• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

SBU podrzuca jajo

Środa, 24 lipca 2013 (02:00)

Ukraińska Służba Bezpieczeństwa sugeruje, że za incydent z jajem w Łucku pełną odpowiedzialność ponosi polskie BOR, bo wizyta Bronisława Komorowskiego miała charakter prywatny.

Strona ukraińska nie jest skora do przyznania się do błędu w zabezpieczeniu wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Łucku. Interfax Ukraina opublikował depeszę, w której poinformował, że zdaniem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy nieoficjalny charakter wizyty prezydenta Komorowskiego spowodował, że za bezpieczeństwo polskiego prezydenta odpowiadała wyłącznie strona polska.

Pytane wczoraj o tę kwestię BOR przyznało jedynie, że „dostosowuje formy i metody ochrony do stopnia zagrożenia wobec osoby ochranianej, bez względu na charakter wizyty”.

– Zarówno strona polska, jak i strona ukraińska ponoszą odpowiedzialność za zabezpieczenie wizyty pana prezydenta. Strona ukraińska z tej racji, że odbyła się ona na terenie Ukrainy. To jednak nie zwalnia z odpowiedzialności strony polskiej, czyli BOR, bo funkcjonariusze tej formacji realizowali zadania ochrony bezpośredniej – podkreśla płk rez. Andrzej Pawlikowski, szef BOR w latach 2006-2007.

Jego zdaniem, to gospodarz nadaje ton działaniom służb, bo ochrona realizowana jest zgodnie z przepisami obowiązującymi w danym kraju. Zatem uchylanie się od odpowiedzialności jest bezzasadne, jest próbą zrzucania winy na partnera i niezauważaniem swoich niedociągnięć.

– Charakter wizyty nie ma tu nic do rzeczy. Bronisław Komorowski pozostaje prezydentem RP bez względu na to, czy odbywa podróże prywatne, oficjalne, nieoficjalne, państwowe, robocze, i w każdym przypadku ma mieć zapewniony ten sam poziom bezpieczeństwa – tłumaczy Pawlikowski.

Postępowanie wyjaśniające dotyczące incydentu w Łucku w Biurze Ochrony Rządu trwać będzie do końca lipca. Po dopuszczeniu do ataku jajkiem na prezydenta Ministerstwo Spraw Wewnętrznych otrzymało szczegółowe wyjaśnienia. Sprawa nie została jednak zakończona, a Biuro Ochrony Rządu wciąż wyjaśnia to, dlaczego do incydentu doszło.

– Biuro Ochrony Rządu prowadzi czynności wyjaśniające w sprawie incydentu w Łucku. Postępowanie w tej sprawie zostanie zakończone do 31 lipca br. – informuje mjr Patrycja Kozub z zespołu prasowego BOR.

Ze wstępnych ocen przekazanych do MSW wynikało, że nie w pełni zostały zastosowane właściwe procedury przy ochronie najważniejszych osób w państwie. Jednak BOR weryfikuje nie tylko sposób realizacji procedur, ale i je same. Do poprawy kwalifikować się mają też profilaktyczne działania ochronne, leżące w kompetencji służb ukraińskich będących gospodarzem wizyty.

Na obecnym etapie prac BOR nie ujawnia, jakie analizy są prowadzone i które procedury już okazały się niewystarczające. Nie wiadomo też, czy funkcjonariusze odpowiadający za luki w zabezpieczeniu wizyty prezydenta Komorowskiego w Łucku poniosą konsekwencje.

Do incydentu doszło 14 lipca br. Po wyjściu Bronisława Komorowskiego z łuckiej katedry po Mszy św. ku czci ofiar UPA 21-letni mężczyzna, witając się z prezydentem, wyciągnął drugą ręką jajko i rozbił je na ramieniu Komorowskiego. Na Ukrainie w sprawie wszczęto postępowanie karne za wybryk chuligański. Sprawca otrzymał karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 12 miesięcy.

Marcin Austyn