Więził zza biurka
Czwartek, 18 lipca 2013 (10:19)Kilkanaście razy byłem przesłuchiwany, kilka razy w nocy, kilka razy zostałem uderzony pięścią w twarz – zeznał jeden ze świadków w procesie byłego naczelnego prokuratora wojskowego Mariana R.
– Wchodzili funkcjonariusze z zewnątrz i oni też z zaskoczenia wymierzali mi uderzenia w twarz – mówił wczoraj przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie Stefan S.
– Zostałem zatrzymany we własnym domu, przyszło UB, 5-6 mężczyzn w cywilu, zrobili rewizję, 17 lipca 1952 r., teraz jest rocznica. Jakieś notatki zabezpieczyli, wyprowadzono nas z kolegą, wsadzili mnie do samochodu, przewieziono mnie do Pałacu Mostowskich, gdzie była siedziba stołecznego UB – relacjonował.
Stefan S. został zatrzymany pod zarzutem członkostwa w nielegalnej organizacji. – Mój kolega Witold Nastiuszonek zaproponował mi wstąpienie do organizacji, ale nie wymieniał tej nazwy – Nowa Armia Krajowa. Dogadaliśmy się, że raczej tak – zeznał.
– W akcie oskarżenia, który mam, jest 7 osób zatrzymanych. Nie wszystkich znałem. Jerzy Krakus u mnie został zatrzymany, jego znałem. Ryszard Konrad, Janusz Smoliński – tych widziałem pierwszy raz przy transportowaniu mnie do więzienia. Nie znałem ich wcześniej – mówił w sądzie.
Sędzia ppłk Robert Gmyz pokazał mu postanowienia o przedłużaniu aresztu podpisywane przez prokuratora wojskowego Mariana R. Takie decyzje zapadały czterokrotnie. IPN uznał je za bezprawne i oskarżył generała o popełnienie zbrodni komunistycznej. Swoje decyzje Marian R. podejmował zza biurka, nie kontaktując się z oskarżonymi.
– Nie widziałem nigdy R. Nie pamiętam tego nazwiska. Pamiętam tylko tego prokuratora z rozprawy, porucznika czy kapitana Mieczysława Metta – odpowiedział.
Mett był pracownikiem Naczelnej Prokuratury Wojskowej, a później wojskowej prokuratury rejonowej. Już PRL-owska komisja Mazura ustaliła, że brał „udział w fałszowaniu pewnej ilości protokołów niejawnych posiedzeń NSW, podpisując ex post fikcyjne protokoły sporządzane jednoosobowo przez sędziego NSW, przy czym odnosiło się to przede wszystkim do spraw tzw. tajnych”. Oskarżał wielu żołnierzy i działaczy organizacji niepodległościowych w okresie stalinowskim. Po 1968 r. wyjechał do Izraela, tam zmarł.
– Zostałem skazany na 10 lat, zarzucono mi próbę obalenia siłą ustroju Polski Ludowej. Podawałem fikcyjne dane, a później odwołałem to przed sądem. Na podstawie amnestii kara została zmniejszona do połowy, wypuszczono mnie 13 listopada 1954 r., wyszedłem na przerwę kary, a później była jakaś rewizja, nie byłem wzywany – dodaje.
Generał Marian R. nie przyznaje się do winy. Na sali sądowej zachowuje się bezczelnie. Represjonowanych pyta o to, czy dostali odszkodowania za skazanie. Sędzia zwraca mu uwagę, że to nie ma znaczenia w tej sprawie.
W przerwach wypowiada się w ten sposób, jakby cały czas był zaczadzony komunistyczną propagandą. – To byli członkowie nielegalnych organizacji. Wszędzie jest to karalne – mówił wczoraj na korytarzu do nielicznych dziennikarzy. Proces byłego naczelnego prokuratora wojskowego, osoby bardzo wysoko postawionej w strukturach reżimowej władzy, nie budzi zainteresowania mediów, relacji z niego na próżno szukać w codziennych gazetach czy serwisach informacyjnych stacji radiowych i telewizyjnych.
Zenon Baranowski