Resort zwija szkoły
Piątek, 2 sierpnia 2013 (02:10)Ministerstwo edukacji nie przewiduje rozwoju sieci polskich szkół poza granicami kraju.
Oświatę w języku polskim za granicą tworzą szkolne punkty konsultacyjne przy polskich przedstawicielstwach dyplomatycznych, urzędach konsularnych i przedstawicielstwach wojskowych.
Dodatkowo edukacją w języku polskim zajmują się szkoły społeczne prowadzone przez polskie parafie bądź stowarzyszenia polonijne. Organizuje je podlegający MEN Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą (ORPEG).
MEN zapowiada, że od 1 września br. nieznacznie zwiększy się liczba uczniów w tzw. szkolnych punktach konsultacyjnych, czyli szkołach przy polskich przedstawicielstwach dyplomatycznych. Resort nie potrafi jednak sprecyzować o ile. Tłumaczy, że dokładna liczba uczniów będzie znana dopiero za kilka tygodni, po 1 września. Ministerstwo nie ukrywa, że boryka się z problemami finansowymi, jeśli chodzi o edukację poza granicami kraju.
MEN nie ma pieniędzy
– W obecnej sytuacji budżetowej bardzo ciężko byłoby znaleźć środki na otwieranie nowych placówek. Staramy się pokryć to zapotrzebowanie, jak również zwiększyć liczbę uczniów w ramach istniejących środków, także oszczędzając na wydatkach, które uznajemy, że w przeszłości były ponoszone. Objęcie wszystkich polskich uczniów przebywających za granicą przez punkty konsultacyjne wymagałoby znacznie większych środków, to są kwoty znacznie przewyższające te, które obecnie mamy – mówił na ostatnim posiedzeniu sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą wiceminister edukacji Maciej Jakubowski.
W ramach wspierania edukacji uzupełniającej resort zamierza wprowadzić nauczanie on-line.
– Mamy wiele sytuacji, gdzie są niewielkie grupy Polaków. Nie byłoby sensowne otworzenie tam placówek oświatowych. Te osoby chcemy nauczać on-line. To chcemy rozwijać, w to chcemy inwestować, by jak największą liczbę uczniów w ten sposób wspierać – mówił.
Nie wiadomo też, ilu nauczycieli wyjedzie w tym roku do polskich szkół za wschodnią granicę. Jak przekonywał Jakubowski, są w tym zakresie problemy proceduralne – władze Białorusi odmawiają wydania wiz. Ta sytuacja będzie się niestety prawdopodobnie powtarzać.
– Z tego, co wiem, jest umowa gotowa w każdej chwili do podpisania z Kazachstanem, ale to niestety wymaga chęci z tej drugiej strony. Robimy, co możemy, by te chęci były i by umowa została podpisana – tłumaczy Jakubowski. Wciąż jest też negocjowana umowa z Białorusią.
– Mamy nadzieję, że te umowy zostaną podpisane i wtedy to wysyłanie nauczycieli będzie bezproblemowe – deklaruje wiceminister. Nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie, czy resort ma informacje o ilości miejsc zamieszkanych przez Polaków, którzy mają trudności z dostępem do szkół z językiem polskim.
Takie tłumaczenie nie przekonuje posłów. W ocenie opozycji, brakuje nauczycieli i wsparcia w postaci podręczników czy kursów doszkalających. A nauczanie na odległość się nie sprawdza i dotyczy zaledwie nieco ponad 400 uczniów.
– Z tego, co wiem, to jest ich więcej – twierdzi Jakubowski, nie podając jednak żadnej konkretnej liczby. Polscy nauczyciele, wykładający nie tylko język polski, ale też takie przedmioty jak historia czy geografia, wyjeżdżają przede wszystkim na Wschód, w miejsca historycznych zsyłek Polaków lub na tereny, gdzie po powojennych zmianach granic pozostała ludność polska. W roku szkolnym 2012/2013 za wschodnie rubieże RP wyjechało osiemdziesięciu nauczycieli.
Trudna sytuacja nauczycieli
MEN przyznaje, że obecnie tam pracujący nie mogą też liczyć na zawieranie stałych umów. Nauczyciele za granicą de facto nie pracują na takich samych warunkach jak ci zatrudniani w Polsce. Zawierane są z nimi głównie kontrakty, a ich pensum wynosi znacznie więcej godzin niż pensum nauczycieli z Polski.
Zdaniem dr. Roberta Wyszyńskiego ze Związku Repatriantów Rzeczypospolitej Polskiej, fatalna sytuacja polskich nauczycieli pracujących na Wschodzie to pokłosie braku konkretnych umów. Do dziś Polska nie zawarła umowy bilateralnej z Kazachstanem i Białorusią dotyczącej wymiany kadry nauczycielskiej.
– Najłatwiej jest przerzucać odpowiedzialność na inny kraj. Z tego, co wiem, ani Białoruś, ani Kazachstan nie robi w tym zakresie problemów. To nasz rząd się o te umowy nie stara – dodaje Wyszyński.
Tymczasem – jak zaznaczają organizacje polonijne – liczba chętnych do nauki języka polskiego rośnie. Tak jest na przykład w obwodzie tiumeńskim (Federacja Rosyjska).
– Coraz więcej osób przyznaje się do polskości. Do niedawna w naszym obwodzie było takich osób 640, a teraz jest prawie 900 – zauważa Sergiusz Fiel, wiceprezes ds. Polonii Dalekiego Wschodu i Syberii. Z problemami borykają się też polskie szkoły w Rosji.
A właściwie nie szkoły – bo takich w Rosji nie ma, tylko tzw. szkółki sobotnio-niedzielne. Otóż w Rosji jako takich problemów z wizami nie ma, ale są one wydawane tylko na kilka miesięcy. Brakuje też kadry nauczycielskiej – w obwodzie tiumeńskim, w którym funkcjonują tylko dwie takie placówki, polskie dzieci uczy jedna nauczycielka z Polski.
Anna Ambroziak