• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Bezkarny wandalizm

Czwartek, 18 lipca 2013 (16:28)

Z Mieczysławem Jaśkiewiczem, prezesem nieuznawanego przez władze białoruskie Związku Polaków na Białorusi, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Złożył Pan skargę do prokuratury w sprawie dewastacji krzyża upamiętniającego dowódcę oddziału Armii Krajowej (AK) połączonych sił Szczuczyn-Lida Anatola Radziwonika pseudonim „Olech” oraz innych żołnierzy AK poległych pod wsią Raczkowszczyzna w obwodzie grodzieńskim w walkach z NKWD w 1949 roku. Czego ta skarga dotyczy?

– Wraz z panią Weroniką Sebastianowicz, prezes Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej, złożyliśmy skargę do prokuratury obwodu grodzieńskiego. Nasza skarga dotyczy dokonania aktu wandalizmu względem miejsca pamięci i pochówku Anatola Radziwonika oraz jego żołnierzy, którzy byli młodymi mieszkańcami okolicznych wsi. W naszej skardze dodaliśmy, że to my postawiliśmy ten krzyż, który podczas Mszy św. został poświęcony. Napisaliśmy w skardze, że pogwałcono uczucia religijne nasze oraz tych wszystkich, którzy 12 maja uczestniczyli we Mszy św. i uroczystościach poświęcenia krzyża. Powołaliśmy się na paragraf konstytucji białoruskiej, który pozwala na wyrażanie uczuć religijnych. Domagamy się od prokuratury, by przeprowadziła śledztwo i wyjaśniła, kto spiłował krzyż upamiętniający żołnierzy AK we wsi Raczkowszczyzna. Chcemy, by winni zostali należycie ukarani. Jednak zdajemy sobie sprawę, że będzie to bardzo trudne.

W wywiadach dla białoruskich i polskich mediów podkreślam, że zniszczono krzyż – święte miejsce. Każdy żołnierz ma prawo do pochówku. W Polsce i na całym świecie niszczenie miejsc pamięci jest karane. Tutaj, na oczach całego świata, popełniane są te akty wandalizmu. Natomiast sprawcy czują się bezkarni.

W jakich okolicznościach doszło do zniszczenia?

– Właściciele posesji, na której ustawiony był krzyż, zadzwonili wczoraj do nas, mówiąc, że w czasie ich nieobecności zniszczono krzyż upamiętniający Anatola Radziwonika pseudonim „Olech” oraz innych żołnierzy AK poległych pod wsią Raczkowszczyzna. Do spiłowania krzyża doszło w czasie, kiedy przebywali oni w urzędzie gminy. Nie jest dla nas przypadkowe, że do zniszczenia doszło podczas ich nieobecności. Specjalnie wezwano ich do urzędu, by pozbyć się świadków. Tym bardziej że właściciele posesji zostali wezwani do urzędu, gdyż właśnie w sprawie krzyża miał do nich  przyjechać ktoś ze Szczuczyna. Spędzili w urzędzie dwie godziny, ale nikt nie przybył na rozmowę.

Gospodarz posesji opowiedział nam, że po powrocie od razu zauważyli, że krzyża nie ma. Kiedy podeszli bliżej, okazało się, że został on spiłowany, zaś znicze i biało-czerwone wiązanki były rzucone obok. Widoczne były ślady ciężarówki. Nie wiadomo, gdzie obecnie znajduje się czterometrowy krzyż i kto dokonał tego wandalizmu. Jednak zwracam uwagę, że całe to działanie ma typowy charakter prowokacyjny.

Wspomniał Pan, że 12 maja br.  została odprawiona Msza św. i odbyła się uroczystość poświęcenia krzyża. Wiemy, że to nie spodobało się białoruskim władzom...

– Na Mszy św. polowej obecni byli m.in. konsul generalny RP w Grodnie Andrzej Chodkiewicz, goście z Polski. Wydarzenie to było dla nas ogromnie ważne i podniosłe. Na Mszę św. przyszli mieszkańcy okolicznych wsi. Nikogo nie zapraszaliśmy. Oni sami, spontanicznie, z potrzeby serca przyszli, bo chcieli uczcić pamięć poległych za Ojczyznę. Wielu z przybyłych  pamięta jeszcze członków oddziału „Olecha”.

Następnie wraz z panią Sebastianowicz otrzymaliśmy pozew do sądu. Oskarżono nas o zorganizowanie bezprawnej manifestacji. Broniąc się w czasie procesu, podkreślaliśmy, że nie była to ani pikieta, ani manifestacja, gdyż nie mieliśmy żadnych transparentów i nie wznosiliśmy żadnych haseł, lecz była to Msza św. w intencji naszych pomordowanych rodaków. To są synowie – chłopcy i dziewczęta – ziemi szczuczyńskiej.

Ostatecznie zostaliśmy skazani na kary grzywny. Ja usłyszałem wyrok grzywny w wysokości 4 milionów rubli białoruskich, zaś pani Weronika 2,5 miliona rubli białoruskich. Nie usłyszeliśmy wyroku za ustawienie krzyża, lecz za nielegalną manifestację.

W trakcie procesu sędzia pytał mnie, czym było to nasze zgromadzenie, skoro nie była to manifestacja. Powiedziałem, że była to Msza św., symboliczny pogrzeb naszych rodaków, którzy zginęli w walce za Ojczyznę. Wówczas sędzia stwierdził, że pogrzeb jest wówczas, gdy mamy do czynienia z trumną i ciałem zmarłego.

W czasie procesu dopytywano mnie, ile osób uczestniczyło we Mszy Świętej. Ja nie wiedziałem, ale okazało się, że służby nagrywały całość i sędzia mógł policzyć uczestników. Według niego, było ich 152.

Czym dla Państwa był ustawiony w maju krzyż?

– Właściciel posesji, na której znajdował się krzyż, dziękował nam, że po 64 latach ci młodzi ludzie doczekali się godnego upamiętnienia. Jest to symboliczne miejsce pochówku „Olecha” i jego żołnierzy. Do dziś nie wiemy, gdzie zostali oni pochowani. Dlatego postanowiliśmy oddać im hołd, przywrócić pamięć i symbolicznie pożegnać. Krzyż został postawiony w miejscu, w którym ci bohaterscy Polacy zginęli.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska