Śmierć w poczekalni
Poniedziałek, 8 lipca 2013 (08:45)Centrum Onkologii w Bydgoszczy, jedyna w województwie specjalistyczna placówka lecząca chorych na nowotwory, ogranicza przyjęcia. Szansę na wizytę u specjalisty straci miesięcznie 270 pacjentów.
Pacjenci bydgoskiej placówki znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Z uwagi na wielkość kontraktu podpisanego na ten rok z Narodowym Funduszem Zdrowia, Centrum postanowiło, że od tego miesiąca będzie ściśle trzymać się limitów przyjęć.
W praktyce oznacza to znaczące ograniczenie liczby przyjmowanych pacjentów i długie oczekiwanie na terapię, w tym roku dla nowych pacjentów już niemal nieosiągalne. Doktor nauk medycznych Zbigniew Pawłowicz, dyrektor Centrum, nie chciał w piątek zabierać głosu w tej sprawie. Z dotąd wskazywanych szacunków wynika, że miesięcznie placówka będzie przyjmować o blisko 270 pacjentów mniej.
– Nie mam wątpliwości, że wina za zaistniałą sytuację leży po stronie NFZ. Mówimy tu o chorobie niecierpiącej zwłoki w leczeniu, w której parametr czasowy jest dużą szansą na wyzdrowienie. Nie można zawierać takich kontraktów, by skazywać tych ludzi na śmierć – mówi Anna Sobecka.
Poseł, która sama była niedawno pacjentem onkologii, postanowiła zainteresować sprawą prokuraturę. Zawiadomienie o możliwości popełnienia wykroczenia trafiło do Prokuratury Rejonowej w Toruniu Centrum-Zachód.
– W przypadku tej choroby liczy się każda godzina, co potwierdzają statystyki, mówiące, że co roku z powodu choroby nowotworowej umiera blisko 100 tysięcy ludzi. Czyli to tak, jakby umarło miasto – dodaje poseł.
W jej ocenie, ograniczanie przyjęć z powodu wyczerpania limitów z NFZ nie jest żadnym wytłumaczeniem, bo każdemu świadczeniobiorcy należy się z mocy prawa pomoc w zakresie ochrony zdrowia oraz życia i nie może być ona w żaden sposób arbitralnie ograniczana.
Jak wskazuje Irena Kozicka, wiceprezes Toruńskiego Stowarzyszenia „Amazonki”, do tej pory pacjentki mogły liczyć na to, że jeśli zgłoszą się do Centrum, zostaną przyjęte. Teraz muszą czekać na wizytę w wyznaczonym terminie.
– Chodzimy do szkół, mówimy o samobadaniu, apelujemy, by przekazywać tę wiedzę mamom, babciom. Tylko co z tego, że ktoś wybada sobie guz piersi, skoro nie ma leczenia? A wcześnie wykryty nowotwór jest uleczalny. Jeśli ktoś ma czekać pół roku na wizytę, to potem okaże się, że jest za późno. A to może oznaczać dłuższe i bardziej kosztowne leczenie: chemię, radioterapię i większą niepewność – tłumaczy Kozicka.
Centrum Onkologiczne w Bydgoszczy jest w województwie kujawsko-pomorskim jedyną specjalistyczną placówką zajmującą się leczeniem osób chorych na nowotwory. Tegoroczny kontrakt z NFZ był wyższy niż w latach ubiegłych (w 2010 roku 152 mln zł, w tym – 208 mln złotych).
Mimo posiadania wykwalifikowanej kadry lekarskiej, wolnych miejsc i specjalistycznego sprzętu pacjenci nie będą jednak przyjmowani z powodu braku finansowania. – Ta nowoczesna aparatura ma służyć ludziom. Ona nie może być tylko na pokaz. Ograniczenie przyjęć pacjentów skazuje ich na śmierć – podkreśla poseł Sobecka.
Polskie statystyki dotyczące uleczalności chorób nowotworowych to 25-30 proc., podczas gdy w krajach UE jest to ok. 50 proc., a w USA 75 procent.
Jan Ruszeja, rzecznik prasowy kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ, nie chce komentować zawiadomienia do prokuratury. Zapewnia, że kontrakt z Centrum podpisany na rok 2013 jest najwyższy w regionie.
– Ze swej strony regulujemy wszystkie nasze zobowiązania, także te zaległe, w miarę naszych możliwości finansowych – zaznacza. I dodaje, że NFZ trzyma się obowiązujących przepisów, choć ma świadomość, że potrzeby są duże. – Zdajemy sobie sprawę z tego, że potrzeby są znacznie większe, bo nowotwory są już chorobą cywilizacyjną. Tylko że nasze możliwości finansowe są implikowane przez to, co mamy do dyspozycji – przyznaje.
Marcin Austyn