Irlandia za zabijaniem
Sobota, 13 lipca 2013 (02:08)Stosunkiem głosów 127:31 irlandzki parlament zalegalizował aborcję.
Wprowadzając proaborcyjne przepisy, deputowani jednoznacznie sprzeciwili się woli narodu, który w ostatnich pięciu ogólnokrajowych referendach jednoznacznie domagał się utrzymania ochrony życia człowieka od momentu poczęcia na dotychczasowym poziomie.
Zgodnie z nowymi przepisami lekarze będą mogli zabić dziecko nienarodzone, jeśli jego matka będzie miała myśli samobójcze. Za zgłoszonym przez rząd premiera Endy’ego Kenny’ego projektem ustawy głosowało 127 deputowanych, 31 było przeciwnych.
Głosowanie w parlamencie odbyło się 30 minut po północy, po bardzo burzliwej i przeciągającej się debacie. Wstępnie pierwsze głosowanie planowane było na środowe popołudnie, jednak dyskusja oraz głosowanie nad poprawkami przeciągnęły się do czwartku nad ranem. Po przerwie debata znów przedłużyła się aż do późnych godzin nocnych.
Żeby ustawa stała się obowiązującym prawem, musi ją jeszcze zatwierdzić izba wyższa irlandzkiego parlamentu, w której koalicja rządowa ma większość.
– Walka nie jest jeszcze przegrana. Nawet jeśli ustawa zostanie uchwalona, Kościół może wspierać wysiłki na rzecz innych opcji – powiedział prymas Irlandii ks. kard. Sean Brady przed parlamentarnym głosowaniem.
Dzień wcześniej do wszystkich deputowanych i senatorów trafił list Episkopatu, w którym wyrażono sprzeciw wobec projektu dopuszczającego aborcję. Biskupi podkreślali w nim, że jeśli ustawa zostanie przyjęta, radykalnie zmieni to kulturę i praktyki medyczne w Irlandii. Jak zauważyli, projekt już u swoich podstaw błędnie zakłada, że uśmiercenie dziecka jest właściwą odpowiedzią na myśli samobójcze matki. Nowe prawo stwarza też poważne moralne, prawne i konstytucyjne konflikty w dziedzinie wolności sumienia i wyznania.
Wprowadzenie dyscypliny partyjnej podczas głosowania krytykowali publicznie chociażby nuncjusz apostolski w Irlandii ks. abp Charles Brown, który przypomniał o konstytucyjnym prawie do wolności sumienia, a także ks. bp Denis Brennan.
– Podziwiam tych deputowanych, którzy pomimo masowej presji, by postępować zgodnie z linią partii, głosowali i nadal będą głosować zgodnie ze swoim sumieniem – powiedział.
Taką właśnie postawą wykazała się Lucinda Creighton, która zrezygnowała z teki wiceministra ds. europejskich. Jak oświadczyła, nie mogła poprzeć ustawy, która jest oparta na „skażonej logice” i bez uzasadnienia medycznego. Dodała, że nadal zamierza zostać członkiem rządzącej partii Fine Gael. Nie wiadomo jednak, czy nie zostanie z niej wyrzucona wraz z czterema innymi parlamentarzystami tego ugrupowania, którzy również złamali dyscyplinę partyjną.
W czasie poselskiej debaty pod budynkiem parlamentu przez całą noc gromadzili się przeciwnicy skandalicznej ustawy. Manifestacje przeciwko legalizacji aborcji odbyły się także w wielu innych częściach Irlandii.
– Niewinne oczy nienarodzonych dzieci wypatrują naszego daru miłości w postaci ochrony – powiedział ks. bp Brendan Leahy w czasie czuwania modlitewnego w Limerick.
Aborcja ma być dozwolona w przypadku, gdy zagrożone jest życie matki. Przy czym za „zagrożenie” może zostać uznane domniemane ryzyko popełnienia przez matkę samobójstwa. Parlamentarzyści przeciwni liberalizacji prawa starali się zmienić te uderzające w bezbronne dzieci przepisy. Zgłoszono w sumie 165 poprawek, jednak koalicja wszystkie odrzuciła.
Według obowiązujących obecnie przepisów lekarz w sytuacji zagrożenia życia zawsze stara się uratować zarówno matkę, jak i dziecko z zaznaczeniem, że priorytetem będzie pacjent, który rokuje większe szanse na przeżycie (z reguły jest to matka). Nowe zapisy można interpretować jako zwolnienie lekarzy z obowiązku ratowania dziecka. Ustawa nie określa, do którego tygodnia życia dziecka aborcja będzie możliwa. W dokumencie napisano jedynie o możliwości pozbawienia życia osoby nienarodzonej (unborn), którą definiuje się jako istotę od momentu zapłodnienia do narodzin.
Jak podkreślają komentatorzy w Irlandii, nowa ustawa jest pierwszym krokiem do wprowadzenia tzw. aborcji na żądanie. Przyznają się do tego lewicowi politycy. Poseł Aodhan O’Riordain z otwarcie popierającej ten proceder Partii Pracy nazwał wprowadzone przepisy „punktem wyjściowym” do dalszej ich liberalizacji. – Jak już dotarliśmy do tego miejsca, to teraz możemy zacząć – stwierdził O’Riordain tuż po głosowaniu.
Łukasz Sianożęcki