Starcia przed parlamentem w Sofii
Środa, 24 lipca 2013 (06:36)Przed parlamentem w Sofii doszło wczoraj wieczorem do starć policji z uczestnikami antyrządowych protestów. Demonstranci otoczyli budynek parlamentu i uniemożliwiali wyjście deputowanym i akredytowanym dziennikarzom. Dziś nad ranem policja wyprowadziła z gmachu dwie grupy osób.
Według ochrony, w parlamencie znajdowało się 109 osób – deputowani, trzej ministrowie, szef jednej z central związkowych i przedstawiciele związku pracodawców oraz dziennikarze. Deputowani zaaprobowali nowelizację ustawy budżetowej na 2013 r., którą parlament ma rozpatrzyć w czwartek. Policja, do której dołączyły odziały żandarmerii, próbowała wywieźć część osób autobusem. Jednak protestujący okrążyli autobus i obrzucili go kamieniami, wybijając część szyb.
Minister finansów Petyr Czobanow, który był w autobusie, powiedział w telewizji publicznej, że „rząd pracuje i zamierza dalej pracować”. Lewicowy deputowany Anton Kutew pokazał w telewizji rzucony w niego kamień.
Policja nie podaje informacji o liczbie protestujących. Według obserwatorów, początkowo było ich ok. 1000-1500, później, po tym jak telewizja publiczna i główne kanały komercyjne zaczęły transmitować starcia, dołączyło jeszcze kilkaset osób.
Według wicepremiera i szefa MSW Cwetlina Jowczewa, w grupie protestujących byli prowokatorzy, którzy wyraźnie dążyli do spowodowania napięcia. – Naszym celem było to, by nie ucierpieli ludzie – zarówno ci w parlamencie, jak i wśród protestujących. Policja nie użyła siły i nie dała się sprowokować. Są lekko ranni policjanci i protestujący. Są zatrzymani – mówił. Nie podał jednak ich liczby.
Pogotowie ratunkowe poinformowało, że rannych zostało 9 osób, w tym 2 policjantów. Ranni nie wymagali hospitalizacji.
Prezydent Rosen Plewnelijew wezwał do zachowania pokojowego charakteru protestu. – Wzywam do powstrzymania się od wszelkich działań prowadzących do eskalacji napięcia i naruszenia porządku publicznego – powiedział prezydent. Wezwał również policję, by nie dała się prowokować.
Uczestnicy protestów, wypowiadający się w mediach, deklarują zamiar pozostania przez parlamentem, by dalej uniemożliwiać deputowanym i ministrom wyjście z gmachu. Protestujący zbudowali barykadę z kontenerów na śmieci w celu zablokowania ulic prowadzących do parlamentu.
Szef parlamentu Michaił Mikow odwołał środowe posiedzenie Zgromadzenia Narodowego. Powiedział, że w takiej atmosferze parlament nie może obradować i zwrócił się do posłów, by nie przychodzili do pracy.
W środę około godz. 3.30, kiedy protestujących było zacznie mniej, policja wyprowadziła z gmachu parlamentu pierwszą grupę ministrów i deputowanych, później wyprowadzono drugą grupę. Przebywali oni przymusowo w parlamencie łącznie 8 godzin. Nie doszło do nowych starć. Przed parlamentem pozostaje grupa kilkudziesięciu osób. Policja nie podała informacji o liczbie zatrzymanych.
Antyrządowe protesty trwają w Bułgarii od 40 dni. Rozpoczęły się 14 czerwca jako spontaniczny protest przeciwko mianowaniu kontrowersyjnego polityka i magnata medialnego Deliana Peewskiego na szefa Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Mimo unieważnienia tego wyboru protesty trwały, przekształcając się w antyrządowe demonstracje z żądaniami natychmiastowej dymisji gabinetu, przedterminowych wyborów i odsunięcia oligarchii od władzy.
MM, PAP