• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Dream Trip w drodze do Turynu

Czwartek, 25 lipca 2013 (10:04)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja z 8. i 9. dnia rowerowej wyprawy 12 osób z grupy Dream Trip, które pielgrzymują do Fatimy w intencji Ojczyzny

Dzień VIII – wtorek

„Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry”

Nieprzypadkowo właśnie tym cytatem zatytułujemy wtorkową relację. Ale o tym, dlaczego, na końcu...

Rano pobudka o 5.00. Sekwencja dalszych czynności: śniadanie, poranna toaleta, ubieranie się, sprzątanie. Ale dzisiaj było w tym coś innego, niecodziennego – świadomość, że mamy do pokonania wysokość, na jaką czasami trudno wejść, a co dopiero wjechać – czyli San Bernardino, położone na wysokości 2066 m n.p.m. Nadszedł czas wyjazdu, poranna modlitwa, żeby wszystko się udało. I w drogę...

Na początku razem, kolumną dojechaliśmy do ponad 40 kilometrowego podjazdu.  A później komenda księdza Adama: każdy sam! I tak właśnie rozpoczęła się walka z wysokością, na jaką nigdy nikt z nas nie wjeżdżał. I spokojnie 10 km/h... zakręt jeden, drugi, trzeci... To było zmaganie z własnym ciałem, ale też, a może przede wszystkim, z własnym umysłem: Czy dojadę? Czy wytrzymam? Po 3 godzinach okazało się, że TAK... jeden, drugi, trzeci... dwunasty. Wszyscy dotarli, przełęcz nasza. A później zjazd... a właściwie dziesiątki kilometrów, aż do samych Włoch... W pewnym momencie z chłodnego górskiego klimatu wjechaliśmy w ścianę gorącego śródziemnomorskiego powietrza. Przerwa. I do Włoch. Na licznikach 170 kilometrów. I nocleg! Czarek z Bartkiem wypatrzyli siostrę zakonną, która załatwiła nam nocleg w oratorium... związanym ze św. Janem Bosko, którego rano prosiliśmy o prowadzenie we Włoszech. Niesamowite!!! Dobrze, to tyle na dziś. Rano ruszamy na Turyn!

Dzień IX – środa

Zanim o tym, co tam u nas dzisiaj, napiszemy o kilku ciekawych rzeczach, które wydarzyły się wczoraj, a o których nie daliśmy rady napisać we wczorajszej relacji... Otóż po zjeździe z przełęczy znaleźliśmy się nad gigantycznym jeziorem Como. Ksiądz Adam wpadł na pomysł, aby zanocować nad jeziorem (przez burze nic z tego nie wyszło). Ze względu na fakt, że nie wiedzieliśmy, jak przejechać przez miasto, zapytaliśmy pewnej pani na małym elektrycznym rowerku z pieskami na bagażniku. Pani przeprowadziła nas przez deptak dużej turystycznej miejscowości. A tam... staliśmy się atrakcją popołudnia. Jechaliśmy reprezentacyjną ulicą, a wszystkie oczy wpatrzone były w nas ze zdumieniem i pewna nutką podziwu. Większość machała. Później inna kobieta, przejeżdżając obok nas rowerem, miała mały wypadek i skaleczyła palec. Na widok biegnących z pomocą Barta, Bartka, Szymona i Czarka wpadła w zakłopotanie. Cała sytuacja była bardzo zabawna... Mężni panowie rzucili się na pomoc cierpiącej niewiaście, która odwdzięczyła się promiennym uśmiechem, polskim „dziękuje” i paczką chusteczek.

Dzisiaj pobudka wypadła o godzinie 6.00 – godzina snu więcej! Po wieczornej kolacji ufundowanej przez księdza gospodarza oraz 5-kilogramowym słoiku nuttelli byliśmy gotowi do drogi. Świadomość, że czeka nas długa sjesta, dodawała nam otuchy. Po przejechaniu 85 km zatrzymaliśmy się przy kościele na godzinną drzemkę... Później przyszła pora na Mszę Świętą. Ksiądz mówił o zaufaniu i wdzięczności Bogu, opierając się na przykładzie Izraelitów wychodzących z Egiptu. Następnie, po tym jak znaleźliśmy w pobliżu rzekę, zażyliśmy cudownej kąpieli. Aktualnie spożywamy obiad, czyli różne sposoby na makaron gotowany na gazie. O 18.00 ruszamy dalej, pojedziemy wieczorem, aby dojechać dzisiaj do Turynu, do którego pozostało 100 kilometrów. Do tej pory liczniki wybiły 1350 kilometrów. Do zobaczenia w Turynie.

 

Źródło: oficjalne konto Dream Trip na Facebooku