• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Tusk nie przekonuje

Poniedziałek, 15 lipca 2013 (02:05)

Analiza

Ten, kogo popiera Donald Tusk, nie wygrywa już wyborów. W Platformie Obywatelskiej topnieje poparcie dla polityki premiera.

Wybory prezydenckie w Elblągu, które Platforma Obywatelska przegrała, mocno uderzyły w wizerunek premiera Donalda Tuska. Okazało się, że nawet jego ogromne zaangażowanie w kampanię nie pomaga kandydatowi PO w odniesieniu zwycięstwa. W premiera zwątpili wyborcy, ale wątpi też coraz więcej członków partii.

Tusk był w Elblągu trzy razy, aby wesprzeć Elżbietę Gelert, ale skutki jego wizyt były mizerne. Co prawda kandydatka Platformy na prezydenta miasta zdobyła ponad 48 proc. głosów, ale ten stosunkowo dobry wynik nie jest – według działaczy PO – zasługą premiera.

– Gelert zyskała co najmniej 10 proc. głosów dzięki taśmom, jakie pojawiły się w internecie tuż przed drugą turą, a które miały zdyskredytować Jerzego Wilka z PiS – mówi nam członek PO z Elbląga.

– Taśmy na pewno nam pomogły, bo przecież Elżbieta Gelert po pierwszej turze miała bardzo dużą stratę do Wilka i wydawało się, że jest już po wyborach – dodaje.

Nasz rozmówca przyznaje, że nastroje w elbląskiej PO są dużo lepsze niż jeszcze kilka tygodni temu. Wtedy spodziewano się druzgocącej klęski, a sama Elżbieta Gelert, na co dzień dyrektor szpitala, też nie pałała entuzjazmem, gdy jej nazwisko zostało wpisane na listę kandydatów na prezydenta miasta. W Platformie mówiono nawet, że na prezydenturze jej nie zależy, że startuje niejako z obowiązku.

– Dopiero wtedy gdy Elblągiem zainteresowały się krajowe media, gdy miasto zaczęli „najeżdżać” wszyscy najważniejsi politycy, gdy Elżbieta Gelert została zdopingowana do walki przez premiera Tuska, nasza kandydatka zmieniła nastawienie. Ale na wygraną i tak nie liczyła. My zresztą też – stwierdza elbląski działacz PO.

Nic więc dziwnego, że gdy tuż po godz. 22.00 w niedzielę TVP podała sondażowe wyniki wskazujące na zwycięstwo Gelert, która miała dostać aż 56 proc. głosów, w PO wybuchła euforia. Szybko jednak ustąpiła miejsca rozgoryczeniu, gdy do biura partii zaczęły spływać informacje o faktycznych wynikach głosowania z obwodowych komisji wyborczych.

Dla PO to zresztą nie jedyny cios w Elblągu. Partia Donalda Tuska straciła także fotel przewodniczącego rady miejskiej. W piątek na to stanowisko został wybrany przez radnych Janusz Nowak z SLD. Zastrzegł jednak, że nie oznacza to zawiązania koalicji PiS – SLD w radzie, ale niewykluczona jest współpraca radnych PiS z lewicą przy ważnych głosowaniach, co zapewniałoby prezydentowi Jerzemu Wilkowi, który już oficjalnie przejął urząd, poparcie większości radnych.

Odbić Warszawę

Przykład Elbląga jest „zaraźliwy”, bo także w innych miastach zbierane są podpisy pod wnioskiem o odwołanie lokalnych władz przed upływem kadencji. Najgłośniejsza jest kampania zmierzająca do odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodniczącej PO.

Kolejne referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta odbędzie się prawdopodobnie we Włocławku. Tam grupa inicjatywna chce odwołania prezydenta Andrzeja Pałuckiego z SLD i zebrała już większość wymaganych podpisów. Mieszkańcy chcą dymisji Pałuckiego, oskarżając włodarza miasta m.in. o kiepską politykę gospodarczą, skutkującą coraz wyższym bezrobociem we Włocławku, nadmierne podwyżki opłat i podatków lokalnych, a także nepotyzm oraz partyjniactwo.

Czar prysnął

Choć wybory w Elblągu miały charakter lokalny, to jednak dla PO i PiS było to starcie prestiżowe. Ponieważ bardzo mocno w tę kampanię zaangażowali się liderzy obu partii, wystawiając cały swój autorytet, wynik wyborów można śmiało określić także jako zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego i porażkę Donalda Tuska.

Porażkę tym boleśniejszą, że przecież Elbląg, choć administracyjnie znajduje się w województwie warmińsko-mazurskim, geograficznie należy do Pomorza i był dotąd uważany za matecznik Platformy Obywatelskiej (wcześniej, przed powstaniem PO, wybory wygrywał tu SLD).

Strata Elbląga jest więc bolesnym ciosem dla Tuska, który na pewno nie pomoże mu w umocnieniu władzy w Platformie. Oficjalnie – bo co mu w tej sytuacji pozostaje – Tusk jest zadowolony z wyniku Elżbiety Gelert.

W rozmowie telefonicznej podziękował jej „za odwagę i walkę w wyborach na prezydenta Elbląga”. Oficjalny optymizm zachowują też inni wysocy działacze partii. Rafał Grupiński, szef klubu parlamentarnego PO, powiedział nawet, że przegranej w Elblągu „nie można traktować jako porażki”.

Bo przecież różnica głosów była niewielka, a najważniejsze jest to, że Gelert „odbudowała zaufanie do Platformy”. A poseł Małgorzata Kidawa-Błońska uznała, że mieszkańcy Elbląga już wybaczyli Platformie błędy, jakie doprowadziły do referendum i odwołania poprzednich władz miasta z PO.

Ale wśród wielu członków PO nastroje są zupełnie inne. Na władze partii spływa wiele słów krytyki. Jarosław Gowin, który rywalizuje z Tuskiem o fotel przewodniczącego partii, od razu wytknął premierowi, że porażka w Elblągu to skutek tego, iż Platforma walczyła tam o lewicowy elektorat, a nie konserwatywnych wyborców. I choć słowa byłego ministra sprawiedliwości można traktować jako wyborczą retorykę, to jednak uderzenie jest celne.

– Okazało się, że czar premiera już nie działa. Jeśli Tusk nie pomógł wygrać wyborów naszej kandydatce w Elblągu, gdzie przecież grupa wyborców PO jest bardzo duża, to świadczy o tym, że premier nie przekonuje już nawet naszych zwolenników – mówi poseł Platformy.

Głos przeciw Tuskowi

Oficjalnie nikt w PO takich opinii nie wypowiada, ale w poufnych rozmowach słychać powątpiewania w strategię szefa partii i rządu. To zaś powoduje, że rośnie grono zwolenników Gowina. Kilku parlamentarzystów, z którymi rozmawialiśmy, a którzy nigdy nie zaliczali siebie do grupy Jarosława Gowina, przyznaje, że zastanawiają się, czy jednak nie oddać na niego głosu w wyborach na przewodniczącego PO.

– Gowin i tak nie wygra, ale może zabrać sporo głosów Tuskowi – spekulują.

– Poprą go ci członkowie partii, którzy są rozczarowani polityką premiera. Dla nich to głosowanie jest bardziej głosowaniem przeciwko Tuskowi niż za Gowinem. Chcą w ten sposób skłonić premiera do zmiany polityki, bo inaczej PO czeka klęska w kolejnych, ale już ogólnokrajowych wyborach – tłumaczą parlamentarzyści.

I powołują się na spotkania z członkami Platformy, jakie odbywają w swoich okręgach wyborczych. Podczas nich padają często podobne opinie. Niedawno poseł PO Paweł Olszewski przepowiadał, że Jarosław Gowin może liczyć co najwyżej na 2-3 proc. głosów w partyjnych wyborach.

Podobne zdanie mają także inni znani politycy PO, którzy bagatelizują znaczenie wpływów Gowina w partii. Jednak kolejne porażki Platformy obciążają konto Tuska i część członków PO będzie chciało za to pokazać premierowi czerwoną kartkę. 10 proc. głosów na Gowina jest więc coraz bardziej realne. Dla Tuska zdobycie mniej niż 90 proc. głosów byłoby zaś prestiżową porażką.

Krzysztof Losz