Dream Trip u Matki Bożej w La Salette
Niedziela, 28 lipca 2013 (08:29)
Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja z 12 dnia rowerowej wyprawy 12 osób z grupy Dream Trip, które pielgrzymują do Fatimy w intencji Ojczyzny
Takiego scenariusza człowiek by nie wymyślił... W sobotę udało nam się dojechać do sanktuarium Matki Bożej w La Salette. A to oznacza, że grupa w maryjnym sanktuarium może spokojnie spędzić cała niedzielę.
Budzik bezlitośnie zadzwonił o 5 lecz dzisiaj został on zignorowany. Po chwili ze śpiworów dało się słyszeć pierwsze jęki... To oznaczało tylko jedno – jest sobota, a grupa jest już fizycznie zmęczona całotygodniowym pobytem w Alpach. Do przejechania zostało jednak jeszcze 130 km i nie było czasu na zastanawianie się czy już wstać czy jeszcze nie. Jedynie Artur i Szymon chwile podumali, czy jest sens wychodzić ze śpiwora. Ostatecznie doszli do wniosku, że warto...
Po wzruszającym pożegnaniu przez starszego księdza proboszcza lokalnej parafii i kilku filii, który chyba dawno nie widział młodych ludzi zaangażowanych w sprawy wiary, ruszyliśmy. Najpierw był zjazd. 30 km. A potem dla równowagi – podjazd. Byliśmy już na 280m.n.p.m. i wspięliśmy się na ponad 800m w bardzo krótkim dystansie, co oznacza ostre nachylenie (12 proc.). Po kilku następnych ostrych zjazdach i podjazdach dotarliśmy do Corps – ostatni odpoczynek przed podjazdem na La Salette.
W tym mieście nawigator (piszący te słowa) przyznał się do pomyłki w liczeniu kilometrów. Okazało się, że grupa ma do przejechania o 30 km mniej niż przypuszczali.
Uradowani z tego faktu, zjedliśmy obiad i przez sen przygotowywaliśmy się do podjazdu. Warto dodać, że dzisiejszego dnia pogoda nam nie sprzyjała – nie żeby padało, ale wiatr wiał niemal cały czas w nos. A to oznaczało, że nawet zjazdy były dla nas poważnym wyzwaniem. Nie można się więc dziwić, że u podnóża gór pojawiło się chwilowe zwątpienie, czy w ogóle jest sens jechać do góry.
Jednak jedziemy w intencji wiary w Polsce oraz w waszych licznych intencjach i nie możemy się tak po prostu poddać! Wzajemnie się motywując i dopingując, oraz przy wsparciu oklaskami lokalnych mieszkańców widzących nasz trud, podjęliśmy walkę z 900 metrowym przewyższeniem.
Droga szła. Łatwo, bo wiatr zmienił kierunek i wiał w plecy! Byliśmy więc niesieni na górę nie tylko duchowo ale i fizycznie! Dzięki życzliwości ojców saletynów mamy nocleg – dla nas istny Sheraton, są łóżka, materace, niemal każdy ma swój prysznic. Po niezbędnym odświeżeniu, uczestniczyliśmy we Mszy międzynarodowej, ponieważ w La Salette odbywa się Europejskie Spotkanie Młodych w łączności ze Światowymi Dniami Młodzieży w Rio.
Były gratulacje, były uśmiechy, pamiątkowe zdjęcia, był nawet koncert rockowy (ale to już nie z okazji naszego przyjazdu), w którym nie uczestniczyliśmy zbyt długo, bo nogi też wołają o odpoczynek...
Życzymy więc dobrej nocy i błogosławionej niedzieli.
Źródło: oficjalne konto Dream Trip na Facebooku