Sikorski nie pamięta
Piątek, 19 lipca 2013 (02:00)Totalna amnezja – tak najkrócej można podsumować treść zeznań, jakie przed prokuratorem złożył wczoraj Radosław Sikorski.
Szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych był wczoraj przesłuchiwany w sprawie zaginięcia złotej obrączki, zegarka oraz zniszczenia dowodu osobistego należącego do wiceministra kultury Tomasza Merty, a także zaginięcia złotego sygnetu Wojciecha Seweryna. Obaj zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem.
Podczas blisko półtoragodzinnego przesłuchania Sikorski skutecznie unikał wszelkich odpowiedzi na pytania związane z kompromitującą zarówno jego samego, jak i podlegających mu urzędników sprawą. Pytania dotyczyły okoliczności zaginięcia i zniszczenia rzeczy po Mercie; dlaczego w ogóle do tego doszło, czy niszczenie poczty dyplomatycznej to norma w ministerstwie i wreszcie kto ponosi odpowiedzialność za ten stan rzeczy.
Dyplomacja zapomnienia
– Niczego nowego jednak w tej kwestii się nie dowiedzieliśmy. Niepamięć pracowników MSZ w tej sprawie jest zatrważająca. Moje pytania dotyczyły tego, kiedy resort dowiedział się o zaginięciu i zniszczeniu tych rzeczy i jakie z tego wyciągnął konsekwencje, kto za to ponosi odpowiedzialność, jakie procedury obowiązują w ramach przesyłania poczty dyplomatycznej. Na większość tych pytań nie uzyskałem odpowiedzi. Mam wrażenie, że MSZ nie podchodzi do tej sprawy na tyle poważnie, na ile powinien – powiedział po przesłuchaniu mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik Magdaleny Pietrzak-Merty.
– Będąc na miejscu ministra spraw zagranicznych, zrobiłbym wszystko, niezależnie od prokuratury, by tę sprawę wyjaśnić, by zrobić wszystko, żeby nie prowadzić żmudnego i kosztownego postępowania – dodaje. Prawnik nie wyklucza złożenia kolejnych wniosków dowodowych.
Popisy na Twitterze
Postawa Sikorskiego dziwi tym bardziej, że – jak napisał wczoraj na Twitterze – „szanował i lubił Tomasza Mertę”. Nazwał go nawet „wzorem państwowca i patrioty”.
W czerwcu ubiegłego roku niepamięcią zasłaniał się też były ambasador w Moskwie Jerzy Bahr. Dyplomata nie mógł sobie przypomnieć, co się stało z rzeczami po Mercie, w jaki sposób znalazły się w jego gabinecie i jak stamtąd zniknęły. W sierpniu Prokuratura Okręgowa w Warszawie przesłucha kolejnych pracowników Ministerstwa Spraw Zagranicznych: Mirosława Grajewskiego, dyrektora generalnego Służby Zagranicznej MSZ, oraz Michała Greczyłę, byłego konsula polskiej ambasady w Moskwie.
Wczorajsze przesłuchanie Sikorskiego to efekt uwzględnienia zażalenia, jakie Kownacki złożył w imieniu Magdaleny Pietrzak-Merty. W zażaleniu prawnik podnosił m.in. kwestie niedopełnienia obowiązków służbowych, składania fałszywych zeznań i poświadczenia nieprawdy w dokumentach.
Skarga dotyczyła wcześniejszej decyzji śledczych, którzy w maju br. umorzyli postępowanie w sprawie kradzieży i zniszczenia rzeczy wiceministra kultury. Prokuratura tłumaczyła się wtedy brakiem danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego. W ramach tego samego postępowania, wobec braku znamion czynu zabronionego, umorzono też wątek dotyczący uszkodzenia dowodu osobistego Merty.
Śledczy nie stwierdzili, aby rzeczy należące do Merty i Seweryna zostały skradzione. Uznali, że po katastrofie obrączkę razem z portfelem umieszczono w worku foliowym i za pośrednictwem ambasady w Moskwie przekazano do MSZ w Warszawie.
A tam „po pobieżnej ocenie, że worek ten nie zawiera przedmiotów pamiątkowych, ze względu na zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne podjęto decyzję o ich utylizacji”. Sprawę okoliczności, w jakich doszło do uszkodzenia dowodu Tomasza Merty, w sierpniu 2011 r. ujawnił „Nasz Dziennik”.
Okazało się, że dokument wydany rodzinie nosi ślady nadpalenia, podczas gdy z dokumentacji rosyjskiej wynika, że zachował się w stanie idealnym. Początkowo sądzono, że to dokumentacja rosyjska zawierała błędy.
Okazało się jednak, że do zniszczenia dokumentu doszło na terenie Polski. Prokuratura przeprowadziła też dwukrotnie wizje lokalne (w czerwcu i sierpniu ubiegłego roku) na terenie jednej z warszawskich posesji resortu spraw zagranicznych – nie odnaleziono jednak żadnych śladów potwierdzających, by doszło tam do zniszczenia rzeczy Merty, na co wskazywały zeznania jednego ze świadków, pracownika resortu wyższego szczebla. Mężczyzna miał zeznać, że dowód Merty znajdował się w worku, który zamierzano spalić.
Anna Ambroziak