• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Siatkarze na wstecznym

Środa, 17 lipca 2013 (02:05)

Dziś w argentyńskiej Mar del Plata rozpocznie się Final Six Ligi Światowej siatkarzy, niestety bez reprezentantów Polski. Biało-Czerwoni zajęli dopiero czwarte miejsce w grupie A, a przecież bronili tytułu zdobytego przed rokiem. Ich regres był tym bardziej niepokojący, że we wrześniu rozegrane zostaną mistrzostwa Europy, na których chcieli walczyć o najwyższe cele. Nadal chcą.

Andrea Anastasi, trener naszej reprezentacji, Ligę Światową traktuje niezwykle poważnie. Zawsze zależało mu na wyniku, dlatego posyłał do boju najlepszych, specjalnie nie eksperymentując ze składem. Rywale często podchodzili do tych rozgrywek inaczej, co szczególnie widoczne było teraz, w sezonie poolimpijskim.

W wielu narodowych drużynach doszło do kadrowych rewolucji, selekcjonerzy dali szansę pokazania się młodym, mniej doświadczonym. Choćby Brazylia. Bernardo Rezende po igrzyskach dokonał mnóstwa zmian, ale w niczym to nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie. Canarinhos w 10 spotkaniach fazy grupowej odnieśli aż 9 zwycięstw, najwięcej spośród wszystkich drużyn. Polacy, dla przykładu, tylko cztery: z Argentyną i USA.

Z Brazylią, Francją i Bułgarią przegrywali. Nie mogło to dać awansu, a przecież w dwóch poprzednich edycjach Biało-Czerwoni stawali na podium. W 2011 roku zajęli trzecie miejsce, a przed rokiem historyczne pierwsze. W obu przypadkach drużynę prowadził Anastasi, który długo był symbolem sukcesu.

W 2011 roku, szalenie udanym, zdobył z nią srebro Pucharu Świata i brązowy medal mistrzostw Europy. Wtedy Polacy byli na fali wznoszącej, cechował ich wielki entuzjazm, a przy tym grali naprawdę świetnie. Na palcach można było policzyć mecze gorsze, zawalone, przegrane na własne życzenie. Coś się zacięło podczas igrzysk w Londynie, a tegoroczna LŚ była już niewypałem. I nie chodzi tylko o wynik, sporo poniżej oczekiwań. Chodzi o styl i klimat w zespole i wokół niego.

Polacy w wielu meczach wyglądali na zadziwiająco apatycznych i ospałych. Nie podejmowali walki, nie rzucali się do beznadziejnych piłek, nie bronili w rozpaczliwych sytuacjach. Nie narzucali swoich warunków, nie podejmowali ryzyka. Mówiąc krótko, fizycznie wyglądali dużo gorzej niż rywale, jakby brakowało im szybkości. Anastasi w przeszłości bywał krytykowany za przygotowanie prowadzonych przez siebie zespołów, wytykano mu za ciężkie treningi, po których zawodnicy nie mieli na nic siły. Włoch przed obecnym sezonem skorygował trochę swoje plany i pomysły, ale zawodnicy wyglądali tak, jak wyglądali. Kiepsko. A gdy nogi nie niosą, serce nie wystarcza.

Na początku tygodnia Anastasi odbył męską rozmowę z władzami związku. Nie, temat ewentualnej dymisji nawet nie był podejmowany, bo do Włocha wszyscy mają (jeszcze?) zaufanie, ale działacze chcieli poznać przyczyny niepowodzeń.

Selekcjoner przyznał, że nie spodziewał się takich wyników, że nie wszyscy podopieczni trafili z formą, ale dzięki temu „lepiej poznał zespół”. Zmiany w składzie? Też nie ma co się ich spodziewać, bo do mistrzostw Europy pozostało zbyt mało czasu, by wprowadzić młodzież, a Mariusz Wlazły i Paweł Zagumny, a więc najwięksi spośród nieobecnych, nieobecnymi raczej pozostaną.

Nasi siatkarze przebywają obecnie na urlopach, 2 sierpnia spotkają się na zgrupowaniu w Spale, gdzie będą trenować aż do mistrzostw.

Piotr Skrobisz