• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Zawsze blisko młodych

Poniedziałek, 22 lipca 2013 (02:10)

Z Francescą Ambrogetti, współautorką wywiadu rzeki z ks. kard. Jorge Mario Bergoglio pt. „Jezuita”, rozmawia Agnieszka Gracz

Rozpoczynają się Światowe Dni Młodzieży w Rio de Janeiro, na które udaje się Ojciec Święty Franciszek. Czy ks. kard. Jorge Mario Bergoglio w swej posłudze wiele uwagi poświęcał młodym i ich wychowaniu?

– Zawsze był blisko młodych, blisko rodziny. Wiele osób zwracało mi uwagę, że gdy czytali książkę „Jezuita”, zaskoczyło ich pytanie, jakie podczas spowiedzi ks. kard. Bergoglio stawiał młodym ojcom. Pytał, czy bawią się ze swoimi dziećmi, ile czasu im poświęcają? Te osoby wyznały, że po tym zaczęły więcej czasu spędzać ze swoimi dziećmi. Trzeba podkreślić, że ks. kard. Bergoglio zawsze przywiązywał dużą uwagę do najsłabszych w społeczeństwie, nie tylko starszych, opuszczonych, ale także do dzieci, młodzieży, którym brakowało nadziei. Zawsze modlił się za nich, pomagał, uwrażliwiał innych na ich sytuację. Z młodzieżą systematycznie spotykał się w sanktuarium Patronki Argentyny w Luján. To, co będzie się działo w Rio de Janeiro, z pewnością stanie się karnawałem wiary. Wiem, że wszyscy z otwartym sercem oczekują Ojca Świętego.

Jakie niebezpieczeństwa zagrażają dziś młodym ludziom?

– Wielu młodych ludzi doświadcza przede wszystkim desperacji, braku nadziei, rosnących obaw o przyszłość, popada w nałogi, traci ten piękny czas młodości. I kiedy ktoś dostrzega młodego człowieka w tej trudnej sytuacji, wskazuje mu drogę nadziei, wskazuje Kogoś, kto pozbawia lęku, wskazuje Boga, który jest blisko, młodzi czują, że są ważni. Odzyskują wiarę i nadzieję. I to jedno z największych zadań, jakie dziś nas czeka: dać nadzieję. W Rio z pewnością wybuchnie entuzjazm młodości, młodzieży, która pragnie otrzymać nadzieję.

Ojciec Święty Franciszek wzywa, abyśmy dostrzegali każdego człowieka, który potrzebuje nadziei. Czy w czasie swojej posługi w Argentynie obecny Papież był szerzej znany mieszkańcom np. archidiecezji Buenos Aires?

– Dobre pytanie. Nie za bardzo był znany. Wielu Argentyńczyków dopiero zaczyna go odkrywać. Wcześniej nie wiedziano nawet, czym konkretnie się zajmował, jak żył. A ks. kard. Bergoglio był cały czas bardzo aktywny, chodził do dzielnic biedy, odwiedzał chorych w szpitalach, więźniów, ale o tym się nie mówiło. Dla niektórych było to więc zaskoczeniem. Inni, szczególnie z archidiecezji, słyszeli może coś o jego działalności, ale często nie zatrzymywali się na tym. Jednak to też o czymś świadczy. To jeden z dowodów na to, że ks. kard. Bergoglio nie był i nie jest populistą. Nie robił i nie robi niczego, by zyskać sobie jedynie przychylność i popularność. Po prostu był dla każdego, pomagał, robił to, co do niego należało jako chrześcijanina, pasterza Kościoła.

Nic więc dziwnego, że chciał, aby w programie jego pierwszej pielgrzymki apostolskiej umieszczono wizytę w dzielnicy biedy i w szpitalu. Czy dzięki Franciszkowi zmienić sie może sposób, w jaki postrzega się w świecie ubogich?

– Opuszczeni i ubodzy byli zawsze w sercu ks. kard. Bergoglio. Myślę, że sposób patrzenia na biednych zmieni się, ponieważ Franciszek nie tylko mówi, ale jednocześnie daje przykład. Słowa, choć przyjmowane, nie zawsze są realizowane, potrzeba przykładów. Ludzie widzą konkrety, działanie i za nim podążają. Głęboko wierzę, że to przesłanie Franciszka dotrze do wszystkich osób. Siła Ojca Świętego tkwi w przykładzie skromności i prostoty słowa, które przemienia się w czyn. Po hiszpańsku mówi się: „Rób, co tobie mówię, ale nie to, co robię” – to sprzeczne, ale wiele osób niestety tak postępuje… Kiedy jest ktoś, u kogo nie zauważasz żadnej różnicy między wyznawaną wiarą i życiem, to fascynuje i przyciąga. Z tego też powodu Ojciec Święty zwraca na siebie uwagę także niewierzących. Ktoś, przeprowadzając ze mną wywiad, zapytał, czy skromność, wrażliwość na biednych, chorych to nie jest jedynie poza Papieża? Nie. Ks. kard. Bergoglio zachowywał się tak zawsze, od wielu, wielu lat. Nie ma w nim nic ze sztuczności.

Jak dziś patrzy Pani na ten czas spędzony na rozmowach z ks. kard. Jorge Mario Bergoglio?

– Były to spotkania pełne radości, humoru i poruszania poważnych tematów, czas wspaniały, niezwykle ubogacający, kiedy mogliśmy doświadczyć siły i głębi wiary ks. kard. Bergoglio. Przebywając z taką osobą, czujesz, że coś z tej głębi udziela się także tobie. Na początku każdego spotkania krótko rozmawialiśmy o codziennych sprawach. Ksiądz kardynał Bergoglio często żartował z Sergio [współautorem książki] o wyniku meczu piłki nożnej, dopiero później przechodziliśmy do pogłębiania jego myśli i przesłania. Rozpoczynając zbieranie materiałów do książki, nie wiedzieliśmy nawet, czy ktoś kiedykolwiek zechce ją opublikować, i kiedy kończyliśmy nasze spotkania, zawsze lekko zaniepokojony pytał, czy to, co powiedział, będzie dla nas użyteczne. Czy przypadkiem nie tracimy czasu? – Ależ nie! – odpowiadaliśmy! Zawsze powtarzaliśmy, że dla nas to cenny, wartościowy i piękny czas. Po każdym spotkaniu zawsze słyszeliśmy słowa, „módlcie się za mnie”.

Dziś także Ojciec Święty często prosi o modlitwę za siebie…

– Tak, to bardzo wzruszające i typowe dla niego. Z taką samą naturalnością w dniu wyboru na placu Świętego Piotra poprosił wiernych o modlitwę. Tak piękna prośba ma szczególny wymiar: osoba, która prosi cię o modlitwę, niejako stawia ciebie obok siebie, albo też na wysokości kogoś, kogo Bóg z pewnością wysłucha. Kiedy mówił: „Módl się za mnie”, to znaczyło, że wierzy, że Bóg cię wysłucha. To było silne uczucie. Myślałam wówczas: „Kardynał prosi mnie o modlitwę za siebie?”. A czasem żartobliwie z uśmiechem odpowiadałam: „Bóg pewnie szybciej wysłucha Księdza Kardynała niż mnie”.

Co takiego szczególnego zwracało i zwraca Pani uwagę w osobie Franciszka?

– Przede wszystkim prostota w sposobie zachowania się, rozmowie o sprawach zwykłych ludzi, ich troskach dnia codziennego, a jednocześnie tak głęboka myśl, wiara i duchowość. Trudno to ująć w kilku słowach… W nim można było zawsze odnaleźć zatroskanie o innych, wsłuchanie się w to, co chcesz przekazać w rozmowie. Oczywiście pierwszą rzeczą, która nas wszystkich zaskoczyła, był jego styl poruszania się po mieście, tylko środkami transportu publicznego, skromność ubioru i silne poczucie obowiązku i służby, o której przypominał wszystkim rządzącym tego świata. Niechętnie jednak opowiadał o sobie, chciał mówić o sprawach istotnych. Cudem wręcz udało nam się np. porozmawiać o jego dzieciństwie, młodości. Myślę, że w sposób prosty, a zarazem wyjątkowy Ojciec Święty robi to, co wiele osób z Kościoła i spoza niego powinno robić, ale niestety nie robi. To kontrast osoby, która zaczyna rozmowę żartami, np. o wyniku meczu piłkarskiego, później przekazuje głębię swoich myśli. Wiele osób mnie pyta, czy po wyborze na Papieża zmienił się. Nie. On pozostał taki sam, jest może tylko jeszcze bardziej otwarty i spontaniczny.

 

Dziękuję za rozmowę.

Z Francescą Ambrogetti, współautorką wywiadu rzeki z ks. kard. Jorge Mario Bergoglio pt. „Jezuita”, rozmawia Agnieszka Gracz

Agnieszka Gracz