Tusk niszczy społeczeństwo obywatelskie
Środa, 17 lipca 2013 (13:17)Z dr. Marcinem Zarzeckim, ekspertem w zakresie socjologii polityki, rozmawia Marta Milczarska
Premier Donald Tusk wyraził nadzieję, że warszawiacy nie wezmą udziału w referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Walz. Jak Pan to ocenia?
– Premier dokonał również zaskakującego podziału na procedury demokratyczne, tj. wybory i inne procedury, czyli referendum, które – w jego ocenie – nie należy do instrumentu wyborczego, a więc de facto sam fakt absencji nie kłóci się z budowaniem społeczeństwa obywatelskiego i demokratycznego. Referendum – o czym każdy teoretyk demokracji, ale też praktyk, polityk doskonale wie – jest bardzo istotnym elementem demokracji bezpośredniej. Samo aktywowanie procedury referendum opiera się przecież na oddolnej inicjatywie społeczności. Jestem zaskoczony i wydaje mi się, że nie tylko ja, jako socjolog, ale również wszyscy praktycy życia politycznego, ci wszyscy, którzy tak dużo mówią i piszą o aktywowaniu społeczeństwa obywatelskiego i o konieczności jego wzmacniania, że po transformacji systemowej jej największym dziełem w zakresie budowy nowej rzeczywistości społecznej było tworzenie świadomego, aktywnego obywatela. Referendum daje możliwość partycypacji dokonywania zmiany, leczenia nieprawidłowości związanych z jego życiem w jakiejś społeczności, w danej wspólnocie. Zakwestionowanie samego faktu obowiązku uczestnictwa w tym referendum – jako aktu świadomego obywatelstwa – jest bardzo niepokojące.
W obawie przed utratą władzy w Warszawie Platforma zniechęca do udziału w referendach w skali państwa, mówiąc, że „niepójście na referendum jest też aktem decyzji”.
– Referendum zakłada w pełni procedury demokratyczne, które pozwalają na ocenę dotychczasowej pracy władz samorządowych. Jeżeli Hanna Gronkiewicz-Walz naprawdę dokonała tak wiele, jak mówi, nie powinna mieć problemu w zmobilizowaniu swoich zwolenników. Dziwię się, że politycy, którzy w nazwie swojej partii mają słowo „obywatelska”, nie chcą poddać się bardzo obiektywnemu pomiarowi swojej skuteczności i efektywności, bo to jest nic innego, jak ocena polityka tak samo jak w wyborach, dokonana przez ludzi z tego konkretnego rejonu. Dodajmy także, że prezydent Warszawy z uwagi na piastowane stanowisko i wypływające z tego przywileje ma obowiązek się poddać takiej ocenie. Sam fakt uruchomienia procedury referendum przez mieszkańców Warszawy świadczy o tym, że chcą dokonać takiej oceny.
Referendum w Elblągu doprowadziło do utraty przez Platformę władzy w tym mieście, może premier obawia się powtórzenia sytuacji?
– Zrozumiałe są obawy premiera związane z referendami, gdyż wszystkie poprzednie referenda zakończyły się klęską Platformy Obywatelskiej i zachodzi bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że Hanna Gronkiewicz-Walz zakończy swoją działalność jeszcze przed końcem kadencji, a tym samym Platforma Obywatelska straci władzę w stolicy kraju. Ta nieporadna próba Donalda Tuska zakwestionowania istoty uczestnictwa w referendum wynika z pewnych racjonalnych przesłanek, bo przecież PO od dawna traci w sondażach i niezadowolenie społeczeństwa rośnie, co nie zmienia faktu, że jest niepolityczna i z perspektywy budowania społeczeństwa obywatelskiego destrukcyjna.
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska