• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Janowicz dotrzymał kroku mistrzowi

Piątek, 5 lipca 2013 (23:04)

Rozstawiony z numerem 24. Jerzy Janowicz odpadł w półfinale wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. Polski tenisista przegrał wieczorem ze Szkotem Andym Murrayem 7:6 (7-2), 4:6, 4:6, 3:6.

Londyńska widownia, która szczelnie wypełniła liczące blisko 15 tysięcy miejsc trybuny podczas pierwszego półfinału, wyraźnie zgłodniała. Trudno się dziwić, skoro Novakowi Djokoviciowi (nr 1) blisko pięć godzin zajęło pokonanie Argentyńczyka Juana Martina del Potro (7.) w pięciosetowym maratonie.

Spotkanie Janowicz – Murray rozpoczęło się dopiero o godzinie 19.20 (czasu polskiego)

Mecz od pierwszych wymian był popisem solidnego siłowego tenisa, choć nieco innych stylów. Po jednej stronie siatki potężny serwis i forhend wspierające dość agresywną grę Polaka, a przeciw niemu groźne strzały z bekhendu z tyłu kortu, będące głównym arsenałem defensywnej gry Murraya, potrafiącego również zdobywać bezpośrednio punkty podaniem.

W tej swoistej wymianie ciosów długo nikomu nie udawało się zdobyć przewagi, a przy braku przełamań doszło do tie-breaka. W nim o klasę lepszy był Janowicz, który odskoczył szybko na 4-2, zanim oddał rywalowi jedyne dwa punkty. Zdobył seta po 49 minutach, przy pierwszej okazji.

Jednak zaraz po tym na chwilę się zdekoncentrował, co kosztowało go utratę własnego podania na otwarcie. To był, jak się później okazało, jedyny zwrotny moment w drugiej partii. Mimo czterech break pointów, Polak nie zdołał odrobić straty, więc po godzinie i 33 minutach Murray wyrównał stan meczu, doprowadzając londyńską widownię niemal do ekstazy.

Ta jednak nieco przycichła, gdy w trzecim secie po raz pierwszy tego dnia Murray przegrał swojego gema serwisowego. Chwilę później na tablicy pojawił się wynik 4:1 dla Polaka.

Choć to była przewaga tylko jednego breaka, to jednak korzystna kolejność podań dawała 22-letniemu łodzianinowi dość pokaźną zaliczkę, przede wszystkim psychiczną. Jednak od tego momentu Szkot zaczął zdobywać punkty niemal jak natchniony, a w grę Polaka wkradły się nerwy i niepotrzebne błędy, wynikające z pośpiechu i presji.

Większości jego uderzeń brakło precyzji, a zawodzić zaczął go też pierwszy serwis. W wyniku  splotu wielu okoliczności przegrał kolejne pięć gemów i seta po dwóch godzinach i 17 minutach wyrównanej walki.

Grający w szkłach kontaktowych Janowicz wcześniej już zgłaszał sędziemu, że ze względu na pogarszającą się wieczorem widoczność powinien zostać zasunięty dach i zapalone światło. Jego sugestie zostały uwzględnione dopiero po zakończeniu trzeciej partii i wtedy została zarządzona 20-minutowa przerwa. Nie obyło się jednak bez ostrej wymiany zdań Murraya z sędzią głównym turnieju Andrew Jarrettem.

Zgodnie z procedurą tenisiści musieli się udać do szatni, warunki rozgrywania meczu zamieniono faktycznie na halowe, a po regulaminowej rozgrzewce grę wznowiono. Już w trzecim gemie Janowicz pozwolił się przełamać, a ponownie przegrał własne podanie w ostatnim gemie, przy pierwszym meczbolu, po dwóch godzinach i 52 minutach gry.

MM, PAP