• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

NINIWA Team ponownie w Kazaniu

Wtorek, 16 lipca 2013 (09:57)

 

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Krzysztofa Zielińskiego z 74. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię

Dziś niczym w totolotku padły liczby: 2, 3 oraz 260. Co oznaczają? Ha! Musisz przebrnąć, Drogi Czytelniku, przez długaśną relację, bo jeśli myślałeś, że autokarowy powrót oznacza niewiele treści... jesteś w błędzie! Najważniejsze jednak, że śmiałkowie są już coraz bliżej domu i dziś przekroczyli granicę Europy!

Zbierających się w dość sennym nastroju podróżników o godz. 3.30 pożegnał w Czelabińsku o. Marcus, błogosławiąc ich na dalszą drogę. Mimo całej życzliwości do gospodarza łzy na pożegnanie raczej nie popłynęły, bo powieki ciągle zamknięte. Takie też pozostały aż do godz. 7.00, kiedy zarządzono oficjalną autokarową pobudkę. Na starcie mocne uderzenie – filmowy hit tego lata (słychać poruszającą muzykę i poważny, niski głos zapowiedzi: „This summer...”) – „Święty Filip Neri”! Ojciec Tomek zaserwował bezlitosną dawkę dwuczęściowego, długaśnego, ale niezmiernie poruszającego i pozytywnego filmu o patronie uśmiechu (idol ojca lidera)! Autokarowi krytycy filmowi bardzo dobrze ocenili tę ekranizację, a podczas gdy młodzi aktorzy śpiewali Papieżowi „Paradiso, paradiso...”, Mateuszowi Majchrzakowi operator komórkowy pogratulował wjazdu do Włoch i zaproponował nowe stawki połączeń.

Przyszedł czas na odsłonienie kulis pierwszej liczby w dzisiejszym losowaniu. Grupa podróżników przedarła się dziś przez Ural, pokonała umowną granicę między Azją i Europą, a pod koniec dnia, dotarłszy do Kazania, skróciła swoją różnicę czasu w porównaniu z polskim UTC+1 o kolejne 2 godziny. Tym samym obecnie już tylko 2 godziny szybciej zachodzi słońce w strefie jazdy autokaru.

W górach jeszcze przerwa na kawę i podziwianie widoków. Cały czas „rowerowcy” pokazują „autokarowcom”, gdzie w czasie wyprawy spali, gdzie jedli, a gdzie robili... różne inne rzeczy, które robi się na wyprawach. Oj, sporo wątków się przypomina. Ciekawostka! Rowerowcy zajmują tył autokaru, jak na rojbrów i rozrabiaków  na każdym kolonijnym wyjeździe autokarem przystało, a autokarowcy zostali wypchnięci na przód pojazdu. Każdy urozmaica sobie czas. Z tyłu autokaru dochodzą śmiechy i odgłosy zabaw. Jeden delikwent drugiemu przykleja „na ślinę” karteczkę z postacią, którą trzeba odgadnąć. W przerwie zabawy, czas na film... Ech, trudy wyprawy... Z innych ciekawostek... rowerzystom puchną nogi! Trwa proces odzwyczajania się od jazdy rowerowej. Objawia się to też odwykiem na żarcie. Normalnie po wyprawie, trudno się opamiętać z jedzeniem. Terapia autokarowa wydaje się skuteczna, bo rowerowcy już jedzą normalnie.

A druga liczba? „Trójkę” wylosowali dziś policjanci, bo aż 3 razy kontrolowali autokar. Jedna z kontroli była dłuższa i dokładniejsza, bo sprawdzany był każdy paszporcik. Tym razem wszystkie dokumenty zostały w kieszeniach właścicieli.

Tak oto wesoły autokar dotarł do krainy Tatarstan opanowanej przez muzułmanów. Jego stolicą jest Kazań, gdzie ostatecznie ekipa nocuje u znanego już autokarowcom o. Diogenesa. O dziwo, wciąż trwa tu jeszcze Uniwersjada! Przyjeżdżają sportowcy, kibice, ruch jak w weekend w markecie! Do tego stopnia zablokowany został dojazd do kościoła, że podróżnicy postanowili wysiąść i przejść się kawałek na piechotę, a zanim autokar zaparkował, oni już przeżywali Eucharystię. Z wątków duchowych... motyw drogi siłą rzeczy dominuje. Nikt nawet specjalnie nie narzeka na trud jazdy, bo to pewien dyskomfort, na który wszyscy dobrowolnie się zgodzili i który odważnie podjęli. A Pan Bóg? On jest cierpliwy, uczy miłości i dba o swoją trzódkę. Czego więcej potrzeba?

Tu ze skruchą musimy się przyznać do błędu. Otóż w relacji z 22. dnia pisaliśmy o modlitwie przy obrazie Matki Bożej Kazańskiej. Okazało się dziś jednak, że „rowerowcy to ignoranci i ostatnio modlili się przy kopii obrazu. I choć modlitwa działa tak samo przed kopią jak przed oryginałem i raczej podyktowana jest wiarą niż wiekiem farby, to jednak dziś udało się nadrobić zaległości i dzięki dobrze rozeznanym w terenie kierowcom grupa trafiła przed oryginał obrazu w innej cerkwi. Tam wszyscy pomodlili się Litanią loretańską. Spora większość grupy potwierdza też wciąż piękno miasta, z którym w konkury może iść jeszcze Moskwa, i rzeczywiście jest śliczne, nowoczesne i zadbane. Klasy dodaje mu jeszcze wciąż trwająca Uniwersjada, która ubogaca kolorytem i aktywnością. Wszędzie trwają jakieś zawody, przemieszczają się ludzie, a 15 m od zdającego relację o. Tomka stoi wielka hala sportowa, gdzie wysocy panowie rzucają brązową piłką do poziomo ustawionego koszyka z przedziurawioną od dołu siatką. Chyba nikt nie wygra, bo piłka nigdy nie zostaje w siatce, tylko stale przez nią przelatuje... I jak tu krzyczeć: „Goool!”? Dziwny sport!

O 22.00 czas na kolację. Tym razem do akcji rzucili się autokarowcy, podczas gdy rowerowcy odświeżali się i relaksowali. W tej niesportowej konkurencji autokarowcy rozłożyli na łopatki rowerzystów. Totalna porażka śmiałków przejawiła się w przystawce, pysznie przyprawionej sałatce, w ryżu i makaronie do wyboru, świetnym gulaszu, słodyczach i dla chętnych – gorącym kubku zupnym. Pełen szacun! Gdyby tego było mało, to jeszcze w tej konkurencji mieli o wiele lepszy czas niż poprzedniego wieczoru rowerzyści. Miazga! Ojciec Tomek nie przeszkadzał w przygotowaniach, ale słyszał tylko, że zza drzwi dochodziły śmiechy. Jak wygrać, to z uśmiechem na ustach!

Zostawmy na chwilę wcinających spokojnie podróżników i przenieśmy się do Irkucka, gdzie przyleciał właśnie polski lekarz, pan doktor Narcyz! Tak! Naprawdę tak się nazywa. Potwierdza to Ula, która kazała nie mówić Wojtkowi (ale my mu nie mówimy, tylko piszemy o tym w relacji), że rzeczywiście przystojny i się Usi podoba. Pan doktor odbiera dokumenty medyczne Hani i jutro wylatują samolotem do Polski. Rowerzystka będzie miała dobrą opiekę oraz miejsce leżące w samolocie. Za fachowe podejście dziękujemy w tym miejscu ubezpieczycielowi TU Europa. Natomiast Ula i Wojtek wrócą samolotem niezależnie.

Tymczasem w Kazaniu Kuba Kostrzewski spotkał swojego kolegę z Katowic, Łukasza Brożka. Ten oto pan jest również znany o. Tomkowi, a przyjechał tu, żeby być sędzią w  turnieju szachowym! Swego czasu miał też prowadzić warsztaty szachowe na zjeździe Niniwy w Kokotku, a jego żoną jest uczennica o. Tomka z liceum! Świat jest mały, nawet jeśli właśnie przejechało się 8500 km na rowerze.

W czasie gdy najedzeni uczestnicy wyprawy grają w piłkarzyki, ping-ponga lub spacerują, my odsłaniamy tajemnicę trzeciej, wylosowanej dziś w minilotku liczby. 260 – tylu Polaków przyjechało do Kazania na Uniwersjadę. Ojciec Diogenes w trakcie jej trwania (od 3 tygodni) organizuje codziennie w ewangelizacyjnej wiosce na miejscu Eucharystię dla sportowców. Okazuje się, że żaden z 260 Polaków na Mszy św. jeszcze nie był! Zonk! Sic! Uh! Wprawdzie ze dwóch Polaków się tu przewinęło, ale na Eucharystii nie zostali. „Właśnie za taką Polskę jedziemy” – mówi o. Tomek. I ma świętą rację, bo jak to możliwe, że najwięcej tu pobożnych Meksykanów, Włochów i (wydawałoby się zlaicyzowanych) Hiszpanów, a żadnych rodaków znad Wisły? Żal.

Tym smutnym, ale motywującym do modlitwy akcentem finiszujemy. Dobranoc!

Bilans dnia:

– 2 godziny różnicy czasu

– 3 kontrole policji

– 260 mało pobożnych Polaków

Źródło: niniwateam.pl