Detroit bankrutem
Piątek, 19 lipca 2013 (07:43)Detroit, niegdyś drugie najbogatsze miasto USA i symbol amerykańskiej potęgi przemysłowej, ogłosiło upadłość. To największe tego typu bankructwo w historii Stanów Zjednoczonych.
– To się musiało stać. To miasto jest większe od San Francisco, Miami i Bostonu razem wziętych. Kiedy te wszystkie firmy zaczęły upadać i przestaliśmy wytwarzać lodówki, telewizory i samochody, bo produkcja uciekła do Azji, to nastąpiły dekady powolnego upadku – powiedział ekonomista w „Ford Motor Company″ Waldek Raczkowski.
Wniosek o upadłość złożył specjalny komisarz ds. zarządzania kryzysowego Kevyn Orr, powołany w marcu przez gubernatora stanu Michigan Ricka Snydera, by zrestrukturyzować sięgający 20 mld dolarów dług miasta. Orrowi nie udało się jednak osiągnąć porozumienia z wierzycielami.
Ogłoszenie bankructwa, po formalnym zaaprobowaniu przez sąd federalny, oznaczać będzie, że to sąd zdecyduje ile długu zostanie miastu umorzone i jak duże straty poniosą kredytodawcy.
Problemy Detroit narastały od dziesięcioleci. W latach 50. Detroit było jednym z najbogatszym miast w USA. Swą potęgę zawdzięczając głownie gigantom samochodowym takim jak Ford, General Motors oraz Chrysler. W Detroit produkowano też samoloty, czołgi i amunicję, dzięki którym aliantom udało się pokonać hitlerowskie Niemcy w II wojnie światowej.
Ale wraz z upadkiem przemysłu, któremu towarzyszył spadek wartości nieruchomości miasto stopniowo traciło dochody.
Zdaniem mieszkańców poza problemami gospodarczymi do upadku miasta przyczyniła się też nieudolność władz. Jeden z ostatnich burmistrzów Qwame KilPatric (rządził w latach 2002-2008) przebywa w więzieniu, skazany za rozmaite oszustwa finansowe i korupcję. Miastem od niepamiętnych czasów rządzi Partia Demokratyczna. Ostatnim ”białym burmistrzem″ był w latach 1970-1974 mający polskie korzenie Roman Gribbs.
Decyzję o bankructwie Detroit przyjął już gubernator Snyder. – Detroit nie jest w stanie zebrać wystarczających podatków i sytuacja tylko by się pogarszała – oświadczył.
To Snyder, Republikanin, mianował w marcu Orra, prawnika i specjalistę od prawa upadłościowego na nadzwyczajnego zarządcę kryzysowego, dając mu niemal nieograniczone możliwości, by znaleźć rozwiązanie finansowych problemów miasta. Szukając sposobów na zmniejszenie długów Orr rozważał nawet sprzedanie dzieł sztuki znajdujących się w muzeum Detroit Institute of Art, którego kolekcja obejmuje działa takich mistrzów jak Van Gogh, Matisse czy Bruegel. Sąd będzie mógł wrócić do tej opcji.
Najbardziej dramatycznie zapowiadają się jednak negocjacje z funduszami emerytalnymi, które zainwestowały w miejskie obligacje, a od których zależy wysokość emerytur pracowników miasta. Orr proponował za każdego dolara 10 centów, co oznaczałoby de facto, że emeryci dostaliby 10 proc. spodziewanych w ramach planów emerytalnych środków.
Wielu ekonomistów pozytywnie ocenia jednak ogłoszenie upadłości. – Tego trzeba było dokonać rok temu. Im wcześniej wyczyścimy finanse miasta, tym lepiej – mówi Raczkowski. Wierzy, że Detroit lepiej sobie poradzi niż Grecja, zwłaszcza że ostatnio widać oznaki ożywienia. Sektor samochodowy znowu zaczął przynosić zyski, do centrum miasta wprowadziło się sporo nowych młodych mieszkańców, w tym artyści.
IK, PAP