Problem farm wiatrowych nadal nierozwiązany!
Środa, 31 lipca 2013 (11:44)Najnowszy wpis dr Gabrieli Masłowskiej opublikowany na blogAID
Inwazja elektrowni wiatrowych przy braku ustawowego zabezpieczenia interesów rolników, mieszkańców wsi, środowiska i krajobrazu powoduje poczucie krzywdy i protesty społeczne.
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli projekt ustawy w lipcu 2012 roku ograniczający swawolę inwestorów i określający odległość wiatraków od siedzib ludzkich (minimum 3 km). Koalicji PO i PSL nie spieszy się z uchwaleniem ustawy. Ministrowie obecnego rządu współodpowiedzialni za lokalizację farm wiatrowych w rozmowie z posłami PiS kiwają głowami i wzruszają ramionami: „to jest poza nami”. W ministerstwach grasują lobbyści w osobach różnej maści ekspertów, strzegąc interesów inwestorów – najczęściej spółek zagranicznych. Państwo, które nie jest w stanie zabezpieczyć prawnie potrzeb i bezpieczeństwa własnych obywateli, jest w rozkładzie.
Tymczasem rolnicy podpisują niekorzystne umowy przedwstępne, decydując się przekazać grunty i zawrzeć umowy dzierżawy w formie aktów notarialnych. Nie ma w nich zapisów zabezpieczających czynsz za dzierżawę, który najczęściej będzie dopiero płacony, kiedy firma rozpocznie budowę, nie ma przy tym terminu. Po odrolnieniu działki rolnik straci dopłaty, a na czynsz może czekać latami. Pobieranie czynszu za dzierżawę wymaga wystawienia faktur VAT, opłacenia składki ZUS lub podwójnego KRUS, zarejestrowania działalności gospodarczej i płacenia podatku dochodowego.
W umowach nie ma mowy o liczbie elektrowni, a czynsz jest płacony od ich ilości. Nie wiadomo, z jakich działek dzierżawca – inwestor wyodrębni teren pod drogi i inne elementy farmy. Inwestor może podnająć grunt osobom trzecim (również na cele niezwiązane z działalnością farm wiatrowych), w tym przenieść prawa na banki. Rolnik nie może jednostronnie wypowiedzieć umowy np. z powodu zaległości w zapłacie czynszu, nie może też dochodzić odszkodowania – może wystąpić do sądu, ale tu znowu niespodzianka: sądy właściwe do rozpatrywania sporów wyznacza siedziba spółki, a nie położenie nieruchomości. Dlatego potrzeba wielkiej roztropności, bo „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”.
Na zyski z farm wiatrowych liczą samorządy. Licząc 15 proc. wartości podstawy masztu, a następnie 2 proc. od tej kwoty, daje to niewielkie kwoty podatku od nieruchomości, narażając na bezpowrotne niszczenie środowiska, walorów krajobrazowych i zdrowia ludzi.
Oficjalny dokument ministra zdrowia potwierdza szkodliwy wpływ wiatraków na zdrowie i życie człowieka i zaleca zachowanie od 2 do 4 km odległości.
Proces destrukcji państwa można zatrzymać! Droga jest jedna – wybór do parlamentu i samorządów ludzi, którzy interes polskiej wsi będą przedkładać nad osobiste lub partyjne korzyści.