• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Franciszku, przybądź do sanktuarium Stworzenia

Poniedziałek, 8 lipca 2013 (09:20)

List ks. Stefano Nastasiego, proboszcza parafii San Gerlando w Lampedusie, do Ojca Świętego Franciszka

 

Ojcze Franciszku,

Witaj między nami! Pozwól, że na początku Twojej Piotrowej posługi przywitam Cię w imieniu całej wspólnoty, która żyje na Lampedusie: najdalszym skrawku Włoch i Europy, geograficznie oddalonym od Rzymu i innych stolic europejskich i tylko w ostatnich latach medialnie nagłośnionym przez fakt, że wyspa ta stała się Samarytaninem ludzkości.

Nasze spotkanie ze światem emigrantów przybywających z Południa, szczególnie z Afryki, wytworzyło wielki dynamizm, zrodziło zdumienie, oczywiste zamieszanie i wstrząs. Ojcze Święty, nasza wyspa z projektu Stwórcy jest sercem Morza Śródziemnego, naturalnym miejscem spotkania ludów i mieszka na niej wspólnota zdolna, aby w sposób niewyobrażalny dać wyraz zadaniom wynikającym z obowiązku przyjęcia przybysza. Gościnność i zdolność do dzielenia się tym, co się posiada, stały się naszym ewangelicznym znakiem bycia prorokiem i wierzymy, że staną się ziarnem dobroci kształtującym historię ludzkości.

Z pewnością dla tych, którzy przyzwyczaili się do mierzenia świata skalą geograficznych map, ziemia ta jest niewielka, jednakże pokazaliśmy, że można ją powiększyć, kiedy tylko historia nasiąknięta cierpieniem i nadzieją tego od nas wymaga. Ziemia ta, która jest niewielką skałą Afryki lub Włoch – jest to nieważne, ponieważ cała ziemia jest Stwórcy – poprzez wydarzenia, których doświadczyliśmy, jest dla nas obrazem Nieba. Dla emigrantów dopływających do naszego brzegu ten kawałek białej ziemi jest jakby wymarzoną oazą nadziei, o której śnili w czasie gorzkiej i milczącej przeprawy przez morze; jakże często stawała się ona bramą miłosierdzia – to dla tych, dla których mare Nostrum okazało się monstrum – potworem, światem porzucenia, miejscem okropnych lęków, grobem zamiast matczynym łonem.

Dla wielu z nich w czasie trudu przeprawy jedynie busola, jaką jest ludzkie serce, wskazywała gwiazdę polarną. Płynące łzy, które na zawsze pozostawią ślad na twarzach tych, którzy zostali uratowani z morskich fal, opowiadają o słońcu i o soli morskiej wody, mówią o ciele drżącym z zimna i o głodzie, a jednocześnie przywołują obraz pełen nostalgii rodzinnych krajobrazów i ziemi, którą – tak wierzą – że tylko czasowo, a nie bezpowrotnie, opuścili. Poszukiwanie lepszej przyszłości dla siebie i dla swych dzieci, ucieczka przed prześladowaniem depczącym godność ludzkiej duszy, jeszcze wcześniej niż ciało, to główne przyczyny, które dały im odwagę, aby rzucić się w nieznane.

Teraz dla tych, którzy przybywają do brzegu, łzy te to początek historii, jeszcze niejasnej, która otwiera się przed nimi, wraz z otwartą, przyjacielską dłonią wyciągniętą w ich kierunku, wraz z braterskim uściskiem lub też zwyczajnie wraz z tymi, którzy w ciemności nocy stali się światłem, aby błądzący nie zagubili drogi i nie zginęli bezpowrotnie. Łzy emigrantów, które mieszając się z naszymi łzami, zraszają tę ziemię i czynią ją żyzną. Łzy te przywołują mi też obraz innych łez, zamkniętych wewnątrz murów watykańskiej sali, która jako pierwsza oglądała oblicze nowego Biskupa Rzymu. Oczyma serca dostrzegam, jak łzy płynące z Twoich oczu w momencie wyboru mieszają się ze łzami milionów mężczyzn i kobiet, poniewieranych w każdym zakątku ziemi, ze łzami osób żyjących w nędzy i opuszczeniu.

Być może także Twoje łzy są teraz łzami tego, który jako syn emigrantów, urodzony daleko, na nowo wraca do miejsca swoich początków. Twoje łzy nie są jednak tylko Twymi, są one także i naszymi; są to łzy tych, którzy żyją na tej wyspie i którzy codziennie zmagają się z rzeczywistością bycia ostatnimi w znaczeniu geograficznym, lecz pierwszymi w wymiarze solidarności, dzieląc się tym, co się posiada, z tymi, którzy są najubożsi wśród ubogich i którzy nie posiadają już niczego lub wszystko utracili: ojczyznę (ziemię), rodzinę, godność, imię. Twoje zaproszenie, aby być Kościołem ubogim i ubogich, o wiele bardziej niż dla ubogich, obliguje nas, aby przyjąć nowy styl życia również w tym miejscu, gdzie Ewangelia staje się Życiem i Słowo staje się Ciałem za każdym razem, kiedy to doświadczenie spotkania z innymi w pełni nas angażuje.

Nam, mieszkańcom Lampedusy, przyszło doświadczać tego, o czym pisze św. Paweł, apostoł narodów, który w pełni doświadczył tego, co znaczy być emigrantem: wielokrotny rozbitek, zmagający się z morskimi falami, przemierzający bezkresy pustyni, wystawiony na pułapki ludzi pozbawionych wszelkich skrupułów: „A my, którzy jesteśmy mocni, powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne” (Rz 15, 1). Słowa te stały się dla nas sakramentem spotkania ludów i kultur, które w wędrówce życia dobiły do naszych brzegów.

Ojcze Święty, nasza wspólnota, ostatni skrawek Europy i pierwsza brama dla przychodzących z Południa, zaświadcza o swojej bliskości w modlitwie i łączy się z wszystkimi cierpiącymi dla dobra Ewangelii. Jesteśmy granicą bez granic, łonem rodzącym nadzieję, ludźmi słabymi, którzy na co dzień zmagają się z niebezpieczeństwem morza, lecz równocześnie uczniami pragnącymi świadczyć trudem i miłością o Chrystusie. Wierzymy w słowa nieodżałowanego biskupa Tonino Bello i naszego biskupa don Franco: „tym, którzy nie znają nic innego jak tylko znak siły, należy ukazać siłę znaków”. Wtedy to dopiero doświadczymy prawdziwej wiosny, co więcej – ona już przyszła.

Ojcze Święty, nasza wspólnota życzy Ci dobrej drogi i prosi Cię z pokorą, abyś towarzyszył nam modlitwą, tak abyśmy mieli odwagę „iść”, „budować”, „wyznawać”, dzieląc się bratersko radościami i smutkami z tymi, których spotkamy, przede wszystkim z zagubionymi. I zapraszamy Ciebie, abyś odwiedził to sanktuarium Stworzenia, gdzie tysiące emigrantów, bez ojczyzny i bez imienia, na nowo odzyskują nadzieję na jutro w przyjacielskim bezpieczeństwie dnia dzisiejszego. Ojcze Święty, serce Morza Śródziemnego czeka na Ciebie.

don Stefano Nastasi,

proboszcz parafii San Gerlando

Lampedusa, 23 marca 2013 r.

Tłumaczenie: o. Kasper M. Kaproń OFM