NIK z dala od Rady
Środa, 10 lipca 2013 (02:06)Koalicja rządowa wsparta przez posłów lewicy chroni Krajową Radę Radiofonii i Telewizji przed kontrolą NIK.
Szef Rady twierdzi, że KRRiT prawa nie złamała, ale na kontrolę się nie zgadza pod pretekstem obrony konstytucyjnej autonomii tej instytucji.
Posłowie z sejmowych komisji: ds. Kontroli Państwowej oraz Kultury i Środków Przekazu, mieli wczoraj głosować nad wnioskiem Prawa i Sprawiedliwości o przeprowadzenie kontroli drugiego procesu koncesyjnego na pierwszy multipleks (MUX-1), jaki KRRiT rozpisała 27 grudnia ubiegłego roku. Tego zadania miałaby się podjąć Najwyższa Izba Kontroli. Wnioskodawcy podkreślali, że kryteria, jakimi Rada ma się kierować przy rozdzielaniu koncesji, są niejasne i dlatego wymagają sprawdzenia przez NIK.
Jednak posłowie Platformy Obywatelskiej protestowali przeciwko tym zapisom, wskazując, że ten konkurs jeszcze trwa. Ich zdaniem, przedmiotem kontroli mógłby być co najwyżej pierwszy konkurs, który KRRiT ogłosiła 5 stycznia 2011 r. i w tym też roku rozstrzygnęła.
Wobec tego posłowie PiS zaproponowali zmianę tekstu uchwały: miała ona dotyczyć obu konkursów. I gdy wydawało się, że zostanie to zaakceptowane, nastąpił pat. Bo posłowie najpierw zgodnie przyjęli tytuł uchwały odnoszący się do obu konkursów, ale chwilę potem koalicja rządowa razem z posłami SLD i RP odrzuciła poprawkę poseł Barbary Bubuli (PiS) dotyczącą kluczowego artykułu 1 uchwały, który właśnie mówił o zakresie kontroli NIK.
W tej sytuacji treść uchwały nijak się miała do jej tytułu. Barbara Bubula próbowała ratować sytuację i powagę komisji. Zaproponowała zgłoszenie wniosku mniejszości zgodnego z jej poprawką. Ale wspomniana wcześniej większość posłów poparła wniosek Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej (PO), szefowej komisji kultury, aby przerwać obrady.
– Przerwijmy głosowanie, posłowie nie wiedzą, co głosują – twierdziła Śledzińska-Katarasińska. Nie zgodził się z tym Mariusz Błaszczak (PiS), przewodniczący Komisji ds. Kontroli Państwowej. Przekonywał, że odczytywał treść uchwały i poprawek, posłowie wiedzieli, nad czym głosują, i ich wola była decydująca w podejmowanych rozstrzygnięciach.
– Gdy posiedzenie komisji zostanie wznowione, zgłosimy nowe poprawki do projektu uchwały – powiedziała „Naszemu Dziennikowi” poseł Bubula.
– Będziemy zmierzać do tego, aby kontrola NIK objęła pierwszy konkurs na MUX-1, ten z 2011 roku. Wyjdziemy tym samym naprzeciw postulatom Platformy. Zobaczymy, jak PO wtedy zagłosuje – stwierdziła Barbara Bubula.
Kontrola potrzebna
Od początku obrad było jasne, że PO nie chce wpuszczenia inspektorów NIK do biura KRRiT. Poseł Mariusz Witczak zgłosił nawet projekt uchwały o odrzucenie propozycji PiS. Ale nikt go nie poparł, a nawet sam wnioskodawca wyszedł wcześniej z sali i nie głosował.
Julia Pitera (PO) dziwiła się, że obie komisje zbierają się w sprawie wniosku do NIK. Przekonywała, że w grudniu ub.r. posłowie zgłaszali różne wnioski o kontrole Izby, także te dotyczące konkursu na MUX-1.
– Po co więc zbieramy się w tej konkretnej sprawie? Czy jest normą zwoływanie posiedzenia komisji dla każdego tematu, który zdaniem posłów powinien być skontrolowany? – pytała Pitera.
– NIK robi kontrolę na zlecenie Sejmu, stąd projekt tej uchwały. Sejm takiej kontroli nie zgłosił – odpowiedział Błaszczak.
Wiesław Motyka, dyrektor departamentu strategii Najwyższej Izby Kontroli, zaznaczył, że przeprowadzenie jakiejkolwiek kontroli może NIK zlecić tylko cały Sejm, podejmując odpowiednią uchwałę – tak stanowią przepisy Konstytucji.
– NIK nie może z własnej inicjatywy ani na wniosek grupy posłów tego zrobić – podkreślił dyrektor Motyka. – Dziwię się, że pani poseł zapomniała treść tego artykułu – powiedział do Pitery przewodniczący Błaszczak.
Wniosek u Kopacz
Elżbieta Kruk (PiS) przypomniała, że w biurze marszałek Sejmu Ewy Kopacz leży ubiegłoroczny wniosek obu komisji o skontrolowanie postępowania KRRiT podczas pierwszego konkursu. Marszałek do tej pory nie poddała go pod głosowanie na posiedzeniu plenarnym Sejmu.
Dlatego opozycja była zdziwiona pretensjami Teresy Piotrowskiej (PO), wiceprzewodniczącej komisji kontroli, że PiS nie wnioskuje o kontrolę pierwszego konkursu na MUX-1. I poparła Julię Piterę, że kontrola drugiego konkursu powinna być przeprowadzona po jego zakończeniu. W odpowiedzi poseł Bubula przedstawiła odpowiednie poprawki do projektu uchwały, które szły naprzeciw tym żądaniom, ale i tak zostało to odrzucone.
Krytycznie do pomysłu kontroli NIK podchodzi przewodniczący KRRiT Jan Dworak. Bezskutecznie do poparcia wniosku namawiał go Zbigniew Kuźmiuk (PiS).
– Przedstawiciele Krajowej Rady twierdzą publicznie, że nie mają sobie nic do zarzucenia. Powinni poprosić Sejm o wystąpienie do NIK o kontrolę – argumentował Kuźmiuk.
W odpowiedzi Dworak przekonywał, że Rada kontroli się nie boi, ale skierowanie NIK do kontrolowania konkursów przeprowadzanych przez KRRiT byłoby złamaniem norm konstytucyjnych.
– Wkraczanie innej instytucji w samo jądro kompetencji przyznanych Krajowej Radzie jest niedopuszczalne – powiedział Dworak. Jego zdaniem, wystarczającą kontrolę nad Radą sprawują sądy administracyjne, prokuratura.
– Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie jest instytucją stojącą ponad prawem. Kontrole NIK nie są ingerencją w porządek ustrojowy, a wyrok wojewódzkiego sądu administracyjnego dotyczy tylko kwestii proceduralnych – odpowiedziała Małgorzata Sadurska (PiS).
Z kolei Beata Kempa (SP) wskazywała na art. 4 i 5 ustawy o NIK, gdzie zapisano kontrolę gospodarki finansowej KRRiT. To NIK robi z urzędu. Ponadto na zlecenie Sejmu Izba może przeprowadzić też kontrolę działalności Rady.
– Skoro mogą być kontrolowane niezawisłe sądy, a mają one autonomię budżetową, to kontrola KRRiT jest jak najbardziej uzasadniona – mówiła Kempa. I wskazywała, że inspektorzy NIK – tak jak to było często w przypadku innych ustaw – mogą zalecić parlamentarzystom po takiej kontroli dokonanie również zmian w ustawie o Krajowej Radzie.
– Choćby w kwestii dotyczącej braku jasnych kryteriów przy przydzielaniu koncesji. To powinno być podejmowane w transparentnych warunkach, ale skoro zawodzą ludzie, musi to być zwarte w przepisach – mówiła poseł Kempa.
Przewodniczący Błaszczak przypomniał, że w 1999 r. Krajowa Rada była dodatkowo kontrolowana przez NIK na wniosek Sejmu. Tak więc obecny projekt nie jest żadnym precedensem. Ale to też nie spowodowało zmiany decyzji PO.
Co z tymi częstotliwościami?
Przy okazji dyskusji o działaniach KRRiT wróciła wczoraj sprawa częstotliwości dla Radia Maryja. Jan Dworak polemizował z zarzutami o. dr. Tadeusza Rydzyka CSsR, dyrektora Radia Maryja, który we wczorajszym wywiadzie na łamach „Naszego Dziennika” mówił o tym, że katolicka rozgłośnia jest gorzej traktowana niż komercyjne stacje radiowe, ponieważ do tej pory nie otrzymała wszystkich należnych częstotliwości, aby mogła emitować sygnał w całym kraju.
Przewodniczący KRRiT przekonywał, że Rada zrealizowała prawie wszystkie wnioski Radia Maryja w sprawie przydziału częstotliwości. Ojciec Tadeusz Rydzyk przypomniał, że już w 1999 r. była uchwała NIK, która stwierdziła, że Radio Maryja ma słabszy zasięg niż inne ogólnopolskie stacje radiowe. I Izba nakazywała przekazanie katolickiej stacji niezbędnych częstotliwości.
– Do dzisiaj to nie jest zrobione. I dlatego w tym znaczeniu mówię, że jesteśmy dalej dyskryminowani – powiedział o. Tadeusz Rydzyk.
Natomiast poseł Anna Sobecka zwróciła uwagę, że radia komercyjne otrzymywały prawo do emitowania sygnału o bardzo dużej mocy, dzięki czemu niewielka ilość nadajników zapewnia im pokrycie prawie całego kraju, a Radio Maryja miało 128 małych stacji, co zapewniało ponad 60 proc. pokrycia kraju.
Krzysztof Losz