NINIWA Team w Wierszynie
Niedziela, 7 lipca 2013 (20:14)
Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Wioletty Śliwki z 65. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię
Od samego rana w Wierszynie trwają przygotowania do jutrzejszej uroczystości. W ramach dnia wolnego nasi dzielni rowerzyści chętnie pomagają w pracach na parafii. Nikomu nie trzeba pokazywać, co ma robić, uzupełniają się nawzajem.
Mieszkańcy Wierszyny są dumni, że w swojej wiosce mogą gościć wspaniałych młodych ludzi, którzy pokonali prawie 8500 km z Polski, aby uczestniczyć w jutrzejszych uroczystościach. Są im wdzięczni, że poprzez swój nie lada wyczyn o Wierszynie mówi się teraz więcej. Nie jest to już tylko zapomniany punkt na mapie, a co najważniejsze - mieszkają tam wspaniali ludzie.
Tradycyjnie w pierwszej kolejności zdam relację, jak czuje się Hania. Z samego rana do szpitala pojechał odwiedzić Hanię ojciec Tomek razem z Ulą, Wojtkiem M. i Justyną. Hania wraca do zdrowia. Dziś sama zjadła obiad i czuła się na tyle dobrze, że mogła chodzić. Mówi, żeby się nie martwić jej zdrowiem, bo jest teraz więcej powodów do świętowania.
Wszyscy powinni skupić się na przygotowaniach do obchodów na 100-lecia kościoła w Wierszynie. Ojciec Tomek powiedział, że tak naprawdę to Hania poprzez swoją postawę jest największym świadectwem tegorocznej wyprawy. Fakt, że miała wypadek i nie mogła kontynuować wyprawy z wszystkimi, przyjęła z pokorą i prawdziwą miłością.
Niejedna osoba w tej sytuacji by się załamała, a ona wręcz przeciwnie, nie chce, aby inni absorbowali się jej osobą. Jej postawa jest naprawdę godna naśladowania. Pogodziła się z faktem, że miała wypadek i nie ma do nikogo pretensji, a wręcz przeciwnie.
Wypowiada się w żartach, że co z niej za pielgrzym, skoro teraz leży i ma podawane posiłki do łóżka. Z pewnością z takim nastawieniem do życia i pozytywną energią Hania szybko nabierze sił i wróci do pełni zdrowia, czego cały czas Hani życzymy i pamiętamy o niej w modlitwie.
Po dwóch godzinach wizyta w szpitalu dobiegła końca. Ojciec Tomek razem z Ulą, Justyną i Wojtkiem pojechali do szpitala pocieszyć Hanię, a tak naprawdę to oni zostali pocieszeni przez Hanię. Wracali do Wierszyny pokrzepieni jej dobrą i pozytywną energią. Krzysiek i Mateusz, którzy towarzyszyli Hani w szpitalu, wrócili z Ojcem Tomkiem do Wierszyny. Teraz z Hanią są Justyna i Ula.
Przed powrotem do Wierszyny Mateusz z Krzysiem musieli jeszcze wrócić po swoje rzeczy do kościoła Księży Werbistów, gdzie nocowali. Po drodze spotkali biskupa z Irkucka, który zaprosił ich na obiad. Jak widać, na każdym kroku nasi rowerzyści spotykają się z życzliwością innych osób, którzy całkiem bezinteresownie niosą pomoc.
Takim przykładem jest przede wszystkim zaprzyjaźniony Władimir z ekipy filmowej. To właśnie on zawiózł ojca Tomka i pozostałych do szpitala. Należy przy tym wspomnieć, że podróż w jedną stronę zajęła im 3 godziny. Władimir na pożegnanie kupił dla wszystkich rowerzystów orzechy, daktyle i chleby, które zabrali do Wierszyny. Ojciec Tomek powiedział o Władimirze, że Pan Bóg im go z Nieba zesłał, bo miał go już tam dość.
W czasie gdy ojciec Tomek odwiedzał Hanię w szpitalu w Wierszynie, trwały przygotowania do jutrzejszych obchodów 100-lecia kościoła w Wierszynie, w których brali udział pozostali członkowie NINIWA Team. Podczas nieobecności ojca Tomka opiekę nad grupą już po raz kolejny przejął Mateusz Majchrzak. Nasi rowerzyści dziś mogli sobie pozwolić na dłuższy wypoczynek. Wstali dziś o godz. 9.00. Następnie o godz 10.00 poszli do Domu Polskiego w Wierszynie, gdzie pomagali w przygotowaniach.
Dziewczyny pomagały w kuchni, a chłopacy rozstawiali scenę, rozwieszali bannery reklamowe. Całością dyrygował ojciec Karol. Przed obiadem wszyscy udali się do plebanii, aby zrobić wspólne pranie.
Następnie o godz. 14.00 był obiad, który przygotowały gospodynie z Wierszyny. Po obiedzie nastąpił krótki odpoczynek. Wszyscy czekali na ojca Tomka, aż wróci ze szpitala, aby odprawić nabożeństwo. O godz. 18.00 odbyła się Msza św. w kościele.
Po Mszy św. nasi rowerzyści udali się do Domu Polskiego, aby przeprowadzić spotkanie podsumowujące tegoroczną wyprawę. Każdy z uczestników tradycyjnie dzielił się swoimi przeżyciami. Nie odbyło się oczywiście bez wzruszeń i łez. Rowerzyści nie ukrywali wdzięczności wobec Boga i ludzi, których spotkali i nadal spotykają.
Tak naprawdę długo przyjdzie im zbierać owoce tegorocznej wyprawy i z pewnością podzielą się nimi z innymi. Po spotkaniu odbyła się wspólna kolacja. Głównym daniem był swojski chleb ze smalcem. Na stole królowała też przepyszna zupa warzywna i ulubione danie rowerzystów - makaron z serem i cukrem. Po kolacji wszyscy wrócili do pracy, a dokładnie przyszedł czas na dmuchanie balonów. Przy muzyce serwowanej przez Dj Kuniola cała ekipa dmuchała balony. Gdy się już wypompowali, poszli spać. Przyszedł czas, aby zebrać siły na jutrzejszy dzień.
Wszyscy z niecierpliwością wyczekują na autobus z Kokotka. Na 12 godzin przed główną Mszą św. pozostało im jeszcze do przejechania 800 kilometrów. Mamy nadzieję, że zdążą na czas. Należy wspomnieć, że cały czas do Wierszyny dojeżdżają goście. Oprócz naszych rowerzystów przyjechało między innymi 12 studentów z Kielc, 17 studentów z Lublina z trzema księżmi. Ponadto samochodem z Gorzowa Wielkopolskiego przyjechały 2 osoby.
Praktycznie w większości dzięki tegorocznej wyprawie oraz codziennym relacjom umieszczanym w internecie o Wierszynie dowiedziało się dużo osób. Jak już wcześniej wspominałam, nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie ojciec Karol. To on rozsławił polską wioskę Wierszynę. Miałam dziś okazję osobiście porozmawiać z ojcem Karolem przez telefon. Jest on pod dużym wrażeniem naszych rowerzystów, którzy przyjechali do Wierszyny z Polski.
Dla ojca Karola to właśnie ci młodzi ludzie są największym świadectwem. Cieszy się, że może ich gościć u siebie. Z kolei nasi rowerzyści mówią, że są pod wrażeniem tej małej wioski liczącej ponad 500 mieszkańców. Nie sądzili, że zostaną przywitani z taką otwartością. Patrząc na mapę, mogłoby się wydawać, że jest to wioska zapomniana przez Pana Boga, gdzieś na końcu świata. Wręcz przeciwnie, Wierszyna tętni życiem, to tu jest prawdziwe źródło miłości. Podam prosty przykład, dwa dni temu ojciec Karol ochrzcił 17 dzieci.
Bilans dnia:
– odwiedziny Hani
– przygotowania do uroczystości
– 17 ochrzczonych dzieci
– tysiące balonów do nadmuchania
– swojski chleb ze smalcem
Nocleg:
Wierszyna
Przejechanych do tej pory kilometrów: 8461
Źródło: niniwateam.pl