Powtórzyć Paryż
Piątek, 5 lipca 2013 (02:00)Jerzy Janowicz zmierzy się dziś z Andym Murrayem w półfinale wielkoszlemowego Wimbledonu, w jednym z najważniejszych spotkań w historii polskiego tenisa i w ogóle polskiego sportu ostatnich lat. I choć faworytem będzie Brytyjczyk, to wyjdzie na kort z respektem i szacunkiem wobec młodego Polaka. Polaka, który jesienią ubiegłego roku pokonał go w turnieju w Paryżu, pierwszy raz skupiając na sobie uwagę tenisowego świata.
Murray to wielka gwiazda, tenisista z tytułami i milionami na koncie, uwielbiany i hołubiony na Wyspach. Rodacy wierzą, że wygra Wimbledon, co nie udało się brytyjskiemu tenisiście od 77 lat. Z tego powodu ciąży na nim ogromna, wręcz przygniatająca presja, choć sam przekonuje, że potrafi z nią żyć, bo towarzyszy mu od dzieciństwa.
Przed rokiem był blisko. Dotarł do finału, ale w nim nie poradził sobie z genialnym Rogerem Federerem. Szwajcarski specjalista od trawiastej nawierzchni pokazał Murrayowi, jak można i trzeba grać pięknie i skutecznie, a Andy lekcję odrobił.
Kilka tygodni później na tych samych kortach wygrał turniej olimpijski, wprowadzając sportowe Wyspy w euforię. Niedługo potem w ostatniej w roku imprezie Wielkiego Szlema, US Open, wreszcie okazał się najlepszy, pokonując Novaka Djokovicia.
Serbski lider rankingu zrewanżował się w finale styczniowego Australian Open, a te wszystkie wydarzenia, te wszystkie mecze i finały obrazują, z kim Janowiczowi przyjdzie się dziś zmierzyć. Murray gra w tenisa od trzeciego roku życia.
Jako ośmiolatek był świadkiem wielkiej tragedii – do jego szkoły wpadł szaleniec, który zastrzelił 16 uczniów i nauczycielkę. Te wydarzenia często mu się śniły. W wieku 15 lat postawił na tenis, wyjechał do Barcelony, gdzie szlifował talent w tamtejszej akademii.
Był zdolnym juniorem, a dziś fantastycznie radzi sobie w rywalizacji zawodowców. Brytyjczycy wierzą, ba, są pewni, że w tym roku wreszcie mu się powiedzie, że na londyńskiej trawie zatriumfuje, spełni marzenia i oczekiwania. Ale sam Janowicza się obawia.
I ma ku temu solidne podstawy. W listopadzie ubiegłego roku obaj spotkali się w trzeciej rundzie turnieju w Paryżu. Zdecydowanym faworytem był Murray, w drugim secie miał nawet piłkę meczową, lecz Polak ją obronił, po czym przejął inicjatywę i wygrał 5:7, 7:6 (7-4), 6:2.
– Wygrałem, bo walczyłem do końca. Zawsze walczę, nigdy się nie poddaję – powiedział łodzianin.
To była sensacja, to był szok, a od tego momentu trwa dobra passa Jerzyka, która zaprowadziła go do półfinału Wimbledonu i drugiej dziesiątki światowego rankingu. Dziś stanie przed szansą na dokonanie niemożliwego. Na awans do finału Wimbledonu, turnieju największego i najważniejszego z wszystkich. I choć nie będzie faworytem, może to uczynić, a jego zwycięstwo nie będzie tym razem gigantyczną sensacją.
Wiadomo już, że Agnieszka Radwańska nie zagra jutro w finale Wimbledonu. W półfinałowym thrillerze Polka przegrała z Niemką Sabine Lisicki 4:6, 6:2, 7:9.
Piotr Skrobisz