Kawaleryjska parada na Błoniach
Poniedziałek, 29 lipca 2013 (02:07)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Z Janem Józefem Kasprzykiem, komendantem Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej, rozmawia Marcin Austyn
Tradycyjnie 6 sierpnia z krakowskich Oleandrów wyruszy Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej. Który to już marsz?
– Czterdziesty ósmy, a trzydziesty trzeci po II wojnie światowej. Marsze rozpoczęły się w 1924 r., w dziesiątą rocznicę wymarszu Kadrówki z Oleandrów do Kielc. W okresie międzywojennym miały one formułę zawodów sportowo-militarnych organizowanych przez Związek Strzelecki z udziałem Wojska Polskiego, Korpusu Ochrony Pogranicza, delegacji zagranicznych, m.in. armii estońskiej, łotewskiej. Po II wojnie światowej wszelkie formy kultywowania tradycji niepodległościowej były przez władze komunistyczne zabronione. Do idei marszu zaczęto powracać w drugiej połowie lat 70. Wtedy bardzo silnie działające w Krakowie środowisko byłych legionistów skupione wokół gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza i płk. Józefa Herzoga, które otrzymywało ogromne wsparcie ze strony ówczesnego metropolity krakowskiego ks. kard. Karola Wojtyły, podjęło działania mające na celu upamiętnienie Czynu Legionowego. Starano się wrócić do tradycji przedwojennych marszów. W 1978 r. zorganizowano krótki rajd między Krakowem a Michałowicami. Michałowice to bardzo ważna dla dziejów miejscowość, bo przebiegała tam granica zaboru austriackiego i rosyjskiego, i właśnie tam Kadrówka obaliła słupy graniczne. Jednak do pierwszego po wojnie marszu w pełnym wydaniu doszło w 1981 r., na fali zrywu solidarnościowego, polskiego entuzjazmu Sierpnia ’80. Potem, mimo stanu wojennego, marsze odbywały się nieprzerwanie. Do 1989 r. była to demonstracja antykomunistyczna, zresztą bardzo silnie zwalczana przez SB. Świadczą o tym dokumenty IPN, które badamy, oraz takie fakty, jak aresztowanie wszystkich uczestników Kadrówki w 1984 roku. Tak marsz przetrwał do III RP. Po 1989 r. powrócił on do formuły powojennej. Gromadzi blisko pół tysiąca młodych ludzi, którzy na trasie Kraków – Kielce biorą udział w zawodach sportowo-obronnych, odwiedzają miejsca pamięci narodowej, których na trasie marszu jest wiele, spotykają się z uczestnikami walk o niepodległość, zwiedzają zabytki, cmentarze wojenne, biorą udział w prelekcjach historycznych. Marsz łączy w sobie element rywalizacji w postaci zawodów: marszobiegu, strzelania sportowego, szkolenia z ratownictwa przedmedycznego oraz element edukacyjno-wychowawczy.
Podkreśla Pan, że droga do Kielc to nie tylko marsz, ale i solidna lekcja patriotyzmu. Czego podczas niej można się nauczyć?
– Wiele osób, które biorą udział w Kadrówce, to młodzi ludzie, którzy z uwagi na warunki, jakie obecnie panują w polskim szkolnictwie oferującym nadwątlony program nauczania historii, o wydarzeniach roku 1914 wie niewiele. System nauki w szkołach powoduje, że wydarzenia roku 1914 traktuje się nader pobieżnie lub w ogóle się ich nie porusza. Tymczasem 1914 r. z punktu widzenia polskiej historii jest bardzo ważny. To jest początek naszej skutecznej walki o niepodległość. Marsz jest zatem okazją do poznania lub pogłębienia wiedzy na temat naszego doświadczenia historycznego w XX wieku. A dzięki temu, że marsz odbywa się na historycznej trasie, nabiera on waloru wizji lokalnej. Jesteśmy w miejscach, w których historia się działa, możemy jej dotknąć – odwiedzamy miejsca, w których legioniści toczyli bitwy, zwiedzamy kwatery Józefa Piłsudskiego i jego sztabu, np. w Jędrzejowie, Książu Wielkim czy w Kielcach. W takich okolicznościach, także przy ognisku, z udziałem uczestników walk o niepodległość, inaczej opowiada się młodym ludziom o wydarzeniach z przeszłości. Przynosi to efekty zdecydowanie lepsze niż nauka przekazana w murach szkolnych, szczególnie że nauka historii poprzez fatalne decyzje obecnego rządu została zredukowana właściwie do minimum.
Jakie dystanse pokonujecie w ciągu dnia?
– Najważniejszą sprawą związaną z organizacją marszu jest to, że uczestnictwo w nim jest dobrowolne. Zatem ludzie, którzy zgłaszają się na marsz, mają świadomość, że czeka ich wysiłek fizyczny, który trzeba pokonać, aby w ten sposób wznosić żywy pomnik ku czci bohaterów roku 1914. Dziennie pokonujemy około 25-30 km, przy czym dzieje się to w sposób bardzo urozmaicony. Trasę przemierzamy w drużynach 12-14-osobowych, wyposażonych w mapy. Idziemy z pominięciem dróg krajowych. Szlak wiedzie zatem przez lasy, pola, łąki ziemi małopolskiej i świętokrzyskiej. A wysiłek? On nie jest taki wielki, jeśli uzmysłowimy sobie, że Kadrówka w 1914 r. pokonywała ten dystans w pełnym ekwipunku i była narażona na boje z Moskalami. Młodzi ludzie, decydując się na udział w marszu, wiedzą, że muszą dać z siebie trochę tego wysiłku fizycznego, także po to, by się sprawdzić. To jest też ważne!
Jakie jest zainteresowanie marszem? Kim są jego uczestnicy?
– Przekrój pokoleniowy marszu jest szeroki. Nasz najstarszy uczestnik pochodzi z Tomaszowa Mazowieckiego i ma 84 lata. To pan Zygmunt Jędrzejczak, żołnierz Zrzeszenia WiN. On z nami pokonuje trasę, oczywiście na ile pozwalają mu siły. W ubiegłym roku najmłodszy uczestnik miał lat 6, a w tym roku… 11 miesięcy. Tak się zdarza, że w marszu uczestniczą całe rodziny. Oczywiście dominującą grupą są ludzie młodzi w wieku 18-22 lata. Silną grupę stanowią też uczestnicy marszów z lat 80., czyli działacze „Solidarności”, dawnego NZS, którzy dziś jako pięćdziesięciolatkowie traktują Kadrówkę także jako możliwość spotkania na swoim dawnym szlaku. W marszu uczestniczy blisko pół tysiąca osób, ale z roku na rok dołączają do nas nowe środowiska, np. uczniowie szkół mających za patrona Marszałka Józefa Piłsudskiego. Dominują środowiska strzeleckie i harcerskie, jest z nami pododdział kawalerii w mundurach ułanów II RP. Jest to więc wydarzenie, które przyciąga coraz więcej środowisk odwołujących się do tradycji niepodległościowej.
Pamiętamy akcję „Orzeł może”. Państwo mają nieco inny sposób na pogodne obcowanie z patriotyzmem.
– Obserwowałem tę akcję z dużym zdumieniem. Przypominała scenę z filmu Barei, z latającym nad miastem misiem, który „jest misiem na miarę naszych możliwości, i nikt nie wie, po co jest ten miś”. Podobno władze chciały nauczyć nas, jak radośnie celebrować patriotyzm, a wyszła z tego żałosna profanacja godła. Jeśli ktoś chce radośnie celebrować sprawy związane z patriotyzmem, to niech zobaczy, jak od wielu lat robi to Kadrówka. Tu patos, który jest oczywisty, łączy się z uśmiechem, radością, a nie profanacją tego, co najświętsze.
Za rok będziemy obchodzić setną rocznicę wymarszu strzelców z Oleandrów. Są już plany, w jaki sposób uczcić to wydarzenie?
– Przymierzamy się do tych obchodów już od kilku lat. Chcemy np., by marsz został poprzedzony wielką rewią kawalerii na Błoniach krakowskich oraz rekonstrukcją historyczną, która pokaże, jak formowała się w 1914 roku I Kompania Kadrowa. Odbędzie się też uroczystość na kopcu Józefa Piłsudskiego, podczas której do bryły kopca złożone zostaną ziemie z pól bitew z ostatnich stu lat. Te ziemie zostaną przywiezione przez uczestników marszu. Przy wsparciu władz Krakowa planujemy „Spotkanie Pokoleń”, w którym wezmą udział rodziny legionistów. Prócz tego, już na samej trasie marszu, odbędą się pikniki wojskowe, koncerty legionowe, które będą wskrzeszały ducha patriotyzmu wśród społeczności lokalnych. W Kielcach w 2014 roku, w dniu wejścia marszu, odsłonięty zostanie pomnik konny Józefa Piłsudskiego, wznoszony nakładem społecznym. Planujemy także wydanie płyty z piosenkami legionowymi w nowych aranżacjach, organizowane będą też sesje naukowe, wystawy. Warto również wspomnieć, że z naszej inicjatywy Klub Parlamentarny PiS w czerwcu złożył do laski marszałkowskiej projekt uchwały dotyczący ustanowienia roku 2014 Rokiem Czynu Niepodległościowego. Mamy nadzieję, że w przeciwieństwie do 150. rocznicy Powstania Styczniowego, kiedy to Sejm RP m.in. głosami PO odrzucił podobny projekt, tym razem zostanie on przyjęty przez aklamację. Jesteśmy to winni tym, którzy przed stu laty poszli walczyć o niepodległość.