• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Nierozliczone zbrodnie

Piątek, 2 sierpnia 2013 (02:00)

IPN prowadzi zaledwie trzy śledztwa dotyczące zbrodni niemieckich popełnionych podczas Powstania Warszawskiego.

– Ogólnie tego typu postępowań jest trzy – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prokurator Marcin Gołębiewicz, p.o. naczelnik pionu śledczego warszawskiego oddziału IPN.

– Są to postępowania dotyczące zbrodni popełnionych wobec ludności cywilnej, jeńców, powstańców. Oddzielne postępowanie dotyczy zbrodni popełnionych na terenie szpitali i domów opieki – wylicza prokurator.

– Stan ich zaawansowania jest różny. Chodzi o dotarcie do świadków tych wydarzeń, ważna jest także dokumentacja, źródło. Prokuratorzy osobiście jeździli do centrali w Ludwigsburgu zapoznawać się z materiałami będącymi w posiadaniu strony niemieckiej – zapewnia Gołębiewicz. Dodaje, że czyny te są kwalifikowane jako zbrodnie przeciwko ludzkości.

Jedno z postępowań warszawskiego pionu śledczego dotyczy „zbrodni ludobójstwa polegającej na zamordowaniu w dniu 8 sierpnia 1944 r. w ruinach Teatru Wielkiego w Warszawie około 350 osób należących do polskiej ludności cywilnej”.

Śledztwo ślimaczy się od 2000 roku. W jego trakcie ustalono, że w początkach Powstania żołnierze niemieccy „wypędzili ludność cywilną z budynków mieszkalnych znajdujących się w pobliżu Teatru Wielkiego, tj. z rejonu ulic Trębackiej, Focha, Krakowskiego Przedmieścia, Wierzbowej, Senatorskiej, Fredry i Alberta, a następnie ludzi tych umieścili w ruinach opery”.

Cywilów podzielono na dwie grupy: kobiety z dziećmi, które trafiły później do obozu przejściowego w Pruszkowie, i mężczyźni wraz z chłopcami. „Natomiast zatrzymani w ruinach Teatru Wielkiego mężczyźni w liczbie około 350 osób zostali przez żołnierzy niemieckich w dniach 8 i 9 sierpnia 1944 r. zastrzeleni, a ich zwłoki spalono” – podkreślają prokuratorzy.

Udało się wówczas uciec tylko dwóm chłopcom. Mimo starań śledczych ustalono nazwiska jedynie 33 ofiar tej zbrodni.

Prokuratorom udało się przesłuchać wielu świadków oraz żołnierzy 6. armii 46. batalionu „Sturmpioniere”. Korzystając z pomocy prawnej RFN, ustalono, że Centrala Krajowych Administracji Wymiaru Sprawiedliwości z siedzibą w Ludwigsburgu wraz z Krajowym Urzędem Kryminalnym Badenii-Wirtembergii prowadziła „postępowanie sprawdzające przeciwko byłym, nieustalonym członkom Brygady Szturmowej SS ’Dirlewanger’ podejrzanym o zbrodnie na polskiej ludności cywilnej w związku z likwidacją Powstania Warszawskiego w 1944 roku”.

Niestety, umorzono je w kwietniu zeszłego roku. Poszukiwania innej dokumentacji nie dały efektu. Aktualnie w śledztwie „trwa oczekiwanie na przetłumaczenie niemieckich dokumentów”.

Historycy wskazują, że zbrodnie niemieckie popełnione podczas Powstania praktycznie nie zostały osądzone.

– Żadne sankcje tych zbrodniarzy nie spotkały, poczynając od dowódców, np. Ericha von dem Bach-Zelewskiego, Reinera Stahela, czy szeregowych wykonawców zbrodni. Dożywali oni swoich dni w spokoju. Jeżeli byli sądzeni, to za inne zbrodnie, jak Zelewski – mówi prof. Grzegorz Kucharczyk (UAM).

– Jedyny wyjątek to Oskar Dirlewanger, któremu została wymierzona sprawiedliwość w zachodniej strefie okupacyjnej, według niektórych źródeł przez polskich żołnierzy, gdy się dowiedzieli, z kim mają do czynienia – dodaje historyk.

Zenon Baranowski