Dream Trip dotarła nad Dunaj
Piątek, 19 lipca 2013 (13:47)
Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja z 3. dnia rowerowej wyprawy 12 osób z grupy Dream Trip, które pielgrzymują do Fatimy w intencji Ojczyzny
Rano pobudka o piątej. Szybko spakowaliśmy sakwy, zjedliśmy obfite śniadanie i o 6:15 byliśmy gotowi do drogi. Zamknęliśmy gigantyczną salę teatralną i poszliśmy pomodlić się do kościoła pod wezwaniem nomen omen... św. Krzysztofa! Tam też pożegnał nas ksiądz z Polski. Ruszyliśmy w drogę, teren, podobnie jak wczoraj – wyżynny. Niestety, tylko do pewnego momentu. Później rozpoczęły się góry... kilometry gór... dziesiątki kilometrów gór... setka kilometrów gór. Czyli w zasadzie non stop w górę i w dół... i w górę i tak dalej... Najwyższe pokonane wzniesienie miało 980 m n.p.m. Byliśmy w Sandl, gdzie początkowo mieliśmy odprawić jedynie Mszę św. Kuba poszedł jednak porozmawiać z tutejszym księdzem i gdy przyszedł, przyznał się, że kapłan nawrzeszczał na niego po niemiecku, ale pozwolił odprawić Mszę św.
Kiedy ów ksiądz przyszedł do nas, zaczął mówić po polsku, w ten sposób chciał przetestować znajomość niemieckiego przez Jakuba – który został już okrzyknięty poliglotą. Teraz czekamy na obiad, ufundowany przez tutejszego księdza. A czekanie to wyglądało tak: Modesta z Bartkiem grali na pianinie, Sylwia i Monika przygotowywały kawę, Szymon, Czarek, Bart, Ewa leżeli beztrosko na karimatach, a reszta też coś gdzieś robiła.
Ksiądz Kryspin Kacprzak, u którego się zatrzymaliśmy, przyjął nas niesamowicie, wspaniale i w ogóle... Żeby zrozumieć cały ten zachwyt, musielibyście go po prostu poznać. Jeśli będzie miał okazję i przeczyta tę relację, to jeszcze raz serdecznie dziękujemy!
Nie chciało nam się wyjeżdżać, gdyby nie fakt, że mieliśmy tylko 100 na licznikach, chętnie byśmy zostali... No, ale trzeba jechać dalej. Tym razem topografia terenu mocno nas oszczędziła. Po kilku wzniesieniach pojawiły się kilkukilometrowe zjazdy... Prędkości dochodziły momentami do 60-70 km/h. Bardzo mizernie biegnące od rana kilometry nareszcie przyspieszyły. Jako że byliśmy w górach, przed nami rozpościerała się niezwykła panorama Austrii.
Ciekawym spotkaniem na trasie było to, gdy mieliśmy okazję stanowić centrum sesji fotograficznej do jakiegoś niemieckiego magazynu. Jakiś dziwny facet poprosił nas o to, aby mógł na naszych rowerach zrobić zdjęcia z kwiatami! My stanowiliśmy tło. Podróż do samego wieczora upływała pod hasłem: „śpiewamy”. Przez jakieś 1,5 h nuciliśmy takie przeboje jak: „Kryzysowa narzeczona” czy „Mniej niż zero”.
W bardzo dobrych nastrojach dotarliśmy na nocleg, który wypadł jakieś 2 km od Dunaju. Dobrze, to tyle... trzeba się kiedyś wyspać.
Dziękujemy za tak liczne i serdeczne wsparcie z waszej strony! Pozdrowienia! Ekipa Dream Trip
Źródło: oficjalne konto Dream Trip na Facebooku