Starcia w Kairze
Sobota, 27 lipca 2013 (16:03)Co najmniej 70 osób zginęło rano w Kairze podczas starcia sił bezpieczeństwa ze zwolennikami obalonego prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego – poinformowało Bractwo Muzułmańskie, z którego wywodzi się Mursi. MSW twierdzi, że policja nie użyła ostrej amunicji.
Według Bractwa, 175 osób zostało rannych. Do tej pory doniesienia o 70 ofiarach śmiertelnych nie zostały oficjalnie potwierdzone.
Dochodzą sprzeczne informacje co do bilansu ofiar i okoliczności zajść. Według telewizji Al-Dżazira, na którą powołuje się Agencja Reutera, w sobotę rano w Kairze zginęło 120 osób, a 4500 zostało rannych.
Państwowa agencja MENA podała, powołując się na ministerstwo zdrowia, że 20 osób zginęło, a 177 zostało rannych w starciach między stronnikami Mursiego a siłami porządkowymi. Wcześniej jednak MENA informowała, powołując się na anonimowe źródło w siłach bezpieczeństwa, że do rozpędzenia zgromadzenia zastosowano gaz łzawiący. Według tego źródła policja nie użyła ostrej broni.
Rzecznik Bractwa Muzułmańskiego Gehad el-Haddad twierdzi, że siły bezpieczeństwa dokonały ataku o świcie, jeszcze przed porannymi modlitwami zwolenników Mursiego, którzy czuwali przez całą noc w pobliżu meczetu Rabaa al-Adawija w Kairze. Przed świątynią organizowany jest największy siedzący protest islamistów; w niektóre wieczory gromadził on nawet 10 tys. osób.
Według Haddada, ok. trzeciej nad ranem policja zaczęła rozpędzać tłum gazem łzawiącym, a później strzelała do ludzi z ostrej amunicji. Snajperzy strzelali z dachów budynków. – Nie strzelają, żeby zranić, strzelają, żeby zabić – podkreślił rzecznik Bractwa, zastrzegając, że liczba ofiar może okazać się większa.
Tymczasem egipskie ministerstwo spraw wewnętrznych zaprzeczyło, że siły bezpieczeństwa użyły ostrej amunicji przeciwko zwolennikom Mursiego. O podsycanie przemocy resort oskarżył islamistów.
– Bractwo Muzułmańskie nie chciało, aby dzień przebiegał w sposób pokojowy i zepsuło go w kilku regionach kraju, w tym głównie w Kairze i Aleksandrii – oświadczył rzecznik resortu Hani Abdellatif, odnosząc się do piątkowych manifestacji. Zapewnił, że policja zastosowała wobec manifestantów „jedynie gaz łzawiący”.
Głębokie zaniepokojenie wzrostem przemocy w Egipcie wyraziła w sobotę szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton i minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii William Hague.
Pani Ashton wezwała „wszystkie strony konfliktu do zaprzestania przemocy i poszanowania zasad pokojowych demonstracji”. Hague apelował do władz Egiptu o „respektowanie prawa do pokojowych protestów, a także o powstrzymanie użycia siły wobec demonstrantów, w tym stosowania ostrej broni”.
W piątek doszło do starć zwolenników i przeciwników Mursiego w Kairze i Aleksandrii. Starcia w Aleksandrii, w których zginęło co najmniej 9 Egipcjan, a 19 zostało rannych, wybuchły podczas masowych demonstracji zwołanych przez nowego dowódcę sił zbrojnych gen. Abd el-Fataha Saida es-Sisiego.
Sisi, który jest również ministrem obrony, zaapelował do Egipcjan, by masowo wyszli na ulice i wyrazili poparcie dla prowadzonej przez wojsko oraz policję kampanii, dając mu w ten sposób „mandat do położenia kresu przemocy i terroryzmowi″.
Demonstracje spotkały się z kontrdemonstracjami ze strony zwolenników Mursiego. Odpowiedzieli oni na apel islamistycznego Bractwa Muzułmańskiego.
MM, PAP