Dream Trip coraz bliżej Fatimy
Środa, 31 lipca 2013 (09:36)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja z 14. i 15. dnia rowerowej wyprawy 12 osób z grupy Dream Trip, które pielgrzymują do Fatimy w intencji Ojczyzny
Serdecznie przepraszamy, za brak poniedziałkowej relacji. Mamy nadzieję, że więcej już takich sytuacji nie będzie.
Na samym początku pozdrawiamy w jakimś sensie także naszą wyprawę, Dream Trip mini, czyli tych, którzy w ciągu kilku dni pokonają 600 kilometrów. Na myśl przychodzi wtedy nasza pierwsza wyprawa do Krakowa. My też tak zaczynaliśmy. Ale przejdźmy może do tego, co teraz, bo wydarzyło się wiele...
W chwili pisania tej relacji siedzimy sobie na dziedzińcu przed francuskim domem wyglądającym jak te z filmów o winnicach. Spożywamy przepyszne dania, z francuskimi serami na czele. A to wszystko dzięki naszym gospodarzom: Agnes i Xavierowi Perret du Cray, którzy dzięki informacji od znajomych znajomych znajomych znajomych znajomej z Polski, pani Anieli Łysik (dokładnie tak wyglądał ten łańcuszek, niesamowite), zaprosili nas do siebie na nocleg.
A jak tutaj dotarliśmy... Zaczęło się od burzy, ogromnej burzy...
Poniedziałek, La Salette, godz. 5.00, pobudka i pytanie: co robimy? Przecież nie zjedziemy w burzy, to nie wchodzi w grę. Decyzja – idziemy na polską Mszę św. z pielgrzymami z naszego kraju. Na Eucharystii przyjęto nas bardzo serdecznie. Piorun uderzył gdzieś w pobliżu bazyliki. Kolejna decyzja – idziemy spać.
O godz. 9.00 deszcz ustał. Jest moment przejaśnienia. Zjeżdżamy. Powolutku, udało się. Nie pada, jedziemy! Udało się zrobić 50 km, trochę pokropiło. Potem ulewa. Przystanek pod sklepem, w magazynie. Znowu nie pada. Jedziemy. Wychodzi słońce. Wiatr w plecy. Kilometry biegną. Udało się zrobić 175 kilometrów. Jedziemy do nocy. Pod kościół. Nie ma księdza. Śpimy pod chmurką. Zdecydowaliśmy, że nie ma co szukać noclegu, a Montpellier jeszcze daleko. Nocleg bardzo udany. Spotykamy miłych ludzi, którzy dają nam pieniądze na lody. Śpimy dobrze. Rano wstajemy i ociągamy się trochę.
W końcu udaje nam się zebrać i w drogę do Montpellier. Dzisiaj wiatr nie współgra. Właściwie przeszkadza i prawie uniemożliwia jazdę. Zmieniamy kierunek jazdy. Wiatr po naszej stronie. Kilometry znowu powoli dobijają do 150. Potem obiad przed sklepem. Jest ciepło. Przejeżdżamy po fontannie. Ale ulga. Jeszcze 50 kilometrów. Słońce wyciąga siły. W końcu się udało i dojechaliśmy, trafiliśmy. Kuba perfekcyjnie rozpracował trasę. Ksiądz Adam po drodze złapał jeszcze gumę.
Gospodarze od razu nas rozpoznali i od razu też zaproponowali kąpiel w basenie. Ale frajda! Jednak najpierw Msza św. w tej niesamowitej scenerii francuskich winnic i pagórków. Codziennie Msze św. odprawiamy w jednej z powierzonych nam intencji.
No i kolacja. Trafiliśmy do momentu, w którym jesteśmy. Ta wyprawa jest niesamowita. Tyle dobra nas spotyka. Dziękujemy!
Źródło: oficjalne konto Dream Trip na Facebooku