• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Problemy NINIWA Team

Niedziela, 14 lipca 2013 (15:35)

 

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Pawła Stryjewskiego z 72. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię

Jeśli Twoim zdaniem ostatnie dni nie obfitowały w wystarczającą ilość ekscytujących przygód, to dzisiaj mamy dla Ciebie prawdziwy thriller! Bierz popcorn i siadaj wygodnie przed ekranem komputera.

Po opuszczeniu Moskwy policja nie nękała już nadmiernie naszych cyklistów, a jeśli już, to ukazywała się tylko w dobrym świetle (a to jakaś darmowa eskorta, a to całonocna ochrona przed miejscowymi zbirami i niedźwiedziami). Drogówka postanowiła jednak dać jeszcze o sobie znać, zanim ekipa opuści granice Rosji.

Jak już wczoraj wspominałem, grupa wyjechała z Nowosybirska o godzinie 22.30. Włączyli sobie lekki film pt. „Dzień świra” i odprężyli się przed całonocną jazdą. Licznik wskazywał 40 kilometrów, kiedy zaczęły się kłopoty. W pewnej chwili w bocznym lusterku pojawił się radiowóz, który nakazał zjechać im na pobocze. Nie popełnili żadnego wykroczenia, była to po prostu rutynowa kontrola albo tak mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Kierowcy zostali zaproszeni do policyjnego samochodu. Wszystko wyglądało bardzo zwyczajnie. Po jakimś czasie stróże prawa zwrócili dokumenty, pożegnali się i uciekli, ledwie trzasnęły drzwi radiowozu. Lekko zdziwieni kierowcy wrócili do autokaru, przejrzeli dokumenty, przetarli oczy ze zdumienia, po czym przejrzeli je jeszcze raz. Brakowało dowodu rejestracyjnego! Bez niego nie było mowy o dalszej jeździe. Pomyłka? Ważny powód tłumaczący cel tej kradzieży? A może zorganizowana akcja mająca na celu wlepienie im mandatu kilkadziesiąt kilometrów dalej za jazdę bez dowodu rejestracyjnego?

W Polsce taka sytuacja jest nie do pomyślenia, ale to jest zupełnie inny świat i coś takiego jest na porządku dziennym. We wcześniejszych relacjach ktoś pisał, że rosyjska drogówka to jedna wielka mafia. Ojciec Tomek mówił przez telefon, że nie są to przesadzone słowa, autentycznie tak jest.

Chcąc nie chcąc, trzeba było zjechać z pobocza na najbliższą stację benzynową i zastanowić się, co dalej. Jakby tego było mało, na tym krótkim, kilkusetmetrowym odcinku awarii uległa skrzynia biegów! Jednym słowem, kierowcy mieli  „przekichane”. Mimo to ich postawa zasługuje na szacunek i uznanie. Przez cały czas potrafili zachować spokój i opanowanie w tej nietypowej sytuacji. Jednocześnie naprawiali usterkę i wydzwaniali na policję w celu odzyskania zabranych dokumentów. Nie trwało to krótko. Zanim udało im się dodzwonić, zdobyć numer odpowiedniego oddziału i nakłonić policjantów z innej zmiany, aby przywieźli im dokumenty, była już 5.30 nad ranem. Zabawa ze skrzynią biegów zajęła im 4,5 godziny.

Ojciec Tomek podkreślał, że są pełni podziwu dla swoich kierowców za ten wyczyn. Daleko, w obcym kraju, w środku nocy, mając tylu ludzi na głowie, potrafili cierpliwie i z głową dokonywać naprawy.

Nie zmienia to faktu, że przez absurdalne zachowanie policji stracili 7 godzin najlepszego czasu jazdy... Na całej trasie, którą przemierzają, jest tylko jedna, bardzo długa droga, dlatego w dzień pojawiają się na niej korki, przez co wolniej się jedzie. Planowy powrót w czwartek, 18 lipca, o godzinie 18.00 stoi pod dużym znakiem zapytania. Wszystko zależy od tego, jak sprawnie pójdą kontrole na granicach. Uczestnicy zapewniają nas, że robią, co w ich mocy, lecz nie wszystko zależy od nich.

Jazdę udało się wznowić. Dzień rozpoczął się porannymi modlitwami, a potem, z okazji trzynastego dnia miesiąca, uczestnicy wyprawy obejrzeli film o objawieniach w Fatimie. Chyba stwierdzili, że dwa klasyki polskiej komedii podczas jednej pielgrzymki to za dużo, bo nie wrócili do rozpoczętego wcześniej „Dnia świra”. O 10.00 zatrzymali się na stacji benzynowej, gdzie, o dziwo, spotkali swojego kolegę z rosyjskich dróg, pana Uve z Niemiec! Minęli go przed wjazdem do Kazania. W tym czasie oni dojechali nad Bajkał i do Wierszyny, a on posunął się naprzód o mniej więcej 2000 kilometrów. Przypominam, że jest dziennikarzem, więc mam trochę inne priorytety podczas jazdy niż NINIWA Team i nie jest ograniczony ŻADNYMI datami, coś pięknego!

Autokar dojechał bezpiecznie do Omska o godzinie 16.00 i na dzisiaj było to wszystko, co dało się wycisnąć. Jeśli chodzi o samą jazdę, to dzisiaj przeważały tereny „lasostepu”, jak to określił o. Tomek, czyli płasko, bardzo wietrznie i pełno drzew. Nocują w domu Caritas „Dobre Dzieło”. O 17.30 została odprawiona Eucharystia w kaplicy. Najbardziej popularnymi zajęciami tego wieczoru były spanie, zwiedzanie miasta i kąpiele w rzece Irkuck. Miasto jest bardzo podobne do wielu innych już odwiedzonych (Irkuck, Czelabińsk, Nowosybirsk). Nie uderza już tak czystością i porządkiem jak Kazań, ale jest bardzo ładne.

Bilans dnia:

– 1 podstępna kradzież dokumentów

– 7 godzin nieprzybliżających śmiałków do domu

Źródło: niniwateam.pl