• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Tak mataczy Tusk

Czwartek, 4 lipca 2013 (02:00)

„Nasz Dziennik” ujawnia

Kancelaria premiera ukrywa przed rodzinami ofiar informacje o prokuratorskich pismach kierowanych do niej w sprawie zwrotu dowodów. Po wyroku sądu trzy ważne dokumenty nagle się odnalazły.

Informacji o staraniach podejmowanych przez polskie organy władzy w sprawie m.in. zwrotu wraku rządowego Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem, domagało się kilkoro przedstawicieli rodzin ofiar, m.in. Beata Gosiewska i Jacek Świat.

Do kancelarii premiera wystąpił ich ówczesny pełnomocnik mec. Rafał Rogalski w piśmie z 20 kwietnia 2012 roku. Chodziło m.in. o udzielenie informacji w przedmiocie istnienia korespondencji „kierowanej przez polskich prokuratorów do Prezesa Rady Ministrów, rządu Rzeczypospolitej lub jego członków odnośnie przekazania stronie polskiej wraku polskiego rządowego samolotu Tu-154M nr 101”.

W piśmie z 13 lipca 2012 r. zastępca szefa Centrum Informacyjnego Rządu Grzegorz Szymański stwierdzał, że kancelaria premiera „nie dysponuje innymi informacjami żądanymi” we wniosku adwokata. Okazało się jednak, że po kwietniowym wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uznał, że premier niewłaściwie rozpatrzył wniosek Gosiewskiej o dostępie do informacji publicznej, kancelaria premiera nagle „odnalazła” stosowne dokumenty.

Zastępca szefa CIR Grzegorz Szymański – ten sam, który ponad rok temu twierdził, że żadnych dokumentów nie ma – 19 czerwca przyznał, że do kancelarii premiera wpłynęły jednak trzy pisma prokuratury adresowane do ówczesnego szefa KPRM Tomasza Arabskiego z lat 2010 i 2011 dotyczące właśnie kwestii zwrotu wraku polskiego samolotu.

– Początkowo było powiedziane, że nie posiadają takiej informacji, następnie stwierdza się, że posiadają. A musieli te pisma posiadać w chwili, kiedy wystosowałem swój wniosek – zwraca uwagę mec. Rafał Rogalski.

Centrum Informacyjne Rządu w swoim ostatnim liście przekazuje „znajdujące się w posiadaniu KPRM” pisma – zastępcy prokuratora generalnego, Naczelnego Prokuratora Wojskowego do szefa KPRM z 17 grudnia 2010 r., wojskowej prokuratury okręgowej z 10 kwietnia 2011 r. oraz prokuratora generalnego do szefa KPRM z 23 maja 2011 roku.

W pierwszym piśmie Krzysztof Parulski pisze do Arabskiego, że według wojskowej prokuratury okręgowej, prowadzącej śledztwo smoleńskie, „wszystkie szczątki samolotu” stanowić będą dowody w postępowaniu karnym. Dlatego należy „zminimalizować prawdopodobieństwo ich zniszczenia czy też uszkodzenia”.

Jak dalej stwierdza Parulski: „planowane jest bowiem, na dalszym etapie śledztwa (…) poddanie ich specjalistycznym badaniom przez biegłych z odpowiednich dziedzin”. Były szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej zwraca uwagę, że „przejęcia elementów” samolotu należy dokonać od strony rosyjskiej protokolarnie, a wszystkie czynności powinny być rejestrowane zapisem filmowym i fotograficznym.

Szef wojskowej prokuratury okręgowej płk Ireneusz Szeląg, oceniając wnioski o pomoc prawną rok po katastrofie, stwierdza, że „nie zostały zrealizowane postulaty o kluczowym znaczeniu dla czynności dowodowych we wskazanym śledztwie”.

Szeląg ocenia, że brak jakiejkolwiek reakcji strony rosyjskiej „nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia i stoi w sprzeczności z deklarowaną publicznie przez organy Federacji Rosyjskiej, prowadzące postępowanie w sprawie katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 r. – otwartością i gotowością do współpracy” z Polską.

– Widać z tego pisma, że już wtedy były problemy z pomocą prawną – ocenia Rogalski.

Rażącym przykładem tego postępowania ze strony organów rosyjskich jest dla prokuratora Szeląga brak przekazania aktów prawnych regulujących pracę rosyjskich służb kierowania ruchem powietrznym oraz „dowodów związanych z pracą Grupy Kierowania Lotami lotniska Smoleńsk-Siewiernyj dnia 10 kwietnia 2010 r. zapisy urządzeń rejestrujących tę pracę”. Prokurator podkreśla, że dowody te „mają znaczenie wręcz podstawowe”.

Dalej Szeląg stwierdza, że brak reakcji co do „realizacji postulatów zawartych w kierowanych przez stronę polską wnioskach o międzynarodową pomoc prawną może podlegać ocenie, jako naruszenie przez Władze Federacji Rosyjskiej Europejskiej konwencji o pomocy prawnej w sprawach karnych z dnia 20 kwietnia 1959 r.”.

Prokurator generalny Andrzej Seremet w piśmie z maja 2011 r. relacjonuje spotkanie z przedstawicielami rosyjskiego Komitetu Śledczego, na którym poinformowano go, że przekazanie wraku samolotu „nie nastąpi wcześniej niż po zakończeniu postępowania śledczego z możliwością uwzględnienia etapu sądowego”.

Dodaje, że „powołano się na względy prawne, tłumacząc, że takie regulacje ustawowe obowiązują w Federacji Rosyjskiej”. Seremet zaznacza, że przewodniczący Komitetu Śledczego z własnej inicjatywy „zaproponował przekazanie stronie polskiej elementu wraku po jego przebadaniu przez biegłych”. Chodziło o wykorzystanie go do budowy ewentualnego pomnika smoleńskiego, co nie spotkało się z aprobatą strony polskiej.

Odpowiedź CIR, nawet po wyroku NSA, nadal jednak jest lakoniczna i zawiera zwroty: kancelaria „nie posiada”, „nie dysponuje”. Na kluczowe pytania o warunki czy okoliczności zwrotu wraku stwierdza się, że „KPRM nie dysponuje umowami, porozumieniami lub uzgodnieniami dotyczącymi unormowania zasad lub warunków przekazania, w tym terminu, stronie polskiej przez stronę rosyjską wraku samolotu Tu-154M nr 101”.

Taki rodzaj polityki informacyjnej i podejścia do sprawy zwrotu wraku prezentowany przez premiera wywołuje oburzenie Gosiewskiej. – Oni nam przysyłali informacje, że premier tutaj udzielił wywiadu, że z kimś porozmawiał i okazało się, że żadnych decyzji nie podejmował – mówi wdowa po wicepremierze Przemysławie Gosiewskim. – Oni są w trudnej sytuacji, bo na piśmie dali zgodę Rosjanom, żeby ten wrak tam był – dodaje.

Gosiewska nie jest zadowolona z sądowych batalii o udzielenie informacji publicznej, które przynoszą mierne efekty. – My wszyscy i tak za to płacimy. A premier i tak robi swoje – tłumaczy Gosiewska, wskazując, że do opracowania kasacji do NSA kancelaria premiera wynajęła drogą kancelarię prawniczą, o czym miał według niej zdecydować sam Tomasz Arabski, były szef KPRM.

Rogalski przypomina, że po pierwszej lakonicznej odpowiedzi skierował sprawę do sądu administracyjnego ze względu na tzw. bezczynność organów dotyczącą udzielania informacji. – Skierowano skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego o uznanie bezczynności organu, sprawa została wygrana w pierwszej instancji, następnie kancelaria premiera złożyła skargę kasacyjną do NSA i przegrała tę sprawę, w efekcie została zobowiązana do odpowiedzi na postawione pytania i odpowiedziała – przypomina adwokat.

Zenon Baranowski