• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

BOR pisze raport

Wtorek, 16 lipca 2013 (02:06)

To BOR odpowiada za bezpieczeństwo osób chronionych zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Incydent z jajkiem jeszcze raz odsłania bezwład tej formacji – podkreślają funkcjonariusze BOR, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”.

Do incydentu doszło w niedzielę po wyjściu Bronisława Komorowskiego z łuckiej katedry po Mszy św. ku czci ofiar UPA. Witając się z prezydentem, 21-letni mężczyzna wyciągnął nagle drugą rękę i rozbił jajko na ramieniu Komorowskiego. Sprawca nie został aresztowany i już wczoraj opuścił posterunek milicji.

Rzecznik milicji obwodu wołyńskiego Oksana Bliszczyk poinformowała wczoraj, że w sprawie wszczęto postępowanie karne za wybryk chuligański. Rzecznik stwierdziła też, że incydent nie ma żadnego związku z polityką. Ale nie sprecyzowała, czym młody człowiek motywował swój postępek. Za czyn chuligański ukraiński kodeks karny przewiduje karę grzywny do 50 minimalnych płac, areszt do sześciu miesięcy lub karę więzienia do lat trzech.

@_DATA:Napastnik znalazł się bardzo blisko prezydenta. Czy ochrona BOR zadziałała poprawnie? A jeśli nie, to czy wobec funkcjonariuszy Biura zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe. Dopytywane o to wczoraj Biuro unikało klarownej odpowiedzi, odsyłając do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W międzyczasie okazało się jednak, że to właśnie MSW czeka na wyjaśnienia Biura.

– Nigdy nie było takich planów, by minister Sienkiewicz miał się w tej kwestii wypowiadać – uciął w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Paweł Majcher, rzecznik resortu.

Do sprawy ustosunkowała się natomiast Kancelaria Prezydenta, która poinformowała, że wyjaśnienie incydentu, do jakiego doszło podczas wizyty Komorowskiego w Łucku na Ukrainie, leży po stronie ukraińskich służb porządkowych.

– Tego typu incydent musi wywołać refleksje zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej – stwierdziła szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek.

– Dla pana prezydenta i osób biorących udział w tych uroczystościach był to czas poświęcony upamiętnieniu ofiar zbrodni wołyńskiej, czas zadumy i modlitwy w duchu prawdy i wzajemnego przebaczenia. I niech tak zostanie – dodała.

Prezydencki minister Jaromir Sokołowski powiedział z kolei, że Bronisław Komorowski „jest zainteresowany tym, aby ta sprawa została wyjaśniona”. Zapewnił też, iż prezydent podczas wizyty czuł się bezpieczny i „nie miał poczucia istotnego zagrożenia”.

Ochrona popełniła błędy

Zgodnie z ustawą o BOR, funkcjonariusze Biura odpowiadają za zabezpieczenie VIP-ów zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.

@_DATA:– Oczywiście poza granicami kraju odpowiedzialność za organizację, za przygotowanie tego zabezpieczenia zgodnie z prawem danego kraju odpowiada strona przyjmująca, czyli w tym wypadku strona ukraińska, ale to nie zwalnia BOR od zapewnienia tego bezpieczeństwa z naszej strony – komentuje płk rez. Andrzej Pawlikowski, szef BOR w latach 2006-2007.

Jego zdaniem, incydent z jajkiem kompromituje całą formację. – W tym przypadku funkcjonariusze BOR współdziałali ze stroną ukraińską, realizując działania w jednym szyku ochronnym. Te działania były więc realizowane wspólnie. Jednak szyk nie był do końca ustawiony prawidłowo, co doprowadziło do tego, że do prezydenta mogła blisko podejść osoba postronna. Funkcjonariusze niewłaściwie realizowali zadania w szyku ochrony – ocenia Pawlikowski, tłumacząc, że wokół osoby prezydenta nie został utworzony zwarty pierścień, co stworzyło sytuację zagrożenia.

– W tym przypadku było to jajko. Ale równie dobrze mogło to być niebezpieczne narzędzie jak nóż, broń – ocenia Pawlikowski.

W jego ocenie, BOR powinno poważnie przeanalizować zdarzenie, a szefostwo Biura wyciągnąć konsekwencje służbowe wobec funkcjonariuszy pełniących obowiązki ochronne bezpośrednio przy prezydencie i wobec osób odpowiedzialnych za system szkolenia czy nadzór działań ochronnych.

– System zawodzi w całej rozciągłości, czego tragicznym przykładem była katastrofa smoleńska. Oczywiście poszczególni ministrowie spraw wewnętrznych zapewniają, że wyciągną odpowiednie wnioski i wdrożą system, który ma usprawnić funkcjonowanie BOR, ale kończy się tylko na zapowiedziach. Jak widzimy, rezultaty są takie, jakie są – mówi Pawlikowski.

Zgodnie z ustawą o BOR funkcjonariusz, który nie dopełnił w sposób właściwy swoich obowiązków, podlega karze, począwszy od nagany, po kary finansowe, zawieszenie w pełnieniu służby i ostatecznie – wydalenie ze stanowiska. W ocenie Pawlikowskiego, BOR powinno wszcząć wewnętrzne postępowanie wyjaśniające.

Z kolei zdaniem innego byłego funkcjonariusza BOR płk. rez. Jarosława Kaczyńskiego, postępowanie powinno toczyć się na szczeblu MSW.

– Było to bardzo poważne zagrożenie dla głowy państwa. Nie wolno tego bagatelizować. Dlatego – moim zdaniem – postępowanie powinno być wszczęte na wyższym szczeblu niż BOR – kwituje Kaczyński. Rzecznik resortu tłumaczy, że dziś trudno mówić o jakichkolwiek decyzjach. Do ministerstwa dotarł dopiero raport Biura Ochrony Rządu. Dokument jest analizowany.

Anna Ambroziak