• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Fotele do ekspertyzy

Środa, 31 lipca 2013 (02:00)

W Smoleńsku trwają badania foteli z rozbitego Tu-154M. Ich konstrukcje są połamane, co zdarza się bardzo rzadko podczas katastrof lotniczych.

W Smoleńsku od 22 lipca ponownie przebywa prokurator wojskowy, dwóch biegłych specjalistów w zakresie fizykochemii oraz dwóch techników kryminalistycznych. Mają oni dokończyć pobieranie próbek z pozostałości samolotu.

– Trwają oględziny elementów foteli, które były zabezpieczone w ubiegłym roku. W czasie poprzedniego wyjazdu wszystkie te elementy były wyjęte, spakowane do worków foliowych, oznaczone i odłożone. Dysponujemy dokumentacją fotograficzną z tamtego wyjazdu i każdy worek, który teraz bierzemy, porównujemy ze zdjęciami z jesieni – mówi prokurator wojskowy ppłk Karol Kopczyk, kierujący pracami ze strony polskiej i jednocześnie główny referent śledztwa smoleńskiego.

W ramach badania foteli uwzględnia się też ich oddzielne części, takie jak pasy bezpieczeństwa, zestawy ratunkowe itp.

Okazuje się, że o ile sam wrak jest osłonięty wiatą, to fotele znajdują się w otwartych garażach tuż obok i jesienią nie było warunków do wykonywania czynności śledczych w sposób wystarczająco dokładny.

W Smoleńsku dość wczesną jesienią zaczyna mocno wiać, robi się zimno i często pada deszcz. Jak mówi ppłk Kopczyk, nie dało się wówczas nawet filmować czynności śledczych – prokuratura posiada tylko fotografie.

W garażu są zresztą nie tylko fotele, ale dużo innych drobnych przedmiotów z samolotu. Wszystko rozrzucone przez Rosjan podczas pospiesznego sprzątania miejsca katastrofy w kwietniu 2010 roku.

Zwracają uwagę taśmy filmowe na dużych starych szpulach. Okazuje się, że są tam polskie filmy edukacyjne i historyczne, które delegacja miała przekazać smoleńskiej organizacji polonijnej. Jesienią polska ekipa nie pobrała próbek, ale przynajmniej wszystkie te przedmioty wyciągnięto, posegregowano i ułożono.

To dokończenie prac z jesieni ubiegłego roku. Wówczas prokurator i grupa ekspertów przebywała w Smoleńsku prawie miesiąc: od 15 września do 13 października przeprowadzono większość czynności związanych z przygotowaniem przez biegłych opinii dotyczącej obecności we wraku śladów materiałów wybuchowych.

Jej część została zaprezentowana 27 czerwca. Po dokładnych badaniach okazało się, że w próbkach nie ma ani materiałów wybuchowych używanych przez terrorystów, ani chemicznych produktów ich spalania (pozostałych po domniemanej eksplozji).

Wówczas także został ścięty duży fragment brzozy, z którą według Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i raportu komisji Millera miał zderzyć się samolot. Na przełomie lutego i marca dokonano w Moskwie szczegółowych oględzin miejsca ścięcia (lub złamania) brzozy, pobrano próbki i powstały silikonowe kopie tych dowodów. Wtedy też pobrano z wraku dodatkowe próbki metalu i lakieru potrzebne biegłym jako materiał porównawczy.

Obecnie prowadzone badania kończą pozyskiwanie materiału dowodowego do opinii w sprawie materiałów wybuchowych. Dla jej ostatecznego sformułowania, poza zbadaniem wszystkich próbek ze Smoleńska, policyjne laboratorium musi zakończyć także analizę materiału biologicznego uzyskanego podczas ekshumacji ciał ofiar katastrofy (przeprowadzono ich osiem). Jak poinformował „Nasz Dziennik” prokurator Kopczyk, w najbliższym czasie nie są planowane żadne nowe wyjazdy do Rosji.

Teraz każdy kolejny fotel z polskiego tupolewa najpierw jest dokładnie oglądany, potem sprawdza się go tymi samymi przenośnymi detektorami (spektrometrami ruchliwości jonów) MO2M i PILOT. Na podstawie ich wskazań biegli określają miejsca, z których pobierane są próbki i wycinki.

Wymienione urządzenia to dokładnie te same, których używano w ubiegłym roku. Wówczas doniesienia o ich wskazaniach „TNT” lub „NITRO” sugerowały wykrycie popularnych materiałów wybuchowych trotylu i nitrogliceryny. Prokuratura tłumaczyła, że sugestywne napisy na wyświetlaczach oznaczają w rzeczywistości całą grupę podobnych substancji chemicznych, a czujniki są tak ustawione, żeby przede wszystkim typować materiał do dalszych badań.

Jednak nie wszystkich te wyjaśnienia przekonały i zamieszanie wokół przebiegu wyników tych badań trwa do dziś – wpływa na rozpowszechnienie hipotez o wybuchu w samolocie jako przyczynie katastrofy.

– Wszystkie fotele tupolewa są połamane – mówi prokurator Karol Kopczyk. Ich oględziny są fotografowane i filmowane. Stan foteli może dużo powiedzieć biegłym o mechanizmie zniszczenia samolotu. Montowane w samolotach pasażerskich siedzenia są bardzo wytrzymałe i powinny przetrwać ogromne przeciążenia, większe niż organizm ludzki jest w stanie przeżyć. Złamanie konstrukcji foteli zdarza się bardzo rzadko podczas katastrof lotniczych.

Długotrwałe procedury

Prace w Smoleńsku się przeciągają. Mimo że polska ekipa pracuje 10-12 godzin dziennie, prawdopodobnie nie uda się zrobić wszystkiego w ciągu dwóch tygodni. Karol Kopczyk przewiduje, że potrwają do 5-6 sierpnia. Wszystkie czynności na bieżąco protokołuje dwóch oficerów rosyjskiego Komitetu Śledczego, którzy oficjalnie realizują polski wniosek o pomoc prawną z 21 maja. Jest też z nimi operator filmujący czynności.

Wszystkie próbki pobiera się w dwóch egzemplarzach. Jeden zabierają Rosjanie i mogą użyć m.in. ich do celów związanych z własnym śledztwem, a drugi po przejściu całej procedury, w którą zaangażowanych jest kilka instytucji rosyjskich i polskich, trafi do Zakładu Fizykochemii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji w Warszawie. Nie wiadomo, ile to potrwa. Dostarczenie próbek pobranych w październiku trwało prawie 2 miesiące, a pobranych w marcu – 3 miesiące.

Biegli pracują w zamienionym na laboratorium pomieszczeniu wydzielonym w budynku w pobliżu wiaty z wrakiem. Mają na mundurach białe kombinezony i specjalne ochraniacze na buty. W jednym z pomieszczeń, z oknem wychodzącym na plac z wiatą, dyżur pełni policjant pilnujący resztek tupolewa. Poza tym obiekt jest nieużywany. W ogóle teren Siewiernego zdaje się trochę zamierać.

Częściej można spotkać na nim miejscowych skracających sobie drogę na działkę przez wojskowe lotnisko niż żołnierzy. W poniedziałek pewną odmianą w tym sennym krajobrazie były zawody sportowe zorganizowane na placu między wrakiem a pasem startowym. Kiedyś kołowały tam pewnie jakieś samoloty, a teraz dwie drużyny rywalizowały w biegach na czas. A może to był jakiś sprawdzian kondycyjny? Na wrak się nie oglądali.

Piotr Falkowski, Smoleńsk