Śmierć Naczelnego Wodza
Czwartek, 4 lipca 2013 (08:56)Kalendarz polski codzienny
W niedzielę, 4 lipca 1943 r., samolot z premierem Rządu RP na Uchodźstwie i Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysławem Sikorskim spadł do morza krótko po starcie z lotniska na Gibraltarze. Zginął człowiek, w którym cała okupowana Polska pokładała nadzieje na wyprowadzenie nas z wojennej opresji. Nadzieje wyrażone w rymowance z wiosny 1940 r.: „Im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej”…
Można generałowi wiele zarzucić, na przykład „rozprawę z sanacją” w najmniej odpowiednim do tego miejscu i czasie, odsuwanie od służby oficerów „piłsudczyków”. Jednego jesteśmy jednak pewni: był rzecznikiem Polski suwerennej i integralnej terytorialnie, a w polityce uwzględniał nie tylko chłodną kalkulację, ale i uczucia ludzi, którzy mu zawierzyli. To właśnie te uczucia kazały mu postawić Sowietom „nierozsądne” politycznie pytanie: Co się stało w Lesie Katyńskim… Żądał, aby Międzynarodowy Czerwony Krzyż zbadał okoliczności i czas zbrodni. Tego Sowietom było za wiele, zerwali stosunki dyplomatyczne – z sojusznikiem!
Niestety, także naszym „aliantom” nie podobała się dociekliwość polskiego premiera. Narastał w Ameryce i na Wyspach kult wujka Joe, który właśnie pokonał Niemców pod Stalingradem. Alianci szykowali mu prezent w postaci zatwierdzenia stalinowskiego rozbioru Polski z września 1939 roku. Miało to nastąpić na konferencji w Teheranie, o czym Polaków nie informowano! Drugim prezentem będzie przekształcenie Europy Środkowej i Wschodniej w dominium sowieckie.
Generał Sikorski byłby tym planom przeciwny i nie pojechałby do Moskwy, jak jego następca Stanisław Mikołajczyk, z workiem pokutnym na głowie…
I to wszystko, co dziś można powiedzieć o przyczynach tzw. katastrofy gibraltarskiej. Reszty dowiedzą się nasi wnukowie po odtajnieniu dokumentów z archiwów brytyjskich. Za następne 70 lat?
Piotr Szubarczyk