Władze chcą zrusyfikować polską szkołę
Środa, 23 maja 2012 (20:31)Rodzice dzieci uczących się w polskiej szkole w Grodnie wciąż walczą o wycofanie klas rosyjskojęzycznych z placówki. Dziś odbyło się spotkanie rodziców z dyrekcją szkoły.
Grodzieński kurator oświatowy Siarhiej Łamieka mówi, że decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła i zależy od opinii Związku Polaków na Białorusi. Dzisiejsze spotkanie rodziców z dyrektor szkoły średniej nr 36 Danutą Surmacz miało bardzo burzliwy przebieg. Rodzice wyrażali zdecydowany sprzeciw wobec planów ulokowania w szkole klas rosyjskojęzycznych z przepełnionej szkoły nr 27 znajdującej się w tej samej dzielnicy. Rodzice uważają, że pojawienie się w tym samym budynku klas rosyjskojęzycznych może być źródłem konfliktów i będzie zniechęcać dzieci do mówienia po polsku.
- Wielu rodziców nie mówi po polsku i dzieci na przerwach często rozmawiają ze sobą po rosyjsku. Jeśli się pojawią klasy rosyjskojęzyczne, poczują się zwolnione z obowiązku mówienia po polsku - powiedziała jedna z matek. Ojciec, którego troje dzieci uczyło się w szkole, wyraził przekonanie, że umieszczenie rosyjskojęzycznych klas w placówce to ostatni etap rusyfikacji polskiej szkoły. - W szkole już praktycznie nie ma polskich nauczycieli z Polski - została tylko jedna nauczycielka z Polski, a ci, którzy uczyli się na Białorusi, nie zawsze reprezentują dobry poziom znajomości języka. W starszych klasach nie ma podręczników w języku polskim. Obecność dzieci ze szkoły rosyjskojęzycznej, dla których kultura polska nic nie znaczy, naruszy panujący tu klimat - powiedział.
Dyrektor szkoły podkreśla, że decyzja o wynajmowaniu komukolwiek pomieszczeń w szkole należy do Związku Polaków na Białorusi (ZPB). Właścicielem budynku jest oficjalny ZPB. - Związek Polaków wie, jakie stanowisko zajmują rodzice, rozmawialiśmy na ten temat niejednokrotnie - mówi Danuta Surmacz.
Szef wydziału oświaty urzędu dzielnicowego Siarhiej Łamieka zapewnił w rozmowie z Polską Agencją Prasową (PAP): "Kwestia zmian statusu państwowej placówki edukacyjnej Szkoła Średnia nr 36 w mieście Grodno z polskim językiem nauczania nie była, nie jest i nie będzie stawiana".
Ideę ulokowania klas rosyjskojęzycznych w polskiej szkole uzasadnił następująco: "Szykując się do nowego roku szkolnego, zauważyliśmy taki problem, że liczba klas pierwszych w szkole średniej nr 27 znacznie się zwiększa. W zeszłym roku było ich osiem, w tym jest 10, a na przyszły prognozuje się 12. Dlatego pomyśleliśmy o ewentualności ulokowania 2 klas pierwszych w innej placówce edukacyjnej". Jak zapewnia, byłoby to rozwiązanie tymczasowe, które ma odciążyć szkołę nr 27 do czasu wybudowania nowej szkoły w dzielnicy.
- Zwróciliśmy się z prośbą do Związku Polaków na Białorusi o wydanie na to zgody. Na razie nie mamy odpowiedzi, ale spodziewamy się jej w najbliższych dniach. Bez tej zgody nie można ulokować tych klas w szkole - dodał Łamieka.
PAP nie udało się dodzwonić do p.o. prezesa uznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi Mieczysława Łysego.
Prezes Rady Naczelnej nieuznawanego przez władze Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut poinformował zaś wczoraj, że Związek zwrócił się z wnioskiem o zgodę na cztery pikiety w obronie polskiej szkoły, ale władze białoruskie jej nie udzieliły.
O podjęciu przez władze Grodna decyzji o wprowadzeniu klas rosyjskojęzycznych do polskiej szkoły "NaszDziennik.pl" pisał na początku maja. Wówczas prezes nieuznawanego przez Mińsk ZPB Andżelika Orechwo ujawniła skandaliczne decyzje dotyczące szkoły. Dodała, że Związek zwrócił się do ministerstwa oświaty z prośbą o odwołanie tej decyzji. Zdaniem Orechwo, byłby to "pierwszy krok ku likwidacji szkoły". - Boimy się, że scenariusz tutaj, w Grodnie, będzie taki sam jak w Wołkowysku - dodała.
W szkole w Wołkowysku w 2006 r. odmówiono prawa do dalszego nauczania polskim nauczycielkom. Białoruskie władze nie wydały im wymaganej licencji na nauczanie, argumentując, że Białoruś kształci własne kadry w ich specjalnościach. W szkole polskiej w Grodnie uczy się 383 dzieci.
IK
IK, PAP