• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Siewiernyj: znów o włos od katastrofy

Czwartek, 1 sierpnia 2013 (02:00)

Niewiele brakowało, by na podejściu do lotniska Siewiernyj w Smoleńsku doszło do kolejnej katastrofy. Pilot wojskowego samolotu zgłosił nieoznakowaną i nieopisaną przeszkodę w rejonie podejścia do lądowania – dowiedział się „Nasz Dziennik”.

 

Tym razem skończyło się na wstrzymaniu inwestycji jednego ze smoleńskich biznesmenów. Ale mogło być znacznie gorzej. Wszystko przez lekceważenie podstawowych zasad bezpieczeństwa lotów.

Brak właściwego zabezpieczenia ścieżki podejścia wytknęła Rosjanom nawet komisja Jerzego Millera. W jej „Uwagach” do raportu MAK i we własnym raporcie dokładnie wyliczono, w jaki sposób drzewa i roślinność naruszały międzynarodowe i rosyjskie przepisy dotyczące utrzymania lotnisk.

Fatalnie funkcjonowało też oświetlenie podejścia do lądowania. Nie wiadomo, czy te naruszenia miały jakiś wpływ na katastrofę. MAK nie podzielił polskich argumentów, a jedynie przyznał, że nie świeciły niektóre żarówki. Tymczasem to właśnie wysoka roślinność mogła zakłócać sygnał radaru i jego operator mjr Wiktor Ryżenko być może właśnie dlatego niewiele widział na swoim ekranie podczas sprowadzania Tu-154M.

Rosjanie wszystkie zarośla w okolicy ścięli jeszcze w 2010 r., tuż po katastrofie polskiego tupolewa. Ale od tego czasu zdążyły już odrosnąć, teraz znowu są bardzo wysokie. Wyraźnie zasłaniają przynajmniej niektóre światła podejścia. A inne wysokie obiekty? W ubiegłym roku otwarto w pobliżu kolejny salon samochodowy (obok funkcjonującego jeszcze przed katastrofą przedstawicielstwa KIA stanął dealer Renault), a niedaleko jest piekarnia. To jednak niskie budynki i dość daleko od osi pasa lotniska.

Inaczej jest w przypadku planowanego centrum handlowego RIO-2. Chciał je wybudować właściciel pierwszego RIO, w zupełnie innej części miasta. Z punktu widzenia marketingowego miejsce całkiem dobre, bo ulica Kutuzowa to droga wylotowa w stronę szosy Moskwa – Mińsk, poza tym w pobliżu jest osiedle, na którym nie ma podobnego obiektu. Ale dwupiętrowy kompleks znalazłby się 50 metrów od osi ścieżki podejścia. Prawidłowo lądujący samolot jest wówczas na wysokości 35 metrów, a RIO-2 miałoby, wliczając wielkie reklamy na dachu, około 20 metrów wysokości.

Mimo oczywistych przeszkód inwestor dostał zgodę na budowę kompleksu sklepów. Prace trwały przez całą zimę i wiosnę. W kwietniu gotowy był szkielet konstrukcji budynku. Na budowie widać było robotników, codziennie wjeżdżały betoniarki, postawiono dźwigi. Nikt by się nie przejmował lotniskiem, gdyby akurat w maju jeden z lądujących samolotów wojskowych (prawdopodobnie Ił-76) nie zboczył lekko w prawo – odwrotnie niż Tu-154M 10 kwietnia 2010 roku. Iprawie zderzył się z ciężkim dźwigiem budowy centrum handlowego.

Skrzydło samolotu przeleciało kilka metrów nad wierzchołkiem konstrukcji. Pilot zgłosił nieoznakowaną i nieopisaną przeszkodę w rejonie podejścia do lądowania. Wojsko zareagowało szybko. Stwierdzono, że nie tylko dźwig, ale i projektowany budynek nie mogą się tu znajdować. Właściciel RIO odebrał odszkodowanie i bez protestów zlikwidował budowę. Zcałej inwestycji pozostał parking, który ma powstać dokładnie na osi pasa, a więc samochody mają stać pod lądującymi samolotami wojskowymi. Parking jednak nie narusza norm, a poza tym łatwo go w każdej chwili zlikwidować.

Operacje lotnicze zdarzają się na Siewiernym bardzo rzadko, maszyny lądują i startują zaledwie kilka razy w miesiącu. Ministerstwo obrony planowało przekazanie całego lotniska administracji obwodowej i zmianę jego statusu na cywilny w tym roku.

Jednak nowy minister Siergiej Szojgu miał inne zdanie. Najbardziej wysunięte na zachód lotnisko rosyjskich sił powietrznych (nie licząc planowanej bazy w Lidzie na Białorusi) ma odzyskać znaczenie. Mowa jest o powrocie, i to nie transportowców, a samolotów bojowych. Oczywiste jest, że w tej sytuacji nie pomogą żadne układy i teren przy lotnisku musi odpowiadać wymogom lotników.

W ramach budowy parkingu wyrównano i zasypano piaskiem spory teren niedaleko miejsca przelotu polskiego rządowego tupolewa. Samo miejsce upadku samolotu jest odgrodzone i Komitet Śledczy nie pozwala na jakiekolwiek ingerencje do zakończenia postępowania – to m.in. przez to nie może powstać pomnik upamiętniający katastrofę. Natomiast rozkopywanie reszty terenu śledczym nie przeszkadza. Dokładnie tak samo uważa polska prokuratura.

– Nam zależy, żeby rejon katastrofy sensu stricto, czyli upadku samolotu, pozostał bez zmian. Jeśli chodzi o rejon podejścia, to biegli wykonywali tam pomiary, pobierano próbki gleby. Cały teren od bliższej radiolatarni do miejsca uderzenia samolotu w ziemię został przynajmniej dwukrotnie zbadany. Nie mam zastrzeżeń do prowadzenia prac w tych miejscu. To samo dotyczy resztek brzozy – zapewnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ppłk Karol Kopczyk, główny referent śledztwa smoleńskiego.

Niewątpliwe nadużycie, jakim było zezwolenie na budowę w takim miejscu, wpisuje się w ogólnie niekorzystny obraz działania administracji Smoleńska. Obecnie zresztą zawirowania osiągnęły apogeum. Konflikt między merem a szefem administracji (city manager) spowodował, że obaj odeszli ze stanowisk (mer usunął menedżera, a sympatyzująca z odwołanym rada odwołała mera).

Nie udaje się wybrać nowych władz, bo wciąż nie ma kworum w radzie miejskiej. Jednocześnie trwa kampania wyborcza do władz lokalnych (obywatele wybiorą 8 września radę miasta i dumę obwodową) i zbliżają się planowane od czterech lat huczne obchody 1150-lecia Smoleńska. Władze centralne i obwodowe coraz bardziej się niepokoją, bo na rocznicę wydano miliardy rubli, z których sporo zmarnowano (kilkadziesiąt spraw karnych dotyczy defraudacji środków ze specjalnej dotacji celowej budżetu państwa na ten cel), a jeszcze grozi klapa uroczystości spowodowana paraliżem decyzyjnym w smoleńskim ratuszu.

Region, który z racji położenia powinien być wizytówką Rosji, wyraźnie przechodzi załamanie. Spośród wszystkich podmiotów Federacji obwód smoleński zajmuje jedno z ostatnich miejsc pod względem rozwoju społeczno-gospodarczego, bezrobocia i wzrostu zadłużenia.

Według badań ekspertów zajmujących się samorządem terytorialnym w Rosji obwód zajmuje czwarte od końca miejsce pod względem społeczno-politycznej stabilności i przewidywalności. Za nim są tylko kaukaskie republiki Kabardo-Bałkaria, Inguszetia i Dagestan.

Piotr Falkowski, Smoleńsk