• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

MSW sprawdza BOR

Środa, 17 lipca 2013 (02:00)

W Łucku nie zostały w pełni zastosowane właściwe procedury przy ochronie najważniejszych osób w państwie – ocenia MSW. W Biurze Ochrony Rządu wszczęto postępowanie wyjaśniające.

„Ministerstwo Spraw Wewnętrznych otrzymało szczegółowe wyjaśnienia na temat incydentu w Łucku. Według wstępnych ustaleń nie zostały w pełni zastosowane właściwe procedury przy ochronie najważniejszych osób w państwie” – pisze w oświadczeniu p.o. rzecznik MSW Paweł Majcher.

Na wniosek resortu w BOR trwa postępowanie wyjaśniające. Sprawdzane są przede wszystkim obowiązujące procedury.

„Analiza incydentu wskazuje również, że mogły zawieść także profilaktyczne działania ochronne, leżące w kompetencji służb ukraińskich, będących gospodarzem wizyty” – ocenia resort. Ministerstwo zapewnia, że nie bagatelizuje incydentu i wyciągnie z niego wnioski.

Pytany o ewentualne konsekwencje personalne Majcher mówi, że o tym, czy ktoś popełnił błędy, zdecyduje postępowanie wyjaśniające i dopiero po jego zakończeniu będą możliwe konkretne decyzje.

W niedzielę 21-letni mieszkaniec obwodu zaporoskiego rozbił jajko na ramieniu prezydenta Bronisława Komorowskiego. Sprawca nie został aresztowany i jeszcze tego samego dnia opuścił posterunek milicji.

W sprawie wszczęto postępowanie karne z artykułu o chuligaństwie, za co ukraiński kodeks karny przewiduje karę grzywny do wysokości 50 minimalnych płac, areszt do sześciu miesięcy i karę więzienia do lat trzech. W poniedziałek Komorowski zaapelował, by nie nadawać temu zdarzeniu szczególnego znaczenia. To samo powtórzył wczoraj premier.

– Nie trzeba przesadnie dramatyzować, nie mam zastrzeżeń do pracy szefa BOR – ocenił Donald Tusk. – Nie ma takiej ochrony, która by ochroniła przed wszystkim – podkreślił. Dodał, że nawet kraje, które są bardziej od Polski narażone na ataki terrorystyczne i mają więcej doświadczeń w walce z tym zjawiskiem, i tak nie są w stanie przeciwdziałać wszystkim atakom.

Szef rządu zaznaczył jednocześnie, że zarówno on, jak i prezydent Komorowski „nie ułatwiają pracy ochronie”. – Mamy naturalną skłonność do kontaktu z ludźmi poza procedurami, co stwarza problem ochronie. Prezydent Komorowski nigdy nie obawiał się ludzi. Podobnie było w Łucku – wszedł w tłum i rozmawiał z ludźmi – podkreślił premier.

Nikt nie zaprzecza, że osoby piastujące wysokie stanowiska państwowe są narażone na krytykę czy nawet bezpośredni atak bardziej niż przeciętny obywatel. Pytanie tylko, czy przydzielona prezydentowi ochrona działa sprawnie. Przypadek w Łucku pokazał, że nie. Nic dziwnego, że szef rządu staje w obronie formacji, której szefa nie tak dawno osobiście mianował. Pułkownik Krzysztof Klimek, obecny szef BOR, to były szef osobistej ochrony Tuska.

Dymisje szefów tej formacji zdarzały się już wcześniej. Kiedy podczas wizyty w Paryżu w maju 1997 r. obrzucono jajkami Aleksandra Kwaśniewskiego (leciały ze znacznie większej odległości, nie było kontaktu bezpośredniego między osobą chronioną a sprawcą), ówczesny szef MSWiA zdymisjonował szefa BOR gen. Mirosława Gawora.

Tusk próbował wczoraj tłumaczyć, że ciężar ochrony VIP-ów w obcym państwie spoczywa głównie na funkcjonariuszach gospodarza. Warto przypomnieć ostatnią wizytę izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu, którego w trakcie przemierzania trasy na polsko-izraelskie konsultacje międzyrządowe do KPRM otaczał szczelny kordon izraelskich ochroniarzy. Bez polskich funkcjonariuszy BOR.

– To byłoby dziwne. W mojej obecności nie zdarzyło się nigdy, by obca ochrona chodziła sama – ocenia płk rez. Andrzej Pawlikowski, były szef BOR.

– Jako kraj goszczący odpowiadamy prawnie, pod sankcją odpowiedzialności karnej, czy zabezpieczenie było właściwe. Musimy zawsze dołożyć wszelkich starań, by osoba wizytująca była dobrze chroniona – dodaje.

– Działania wobec pana prezydenta Komorowskiego były podjęte na terenie Ukrainy, odpowiedzialność prawna leży po ich stronie. Nie zwalnia to jednak z odpowiedzialności funkcjonariuszy BOR, którzy w tej ochronie bezpośrednio uczestniczą. Ich obowiązkiem jest chronić prezydenta bez względu na to, gdzie się w danym momencie znajduje – tłumaczy Pawlikowski.

Echo Łucka

Za niedopuszczalny incydent w Łucku uznało ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych. „Potępiamy takie działania i uważamy je za niedopuszczalne wobec przywódców państwowych, a w szczególności wobec prezydenta tak przyjaznego nam kraju jak Polska” – oświadczył wczoraj rzecznik MSZ Jewhen Perebyjnis.

Do sprawy odniósł się też prezes PiS. Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, to dowód na „rozkład państwa”.

– Wedle dotychczasowej praktyki powinno się to zakończyć awansem na generała obecnego szefa BOR. Sądzę, że pan prezydent Komorowski będzie stosował tę samą logikę, którą stosował w sprawie nieporównanie wręcz cięższej, i w związku z tym pan pułkownik [Krzysztof Klimek – red.] awansuje – ironizował Kaczyński.

Jak dodał, „w każdym normalnym państwie BOR zostałoby rozwiązane po Smoleńsku, a jego kierownictwo stanęłoby przed sądem, i to pod bardzo poważnymi zarzutami”. Szef PiS ocenił, że BOR dopuściło do sytuacji, „w której bez trudu można by pozbawić prezydenta życia”. – To było jajko, Bogu dzięki, ale mogła to też być szpilka z trucizną. Jest też sto innych różnych sposobów, żeby pozbawić w ten sposób życia. Powinny być wyciągnięte z tego konsekwencje. To jest zupełnie oczywiste – podkreślił Kaczyński.

Kto sprawdzi MSW

Posłowie PiS wystąpili wczoraj do prokuratora generalnego o zbadanie, czy były szef BOR gen. Marian Janicki nie dopełnił obowiązków, nie nadając statusu HEAD lotowi do Smoleńska. Maks Kraczkowski uważa, że był prawdopodobnie okłamywany przez ministra spraw wewnętrznych, który w odpowiedziach na jego interpelacje dotyczące spraw związanych z katastrofą smoleńską, w tym odpowiedzialności gen. Janickiego, miał przekazywać wymijające lub nieprawdziwe informacje.

– 16 października 2012r. złożyłem interpelację skierowaną do premiera z szeregiem pytań dotyczących statusu HEAD, trybu nadawania tego statusu przez szefa BOR gen. Mariana Janickiego. Na udzielenie odpowiedzi ze strony rządu jest 21 dni, ta jednak wpłynęła z dużym opóźnieniem, dopiero po mojej interwencji u marszałek Sejmu – relacjonował Kraczkowski.

– Nie uzyskuję odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące kwestii katastrofy smoleńskiej i procedur, jakie powinno spełnić BOR – stwierdził. O zaniechaniu nadania statusu HEAD lotowi z 10 kwietnia 2010 r. Kraczkowski dowiedział się z prasy, a nie od ministra spraw wewnętrznych.

– Gdyby ten status był nadany, lot do Smoleńska nie mógłby się odbyć, ponieważ nie dopuszcza on możliwości wysłania samolotu z głową państwa na lotnisko, które ma status lotniska nieczynnego. Jeżeli pan minister Sienkiewicz wprowadzał mnie celowo w błąd, to jest to popełnienie czynu, za który powinien ponieść odpowiedzialność. Będę o tym informował prokuratora generalnego – zapowiadał wcześniej poseł.

Anna Ambroziak, współpraca PCz