Górskie podboje Dream Trip
Sobota, 27 lipca 2013 (17:58)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja z 11. dnia rowerowej wyprawy 12 osób z grupy Dream Trip, które pielgrzymują do Fatimy w intencji Ojczyzny
Po wczorajszym, zaledwie stukilometrowym odcinku, mieliśmy odpocząć. Niemniej jednak Turyn troszkę nas sponiewierał. Dzisiaj ponownie mieliśmy zmierzyć się z Alpami. Tym razem mieliśmy pokonać jednak dwie przełęcze: ponad 1800 i 2058 metrów. Rano pobudka, rozgrzewka, na rower i... za zakrętem rozpoczął się podjazd... 40-kilometrowy.
W takich sytuacjach trzymanie kolumny nie ma najmniejszego sensu, dlatego właściwie od początku każdy jechał swoim tempem. Mniej więcej po trzech godzinach i kilku robiących niesamowite wrażenie tunelach wykutych w skale udało się dotrzeć na szczyt. Tam czekała na nas granica francuska. Ciao Italia! W tym roku Włochy pokazały się z dużo przyjemniejszej dla nas strony: pełnej przyjaźni i otwartości. Czas na Francję, która przywitała nas zjazdem. Niestety zjechaliśmy na wysokość 1300 metrow, czyli do pokonania mieliśmy 800 metrów w pionie.
Przed drugim podjazdem zatrzymaliśmy się na jedzenie. Byliśmy pełni obaw, czy uda się zaliczyć i tę drugą przełęcz, bo każdy czuje już trochę trud tego tygodnia. Na szczęście okazało się, że ta była dla nas łaskawa. Nachylenie poniżej 7 proc. pozwalało spokojnie wjeżdżać, bez łapania zadyszki. W końcu udało się wjechać. Na przełęczy odprawiliśmy Mszę św. przy pobliskiej kapliczce. Alpy zachwyciły nas swym urokiem. W nagrodę za dotarcie na „szczyt” otrzymaliśmy 40-kilometrowy zjazd. Zasadniczo wrażenia z jazdy rowerem po najwyższych górach Europy – bezcenne. To trzeba po prostu przeżyć.
Dzisiaj zerwaliśmy też (jak to mówi Ewa) dwie „kety” – Czarka i Moniki. Problemy na szczęście szybko zostały rozwiązane. Zatrzymaliśmy się jakieś 45 km za przełęczą, w małej miejscowości. Znowu mamy nocleg przy kościele, dzięki życzliwości tutejszego księdza. Jutro atakujemy ostatni wysoki podjazd – La Salette, w którym prawdopodobnie spędzimy niedzielę. Dziś na licznikach wybiło 130 km. Dobra, to tyle, pora spać, dobranoc…
Źródło: oficjalne konto Dream Trip na Facebooku