• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Platforma boi się rozliczenia nieudolnych rządów

Poniedziałek, 8 lipca 2013 (19:39)

Z senatorem Bolesławem Piechą, wiceministrem zdrowia w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Senatorze, wygrana w Elblągu to sygnał, że PiS może rządzić samodzielnie w Polsce…?

– To jednoznaczny sygnał, że PiS idzie w górę. Zasadniczo sprawdzają się przypuszczenia socjologów, że nasza oferta programowa jest dobra, że naszym programem przekonujemy do siebie nawet taki elektorat, z jakim mamy do czynienia w Elblągu. Przypomnę, że miasto to najpierw pozostawało pod silnym oddziaływaniem postkomunistycznej lewicy, a ostatnio uchodziło za bastion Platformy Obywatelskiej na północy kraju. Po transformacji ustrojowej w Polsce PiS nigdy dotąd nie udało się zwyciężyć w Elblągu. Widać przestał działać wytworzony przez mainstreamowe media mechanizm straszenia PiS-em niczym czarownicą. Knowania nie przynoszą rezultatu, a PiS nie jest już postrzegane przez niektórych obywateli, którzy głowy mają zaśmiecone różnymi zagrywkami PR-owskimi, jako straszak. PiS nikomu nie zrobiło krzywdy w czasie swoich rządów. Natomiast jeżeli ktoś może mieć jakiekolwiek pretensje, to osoby uwikłane w korupcję, z którą walczyliśmy i – jeśli dojdziemy do władzy – nadal będziemy walczyć. Nikt nie kazał im przecież przyjmować łapówek, była to ich świadoma decyzja korupcyjna, za którą trzeba ponieść konsekwencje. Jeżeli w Elblągu udało nam się wygrać, to jest to także bardzo prawdopodobne w całej Polsce.

Co do zwycięstwa jest Pan przekonany, czy jednak PiS jest w stanie rządzić samodzielnie?

 – Jesteśmy na fali wznoszącej. Jeszcze trochę i nasz cel, a więc samodzielne rządy w Polsce, zostanie osiągnięty. Jesteśmy na to przygotowani. 

Powróćmy jeszcze do Elbląga, dlaczego wyborcy postawili na kandydata PiS?

– Byłem w Elblągu dwa razy i znam nowo wybranego prezydenta Jerzego Wilka. Przede wszystkim jest to człowiek miejscowy, związany z Elblągiem od wielu lat, doskonale znany lokalnej społeczności. Wieloletni radny, człowiek, który działa społecznie – przypomnę prowadzi spółdzielnię dla niewidomych, a więc podejmujący się trudnego zadania. Zasadniczo jest to człowiek, który poświęcił się dla tego miasta i ludzie to docenili. Rozmawiałem z mieszkańcami Elbląga i muszę powiedzieć, że wielu ludzi bardzo dobrze kojarzyło Jerzego Wilka. Wiarygodny człowiek, a jeżeli do tego dodamy bardzo dobry program partii, to nie należy się dziwić, że zyskał poparcie większości. Nie pomogły żadne działania ani premiera Tuska, ani sił lewicowych, tym samym nie spełnił się sen PO, że i tak wszyscy będą przeciwko PiS. To nie wypaliło, Jerzy Wilk był po prostu dobrym kandydatem, a PiS rzetelną formacją, która daje podstawy zaufania i pozytywnego myślenia przeciętnemu elblążaninowi zarówno co do zamierzeń lokalnych: drogi, praca, jak i  również co do wsparcia działań ponadregionalnych, jak chociażby słynna Mierzeja Wiślana. Idea przekopania Mierzei i utworzenia toru żeglugowego odżyła na nowo po „zabetonowaniu” pomysłu przez rząd Donalda Tuska, który uznał projekt za niepotrzebny. Tymczasem jest to bardzo ważny element, który może sprzyjać rozwojowi tego regionu.

Jak ocenia Pan grę PO przed drugą turą wyborów w Elblągu, mam na myśli tzw. taśmy Wilka?

– To typowe działania przypominające znane z poprzedniej epoki poczynania esbeckie. To bardzo brzydka akcja, której można było się spodziewać po PO, ale że zostanie to wykorzystane przed drugą turą, to już inna historia. Widać partii Donalda Tuska zaczyna brakować merytorycznych argumentów, skoro ucieka się do tak brudnych metod. Tak czy inaczej nic nie złagodzi bardzo ciężkiej porażki PO w Elblągu, po prostu ta formacja bardzo źle rządzi, społeczeństwo polskie to widzi i ocenia.

Czy to może oznaczać, że PO, chcąc utrzymać się przy władzy, będzie uciekać się do podobnych metod?

– To, że Donald Tusk chce utrzymać się przy władzy za wszelką cenę, widać gołym okiem. To jest władza charakterem bliska ojcom, założycielom PRL-u, którzy raz zdobytej władzy nie mieli w zwyczaju oddawać, a jeżeli ktoś próbował po nią sięgnąć, to grozili, że odrąbią mu rękę. Może nie dosłownie, ale parafrazując słowa Józefa Cyrankiewicza, na to samo wychodzi. Tak czy inaczej mamy do czynienia z bardzo brzydką kampanią wyborczą, co świadczy, że Donald Tusk jest bardzo zdeterminowany, żeby władzy nie oddać. Po prostu PO boi się, że ktoś rozliczy te sześć lat nieudolnych rządów.

A zatem podczas ewentualnych przedterminowych wyborów na prezydenta Warszawy będziemy mieć bardzo brudną kampanię?

– Jestem o tym w stu procentach przekonany. Już się pokazywały jakieś niejasne doniesienia z Państwowej Komisji Wyborczej w sprawie nieczynnych spółek, prokurentów – typowe działania dla PO i ludzi, którzy dzisiaj kierują wywiadem, czyli służbami specjalnymi. Jest to bezwzględnie konglomerat wspólnego interesu. Służby to my! – śmiało może powiedzieć PO.

Nie obawia się Pan, że kolejne klęski PO sprawią, że wzmocni się koalicja antypisowska?

– Nie, nie obawiam się tego. Przeciwnie uważam, że koalicja antypisowska bezwzględnie mięknie. Polskie społeczeństwo ściągnęło założone mu przez PO i sprzyjające tej formacji media okulary, przez które widać było działania PiS jedynie w czarnych barwach. Ludzie znów zaczynają widzieć świat w normalnych kolorach. Powtórzę jeszcze raz, my przez dwa lata rządów nikogo nie skrzywdziliśmy, a wszystko, co ponadto, to robota tych, którzy obawiali się i wciąż obawiają sprawiedliwości. To przedziwne, że nie krzywdząc nikogo, można dorobić się tzw. gęby. To jedno z największych oszustw marketingu politycznego, z jakim mieliśmy do czynienia w Polsce po transformacji ustrojowej. Doklejono gębę, ale nie temu, co trzeba. Taką maskę noszą ludzie PO i ich naprawdę trzeba się bać.

Za chwilę kolejny sprawdzian – wybory uzupełniające do Senatu na Podkarpaciu. PiS znów mierzy w zwycięstwo?

– Będziemy nadal pracować i realizować swoje cele. Oczywiście będziemy sprzyjać naszemu kandydatowi, przypomnę byłemu senatorowi Zdzisławowi Pupie. To kolejny ważny etap w drodze po władzę w Polsce. Jestem przekonany, że i tym razem wygramy.

Najważniejsza będzie jednak batalia o Warszawę. W mateczniku PO, gdzie mamy do czynienia z kwintesencją elektoratu PO, każdy wynik, który zdeprecjonuje Hannę Gronkiewicz-Waltz, będzie totalną klęską i gwoździem do politycznej trumny ugrupowania Donalda Tuska.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki