Minister zeznaje
Czwartek, 18 lipca 2013 (02:06)Warszawska prokuratura okręgowa przesłucha dziś Radosława Sikorskiego – dowiedział się „Nasz Dziennik”.
Szef polskiej dyplomacji ma zeznawać w sprawie zaginięcia i zniszczenia rzeczy należących do wiceministra kultury Tomasza Merty, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem.
Pierwotnie Sikorski miał zeznawać 26 sierpnia, 23 sierpnia śledczy mieli przesłuchać Mirosława Grajewskiego, dyrektora generalnego Służby Zagranicznej MSZ, a 18 lipca, czyli dziś, Michała Greczyłę, byłego konsula ambasady w Moskwie. Nastąpiła jednak zmiana terminów. Z jakiego powodu? Tego prokuratura nie wyjaśnia. Dopytywany o to prokurator Dariusz Ślepokura, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, zasłaniał się wczoraj nieobecnością prokuratora referenta.
Wcześniej, przed Sikorskim, zeznawać ma Greczyło. – Potwierdzam, że będzie przesłuchany pan Greczyło. Ale wiem też, że pan Sikorski też miał być przesłuchiwany w tej sprawie, natomiast nie znam terminu. Może rzeczywiście dziś. Ale nie jestem w stanie dzisiaj tego potwierdzić – mówi Ślepokura.
Uciec przed kamerami
Zmiana terminów nie nastąpiła wczoraj. Informację o tym, że 18 lipca o godz. 11.00 ma być przesłuchiwany minister Sikorski, pełnomocnik wdowy po Mercie mecenas Bartosz Kownacki otrzymał już przed tygodniem.
– To nie jest zmiana, która nastąpiła dziś rano. Przesłuchanie ministra konstytucyjnego jest przypadkiem incydentalnym. Albo jest to więc niedoinformowanie rzecznika, albo próba uchronienie ministra Sikorskiego przed ewentualnym spotkaniem z dziennikarzami – komentuje.
Dzisiejsze przesłuchanie ministra to rezultat uwzględnienia zażalenia, jakie w imieniu Magdaleny Pietrzak-Merty Kownacki złożył w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Skarga dotyczyła wcześniejszej decyzji śledczych, którzy w maju br. umorzyli postępowanie w sprawie kradzieży i zniszczenia rzeczy wiceministra kultury.
Prokuratura tłumaczyła to wtedy brakiem danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego. Chodziło o przywłaszczenie złotej obrączki i zegarka Merty, a także złotego sygnetu Wojciecha Seweryna. W ramach tego samego postępowania, wobec braku znamion czynu zabronionego, umorzono też wątek dotyczący uszkodzenia dowodu osobistego Merty.
Śledczy nie stwierdzili, aby rzeczy należące do Merty i Seweryna zostały skradzione. Uznali, że po katastrofie obrączkę razem z portfelem umieszczono w worku foliowym i za pośrednictwem ambasady w Moskwie przekazano do MSZ w Warszawie. A tam „po pobieżnej ocenie, że worek ten nie zawiera przedmiotów pamiątkowych, ze względu na zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne podjęto decyzję o ich utylizacji”.
Sprawę okoliczności, w jakich doszło do uszkodzenia dowodu Tomasza Merty, w sierpniu 2011 r. ujawnił „Nasz Dziennik”. Okazało się, że dokument wydany rodzinie nosi ślady nadpalenia, podczas gdy z dokumentacji rosyjskiej wynika, że zachował się w stanie idealnym. Początkowo sądzono, że to dokumentacja rosyjska zawierała błędy. Okazało się jednak, że do zniszczenia dokumentu doszło na terenie Polski.
Kolejna amnezja?
W zażaleniu Kownacki podnosił m.in. kwestie niedopełnienia obowiązków służbowych, składania fałszywych zeznań i poświadczenia nieprawdy w dokumentach. Mecenas będzie uczestniczył w dzisiejszym przesłuchaniu Sikorskiego.
– Będę pytał pana ministra, dlaczego doszło do zgubienia i zniszczenia tych rzeczy, czy to norma w ministerstwie i kto ponosi za to odpowiedzialność. Liczę, że pan minister jasno określi odpowiedzialnych za to całe zdarzenie – zapowiada prawnik.
Do tej pory właściwie Sikorski nie zabierał głosu w sprawie niszczenia i zaginięcia rzeczy Tomasza Merty, do czego walnie przyczynili się podlegli mu urzędnicy. Szef MSZ skutecznie unikał dotąd jakichkolwiek wypowiedzi na ten temat.
Strategię uników obnażył przebieg posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, które odbyło się już po tym, jak prokuratura przeprowadziła wizję lokalną na terenie jednej z warszawskich posesji resortu. Na to, że do zniszczenia rzeczy Merty mogło dojść właśnie w tym miejscu, wskazywały zeznania jednego ze świadków, pracownika resortu wyższego szczebla. Mężczyzna miał zeznać, że dowód Merty znajdował się w worku, który zamierzano zutylizować, a mówiąc wprost: spalić.
Rewizje były dwie: pierwsza odbyła się w czerwcu, druga – w sierpniu ubiegłego roku. Podczas obu nie odnaleziono jednak żadnych śladów potwierdzających, by do zniszczenia rzeczy Merty doszło na terenie MSZ. Na komisji Sikorski nadmienił tylko, że odpowie na wszystkie pytania przed prokuraturą.
– Do czasu wyniku badań prokuratury nie byłoby w porządku ich uprzedzanie. O jednym mogę zapewnić, że w swoich działaniach MSZ kierowało się sympatią do wdowy po panu ministrze Mercie – oświadczył wtedy Sikorski.
Jest wielce prawdopodobne, że w ten sam sposób minister będzie się tłumaczył dzisiaj. Albo przyjmie postawę byłego ambasadora w Moskwie Jerzego Bahra, który w ogóle nie pamiętał, w jaki sposób rzeczy po Mercie znalazły się w jego gabinecie. Bahr stwierdził tylko, że worek rzeczywiście był, ale jak tam trafił i jak zniknął, tego nie pamiętał.
Anna Ambroziak