Antyzwiązkowa polityka rządu trwa
Piątek, 19 lipca 2013 (15:37)Wczoraj trzy centrale związkowe: Forum Związków Zawodowych, NSZZ „Solidarność” oraz Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, ustaliły plan i dokładny termin wrześniowych protestów, które będą trwały nawet do kilku dni.
Niestety zapowiedzi związków zawodowych spotkały się z wściekłym atakiem antyzwiązkowym. Przykre jest to, że senator Platformy Obywatelskiej Filip Libicki postanowił poinformować opinię publiczną, że pracuje nad jakimś projektem mającym na celu rzekomo oszczędzać publiczne pieniądze, zabierając etaty związkowe. A przecież jest to zupełną fikcją, gdyż etaty związkowe są opłacane według ścisłych regulacji ustawowych, nie z pieniędzy publicznych, a ze środków firm i zakładów pracy, w których pracują członkowie związków. Jeśli senator Libicki chce oszczędzać publiczne pieniądze, to może niech się dobierze do etatów członków partii opłacanych ze środków publicznych.
W ostatnim czasie nie cichnie krytyka związków zawodowych ze strony rządu. Mam wrażenie, że w tej kwestii zaczynamy powracać do retoryki rodem ze stanu wojennego.
Inna wypowiedź, tym razem ze strony marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, była dla mnie wielkim, niestety negatywnym, zaskoczeniem. Marszałek Borusewicz insynuował, że obecny przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda w okresie komunizmu miał stać „po drugiej stronie”. Ta wypowiedź nasuwa pytanie, czy są jakieś granice przyzwoitości.
Podsumowując, chciałbym podkreślić, że to wszystko, co się teraz dzieje w sprawie związków zawodowych, uzasadnia potrzebę protestów pracowników, którzy mają prawo zamanifestować swój zdecydowany sprzeciw wobec niszczącej polityki rządu. Jak ta polityka wpływa na gospodarkę, widzimy chociażby po stanie finansów publicznych i rosnącym deficycie budżetowym. Premier Donald Tusk próbuje nam wmówić, że rzekomo antykryzysowym działaniem jest wydłużenie czasu pracy, a tak naprawdę jest to uderzenie w pracownika.
Dzisiejsza sytuacja w Polsce pokazuje, że ewidentnie nie ma mowy o zakończeniu rewolucji „Solidarności”, a raczej tę rewolucję trzeba zaczynać od nowa.
not. MM
Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w latach 2002-2010, poseł PiS
Janusz Śniadek