• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

W rękach śledczego R.

Wtorek, 16 lipca 2013 (02:04)

Wiedzieliśmy, że nasz los zależy od prokuratora Mariana R. – zeznawał Jerzy Krakus, skazany w okresie stalinowskim. Generał Marian R., były naczelny prokurator wojskowy, jest sądzony za popełnienie zbrodni komunistycznych.

– Nigdy go nie widziałem. Ale bardzo wiele na jego temat słyszałem, będąc więźniem w pałacu Mostowskich i w więzieniu praskim na ul. Ratuszowej – mówił na procesie generała Mariana R. w sądzie wojskowym w Warszawie Jerzy Krakus.

– Miałem świadomość, jak wszyscy współwięźniowie, że los nasz jest zależny od prokuratora majora Mariana R., on decydował o naszym losie. Wiedzieliśmy, że jest ktoś taki, co wszystko trzyma w swoich rękach – dodał.

Krakus podkreślał, że R. „bardzo nie lubił polskiej młodzieży, która nie chciała nosić czerwonych krawatów, zielonych koszul, robił różne prowokacje w stosunku do tej młodzieży”.

– Ja jestem ofiarą takiej prowokacji. Główny oskarżony z mojej sprawy poszedł do ambasady amerykańskiej, tam poznał jej pracownika. Okazało się, że ten pracownik był agentem UB i kazał mu założyć nielegalną organizację. Później UB aresztowało nas wszystkich. Mnie i sześciu kolegów. To byli: Witold Nastiuszonek, Stefan Stryjkowski, Jan Rozbicki, Ryszard Konrad, Jerzy Krzemiński i Janusz Smoliński – wyliczał Krakus.

Oskarżono ich o członkostwo w organizacji o nazwie Nowa Armia Krajowa, która miała mieć cele podobne do Armii Krajowej.

– Urząd Bezpieczeństwa zrobił prowokację, żeby wyłapać tych ludzi, którzy byli niepewni politycznie, główny oskarżony zwrócił się do mnie i rozmawiał ze mną na temat tej organizacji, że on ma zamiar założyć organizację i że chce, żebym przystąpił – relacjonował świadek.

Krakus podkreślił, że kilku z nich było wówczas uczniami technikum budowlanego. On sam był harcerzem wychowywanym w duchu patriotycznym.

– Istniało powszechne przekonanie o możliwości wybuchu III wojny światowej. Chcieliśmy być kadrą żołnierską – mówił.

– Zostałem zatrzymany przez UB 18 lipca 1952 r. na ul. Kordeckiego, w mieszkaniu mojego kolegi szkolnego Stefana Stryjkowskiego. Poszedłem po tablicę logarytmiczną, a tam był już zastawiony kocioł – opowiadał.

Prowokacja przed wyrokiem

Krakus był przesłuchiwany przez kilku śledczych. Niektórzy nie stosowali wobec niego przymusu. Ale inni tak.

– Jeden przesłuchiwał mnie nocami, chciał mnie zamęczyć psychicznie, od nowa zadawał mi to samo pytanie: kiedy i w jakich okolicznościach przystąpiłem do nielegalnej organizacji. Znęcał się nade mną psychicznie, on mnie najwięcej i najdłużej przesłuchiwał, miał niepolskie nazwisko – mówił.

Wobec innych śledczy byli bardziej brutalni. – Smoliński był pobity, widziałem go na korytarzu – zaznaczył.

– Oskarżał nas prokurator Mieczysław Met, który z ogromną mściwością nazwał nas chwastami, i że trzeba nas bezwzględnie wytępić. Umarł w Izraelu w latach 70. – dodał Krakus.

Na początku lutego 1953 r. odbyła się ostatnia rozprawa. A przed wyrokiem UB zastosowało wobec nich jeszcze jedną wymyślną prowokację.

– Zostaliśmy zawiezieni do więzienia mokotowskiego, wprowadzili nas do celi, w której był mężczyzna, przedstawił się jako Aleksander Kamiński, mówił, że napisał książkę „Kamienie na szaniec”. Chciał się zorientować w naszych poglądach, powiedział, że jest skazany na karę śmierci. To był podstawiony konfident – podkreślał Krakus, tłumacząc, że dowiedział się o tym dużo później.

– Śledztwo zakończyło się na początku 1953 r., 11 lutego był wyrok, zarzuty były bardzo słabe, nic mi w zasadzienie nie udowodniono. Przyznałem, że wiedziałem o nielegalnej organizacji, ale z racji, że jej nie było, nie mogłem do niej przystąpić, zresztą 19 stycznia 1955 r. na posiedzeniu Sądu Najwyższego wyrok ten został całkowicie uchylony ze względu na brak cech przestępstwa. Dostałem odszkodowanie w 2011 roku – zeznał.

Sędzia dopytywał wczoraj o rolę oskarżonego. – Wiem, że R. przedłużał nam okres sankcji, matka była w mojej sprawie u prokuratora Mariana R. i kiedy powiedziała, że syn nic złego nie zrobił, nikogo nie zabił, pan prokurator krzyczał, że lepiej, żeby zabił. Bardzo przeżyła tę wizytę – powiedział.

Marian R. jest oskarżony o bezprawne przedłużanie aresztu kilkunastu działaczom niepodległościowym w latach 50.

– Oskarżony bezzasadnie przedłużał okresy aresztowań. Uczestniczył w prześladowaniach osób wcześniej działających na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Uczestniczył też w prześladowaniach osób o odmiennych poglądach politycznych, którym bezzasadnie przypisywano usiłowanie obalenia przemocą ustroju państwowego – przypomniała, odczytując akt oskarżenia przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie, prokurator pionu śledczego IPN Małgorzata Kuźniar-Plota.

IPN podkreśla, że generał R. jako zastępca szefa prokuratury wojskowej w okresie stalinizmu w latach 1951-1954 miał bezprawnie przedłużać areszt 17 więźniom politycznym, którzy należeli do takich organizacji niepodległościowych, jak Oddziały Pomocnicze Armii Krajowej, Obrońcy Korony, a także Podziemna Organizacja Wolność i Niepodległość, Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”.

Generałowi Marianowi R., byłemu stalinowskiemu prokuratorowi, grozi do 10 lat więzienia. Nie tyle nawet nie przyznaje się do zarzutów, co wręcz jest nimi zaskoczony. – Dowiedziałem się, że ludzie z moich stron nie mogą uwierzyć, że mam sprawę w sądzie – mówił dzisiaj w przerwie rozprawy, podkreślając, że był szefem PZPN i nie brał za to pieniędzy.

Zenon Baranowski