Szczucie na narodowców
Czwartek, 11 lipca 2013 (02:12)Do nienawiści i przemocy wobec narodowców nawołuje w internecie Janusz Palikot.
Areną szczucia jest tym razem znany również z wielu antykościelnych tekstów i kryptoreklam parówek portal należący do Tomasza Lisa.
Skompromitowany fatalnym, niemal ujemnym wynikiem wyborczym w Elblągu polityk próbuje desperacko odrobić straty wśród tych, którzy się nim znudzili. Na swoim blogu opublikował wpisy, w których nie tylko obraża osoby o poglądach narodowych, ale przede wszystkim podżega do przemocy wobec nich i wobec ich bliskich.
„Sfotografujemy mordę za mordą. Wywiesimy plakaty tam gdzie żyją. Tam ich powiesimy Będziemy na nich pluć, wsadzać do więzienia, gnębić w miejscu pracy. Niech czują się słabi, niech się boją. Wyśmiejemy ich, ich znajomych, ich bliskich” – oto fragment wpisu Palikota.
Po wypowiedziach Donalda Tuska i Bartłomieja Sienkiewicza (minister spraw wewnętrznych, mówił m.in. o liczeniu „sztuk” środowiska odpowiedzialnego rzekomo za rasistowskie akty), przestrzegających przed eskalacją zjawiska „faszyzmu”, ultralewicowy polityk – dodatkowo na przegranej pozycji i pozbawiony społecznego poparcia – postanowił najwidoczniej na nowo wejść do debaty mainstreamowej, tym razem strasząc faszyzmem. Jego pełne nienawiści i agresji słowa mogą prowokować do aktów przemocy wobec osób, które mają inny światopogląd niż on.
– Język Janusza Palikota żywcem przypomina retorykę, którą posługiwano się w minionych epokach: dobie stalinizmu czy w okresie stanu wojennego. Jest to stylistyka Urbana i komunistycznych aparatczyków. Palikot wpisuje się w ten nurt: podżega, nawołuje do nienawiści, obraża. Z Urbanem łączy go antykatolickość i antypolskość. Jest to styl uprawiania polityki, który zasadza się na rdzeniu myśli marksistowskiej, czyli na walce z wrogiem, którego należy zniszczyć, napluć na niego, powiesić. Ważne jest to, że taki język pozwala na jednoznaczne określenie, do jakich wzorców najbliżej jest tym, którzy nawołują do walki i nienawiści – komentuje ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk, kierownik Zakładu Katolickiej Nauki Społecznej UAM w Poznaniu, wykładowca w WSKSiM.
Jednocześnie zauważa, że słowa Palikota nie są wypowiedziami prywatnymi, ale publicznymi – formułowanymi na łamach prasy, portalach, w telewizji. Dostęp do nich ma wiele osób.
– Rodzi się pytanie, czy żyjemy w państwie prawa gwarantującym poszanowanie dobrego imienia i wolności osobistej obywateli. Jest to niestety pytanie retoryczne, ponieważ jak widać nie od dzisiaj, pełne agresji wypowiedzi ludzi takich jak Janusz Palikot pozostają bez reakcji instytucji państwowych odpowiedzialnych za ochronę praw obywatelskich. Asymetrycznie skonstruowana debata publiczna pozwala na znieważanie i prowokowanie zachowań agresywnych – podkreśla etyk.
Z kolei dr Hanna Karp, medioznawca z WSKSiM, dostrzega związek pomiędzy wzrostem poparcia dla PiS a falą tropienia przez polityków lewicy i mainstreamowych dziennikarzy „groźnych prawicowców”.
– Tzw. ustawiacze polskiej sceny politycznej, moderatorzy debaty publicznej próbują na nowo uaktywnić dawno zgraną już grę, czyli straszenie społeczeństwa. Nie tak dawno straszono PiS, Jarosławem Kaczyńskim, Smoleńskiem, wojną polsko-rosyjską. Dzisiaj, kiedy już lewica pokroju Palikota widzi, że to nie działa, straszą „faszyzmem”. Można nawet powiedzieć, że osiągnęli wyższy stopień walki ideologicznej. Przypomina to postępowanie tonącego, który chwyta się brzytwy, ponieważ ta metoda również nie przyniesie pożądanego skutku – ocenia dr Karp.
W jej przekonaniu, mnożące się komentarze wieszczące w Polsce rosnące zagrożenie faszyzmem, są również związane z legitymizacją takich ludzi jak major Zygmunt Bauman i usprawiedliwianiem komunizmu, które ostatnio na nowo dochodzi do głosu.
– Społeczeństwo jednak ma coraz większą świadomość i sądzę, że kroki podejmowane przez ludzi takich jak Palikot, nawołujący do agresji wobec narodowców, są rozpaczliwą próbą odwrócenia tego procesu budzenia się Narodu. Jest to działanie godne politowania. Myślę, że będzie się jednak nasilać. Wygrane przez PiS wybory w Elblągu, a zwłaszcza przyznanie koncesji dla Telewizji Trwam są solą w oku mainstreamu – zarówno polityków, jak i mediów – uważa medioznawca. W jej przekonaniu, Palikot rozpaczliwie szuka jakiegoś punktu zaczepienia, aby odbić się od dna.
Paulina Gajkowska