• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Szturm na krzyż

Piątek, 19 lipca 2013 (02:00)

Związek Polaków na Białorusi złożył skargę do prokuratury w sprawie ścięcia krzyża poświęconego żołnierzom polskich formacji niepodległościowych.

 

Krzyż w Raczkowszczyźnie, upamiętniający ppor. Anatola Radziwonika ps. „Olech” oraz innych żołnierzy formacji poakowskich, poległych w obwodzie grodzieńskim, został spiłowany i wywieziony.

Za występkiem stoją „nieznani sprawcy”, prawdopodobnie inspirowani przez białoruskie władze, które od początku sprzeciwiały się jego postawieniu, karząc grzywnami inicjatorów jego wzniesienia. Mieczysław Jaśkiewicz i prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi Weronika Sebastianowicz postanowili skierować do prokuratury skargę w sprawie obrazy uczuć religijnych.

– Obrażono nasze uczucia religijne. Przecież krzyż był poświęcony, została odprawiona Msza Święta. To barbarzyństwo. Naszym zdaniem, pogwałcono nasze obywatelskie prawa gwarantowane konstytucją – wyjaśnia Mieczysław Jaśkiewicz.

Zdaniem miejscowych Polaków, profanacji dopuszczono się podstępem i specjalnie, ponieważ zrobiono to pod nieobecność gospodarzy. W ich ocenie, jej sprawcami byli robotnicy miejscowego kołchozu lub leśnictwa, którym taką robotę po prostu zlecono do wykonania.

Mieczysław Jaśkiewicz tłumaczy, że takie potraktowanie krzyża jest niedopuszczalne zarówno dla miejscowych katolików, jak i prawosławnych.

– Nikt z nich nie podniósłby ręki na poświęcony krzyż. Pod każdym pretekstem by się wykręcali od wykonania takiego polecenia – mówi.

Po profanacji przedstawiciele ZPB zadzwonili do polskiego konsula w Mińsku z informacją o tym, co ich spotkało. – Usłyszałem, że sprawa jest trudna, że źle się stało. Mam nadzieję, że będzie interwencja w tej sprawie, przecież w maju na Mszy św. był tutaj konsul. Sprofanowano krzyż pamięci polskich żołnierzy – zaznacza nasz rozmówca.

MSZ milczy

W MSZ nie uzyskaliśmy wczoraj informacji, czy polska dyplomacja zamierza interweniować w sprawie tego skandalicznego wydarzenia.

Zdaniem posła Jarosława Sellina (PiS) z sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, obecność polskiego konsula podczas uroczystości poświęcenia krzyża to wystarczający powód do zainteresowania się tym wydarzeniem.

– Powinien się teraz o to upomnieć, to jest dyshonor dla państwa polskiego, takie potraktowanie krzyża, w którego uroczystym odsłonięciu brał udział jego przedstawiciel – podkreśla. Poseł nie ma wątpliwości, że za profanację odpowiedzialne są zapewne białoruskie władze, które pilnują, by na terytorium Białorusi nie kultywowano innych tradycji niż sowieckie.

Usunięcie krzyża nie było wcale proste. Był zabetonowany, dodatkowo w ziemi trzymała go stalowa armatura. Gospodarze opowiadają, że stały przy nim znicze i wieńce.

– Wywieźli wszystko. Krzyż wrzucili na samochód ciężarowy, którego ślady zostały, a betonową wylewkę wokół niego potłuczono łomami i zasypano ziemią – relacjonuje Mieczysław Jaśkiewicz.

Co ciekawe, w tym samym czasie, gdy przeprowadzono akcję usunięcia krzyża, właścicieli posesji, na której stał krzyż, wezwano do siedziby gminy pod pretekstem spotkania właśnie w tej sprawie. W rozmowie miał uczestniczyć przedstawiciel Rady Gminy ze Szczuczyna. Gospodarzy poinformowano wcześniej, że przewodnicząca władz gminnych interesowała się krzyżem, grożąc wszczęciem sprawy karnej.

Właściciele posesji w Raczkowszczyźnie spędzili dwie godziny w urzędzie w oczekiwaniu na spotkanie, ale ostatecznie na umówioną rozmowę nikt nie przyjechał. Po powrocie do domu zorientowali się, że krzyża nie ma. W tym samym czasie sprawcy za pomocą szlifierki spiłowali metalową armaturę, na której był umocowany krzyż, załadowali go na ciężarówkę i wywieźli wszystko w nieznanym kierunku, zasypując miejsce ziemią.

Ambasada Białorusi też

Aleksiej Zelenko, rzecznik prasowy białoruskiej ambasady w Warszawie, mówi, że zna tylko relacje medialne i nie jest w stanie udzielić żadnych informacji na temat tego, kto i na czyje polecenie sprofanował krzyż. Nie odpowiedział również na pytanie, czy inspiratorem zamachu na najdroższy symbol chrześcijan są władze Białorusi.

– Na razie nie mam żadnej informacji. Nie wiemy, przez kogo został usunięty. Poprosiłem o informacje na ten temat, bo teraz nie mam żadnych dodatkowych – tłumaczy Zelenko.

Przed miesiącem, 19 czerwca, prezes ZPB Mieczysław Jaśkiewicz i Weronika Sebastianowicz zostali skazani przez sąd w Szczuczynie na kary grzywny. Uznano ich za winnych złamania zasady przeprowadzania zgromadzeń masowych, bo nie uzyskali zgody władz.

– Już po kilku dniach od postawienia krzyża zostaliśmy wezwani do sądu. Oskarżono nas o nielegalne zgromadzenie i postawienie krzyża – opowiada Jaśkiewicz.

Wcześniej w miejscowej gazecie „Dziannica”, będącej organem prasowym władz rejonu szczuczyńskiego, krytycznie o krzyżu w Raczkowszczyźnie wypowiedzieli się, m.in. przewodnicząca komitetu wykonawczego gminy Bakszty Hanna Bekisz, dwoje mieszkańców gminy oraz przewodniczący sądu rejonowego w Szczuczynie Walery Romanowski.

Krzyż upamiętniający ppor. Radziwonika i żołnierzy, którzy zginęli pod Raczkowszczyzną w walkach z NKWD w 1949 r., postawił 12 maja nieuznawany przez władze w Mińsku Związek Polaków na Białorusi. Krzyż zainstalowano na terenie prywatnym, w obecności około 150 osób, w tym prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi Weroniki Sebastianowicz oraz kilku innych byłych żołnierzy, a także polskiego konsula.

Anatol Radziwonik ps. „Olech” był ostatnim dowódcą formacji poakowskich Lida-Szczuczyn. „Olech” poległ 12 maja 1949 r. nad rzeczką Niewisza, niedaleko wsi Raczkowszczyzna, podczas próby przebicia się przez pierścień sowieckiej obławy.

Maciej Walaszczyk