Trwa proces szkalowania polskich pilotów
Czwartek, 4 lipca 2013 (15:42)Z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem kilku rodzin ofiar katastrofy samolotu Tu-154M, rozmawia Izabela Kozłowska
Członkowie zespołu Macieja Laska zaprezentowali opinii publicznej zarzuty wobec załogi Tu-154M. Nie poznaliśmy nowych faktów, lecz powtórzono nam ustalenia sprzed dwóch lat...
– Zwróćmy uwagę, że raport komisji Jerzego Millera został oddany premierowi Donaldowi Tuskowi dwa lata temu. Problem tkwi przede wszystkim w tym, że zespół Macieja Laska nie uznaje faktów, iż od dwóch lat w śledztwie smoleńskim i materiałach nadesłanych z Rosji zaistniało szereg nowych okoliczności determinujących konieczność weryfikacji głoszonych dotychczas przez nich wniosków.
Jak ocenić fakt, że po raz kolejny winą obarcza się pilotów?
– We wspomnianym przeze mnie kontekście oczywiste jest to, że uciekają się do starych wniosków. Członkowie zespołu Laska nie tylko nie mają wiedzy, gdyż nie mają skąd jej mieć, ale również głoszą tezy mówiące, iż ich raport jest doskonały i nie należy go weryfikować. Dlatego oczywiste jest, że będą uciekali się do takich wniosków, na których ich raport się opiera. Stąd dalszy proces szkalowania polskich pilotów. Myślę, że na tym etapie ustaleń prokuratorskich, a także medialnych informacji, teza stawiana przez zespół dr. Laska już się przedawniła. Na podstawie obecnej wiedzy nie da się jej dłużej obiektywnie obronić. Dlatego też jeszcze bardziej oburza mnie fakt, że w dalszym ciągu ktoś na tego rodzaju uwagi sobie pozwala.
Zwracam uwagę, że od dwóch lat komisja Jerzego Millera, a obecnie zespół Macieja Laska, nie mają dostępu do istotnych materiałów zebranych w śledztwie. Przez ten czas nie zweryfikowano tego, co należało sprawdzić i uzupełnić. Mówię tu chociażby o kluczowej ekspertyzie przygotowanej przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna. Zespół Laska broni tez, gdyż nie ma innego wyjścia. Granicę dobrego smaku przekracza epatowanie brakiem odpowiedniego przeszkolenia załogi tupolewa, naruszaniem przez nią procedur.
Te okoliczności bardzo słabo korespondują ze znanym mi materiałem prokuratorskim, a także choćby z opinią, którą niedawno zasięgała prokuratura. Z posiadanej przeze mnie wiedzy nie widzę, aby wyszkolenie polskich pilotów miało Polsce przysparzać jakichkolwiek powodów do wstydu.
Wśród wielu przedstawionych czynników, mających wpływ na katastrofę smoleńską, pojawiło się ponownie nieodpowiednie przeszkolenie pilotów 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego...
– Dziwię się, że fachowcy, którzy na co dzień odpowiadają za stan polskiego lotnictwa, badający różne zdarzenia lotnicze, post factum stwierdzają tak szeroko idące – jak twierdzą – zaniedbania, przy braku wcześniejszej reakcji. Nasuwa się pytanie: jak wobec tego działa ten system kontroli? Państwowa Komisja bada wypadki lotnicze, ale jest to także organ, który ma pewne procedury współtworzyć i jak rozumiem, ma podnosić standardy. Jeśli stawiane przez zespół Macieja Laska tezy są prawdziwe, to eksperci lotniczy także powinni czuć się odpowiedzialni za istnienie ewentualnych zaniedbań i uchybień. Raz jeszcze podkreślę, nie znajduję dowodów, które pozwalałyby na potwierdzenie tych tez. Niewątpliwie, jeżeli już mówić o czynnikach ludzkich, należałoby wrócić do ustaleń dotyczących tego czynnika na lotnisku Siewiernyj. Jestem głęboko przekonany, co więcej znam dowody, które świadczą o tym, że ocena wpływu działań człowieka na katastrofę z 10 kwietnia 2010 roku powinna zdecydowanie dotykać przede wszystkim strony rosyjskiej.
Jaki jest cel istnienia zespołu Macieja Laska?
– Obecny zespół ma jedynie za zadanie tłumaczyć już wydany raport, o którym stwierdzono, że nie wymaga on weryfikacji. W moim przekonaniu, teza mówiąca tylko o tłumaczeniu jedynie słusznego dokumentu, jest stwierdzeniem kompletnie pozbawiającym ten zespół wiarygodności. Dlaczego? Dlatego że ci ludzie powinni zauważyć, iż przez dwa ostatnie lata strona rosyjska przekazała szereg nowych dokumentów, do których komisja nie miała szansy nigdy się odnieść. Obecny zespół buduje swoje tezy na ocenie – jak różne portale podają – od 2/3 do 3/4 materiału dowodowego w postaci wraku Tu-154M. Komisja twierdziła, że przebadanie całego wraku tupolewa nie jest niezbędne. W załączniku 13. do konwencji chicagowskiej, którą komisja przyjęła jako wzorzec do procedur, napisane jest: „należy w miarę możliwości zgromadzić, zabezpieczyć i poddać badaniu wszystkie dowody rzeczowe”. Tymczasem ta medialna komisja wypowiedziała się, że niezbadanie 1/4 czy 1/3 wraku nie jest problemem.
To świadczy o metodologii badań tej komisji i bardzo źle świadczy o wynikach jej pracy. Jeżeli ktoś nie sięga po dostępne materiały dowodowe, a upiera się, że ich przeprowadzenie jest zbędne, to stawia siebie poza nawiasem prawidłowości takich ustaleń.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Kozłowska