producenckich.
Krzysztof Losz