• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Polityka nie powinna wkraczać do NIK

Środa, 3 lipca 2013 (21:10)

Z mec. Januszem Wojciechowskim, byłym prezesem Najwyższej Izby Kontroli, posłem PiS do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak skomentuje Pan wyznaczenie kandydatury Krzysztofa Kwiatkowskiego na szefa NIK?

– Osobiście nie mam zarzutów wobec Krzysztofa Kwiatkowskiego, tym niemniej trzeba powiedzieć wyraźnie, że biorąc pod uwagę relacje wodzowskie panujące w Platformie Obywatelskiej jest to partyjny żołnierz oddelegowany na niezależne politycznie stanowisko. Obawiam się, czy Krzysztof Kwiatkowski będzie w stanie uwolnić się spod rozkazów PO i osobiście Donalda Tuska. Partia Donalda Tuska sięgnęła po swojego karnego żołnierza, w przeciwieństwie do PiS, które, będąc przy władzy i mając większość w parlamencie, postawiło na Jacka Jezierskiego, człowieka spoza sejmowych kuluarów, który nie był politykiem, tylko długoletnim pracownikiem NIK. Czy Krzysztof Kwiatkowski – żołnierz PO, będzie miał odwagę skrytykować, czy też w imię wyższego dobra postawić się „generałowi” Tuskowi? Mam spore wątpliwości, tego nie umiem powiedzieć. Na pewno nie będzie to łatwe. Tymczasem, czy się to komuś podoba, czy nie, rolą prezesa NIK jest być krytycznym, patrzeć rządowi na ręce.

Jakim cechami powinien odznaczać się szef NIK?

– Powinien być przede wszystkim odważny, niezależny i uczciwy. Odważny, bo krytyka władzy, docieranie do afer i ujawnianie nadużyć z wykorzystaniem majątku publicznego wymaga odwagi osobistej. Niezależny, bo nie może się kierować żadnymi interesami politycznymi takiej czy innej opcji, musi po prostu mówić prawdę, bez względu na to, komu ta prawda sprzyja, a komu nie. Musi go także cechować uczciwość, bo to, co stwierdza, musi uczciwie przedstawiać. Biorąc pod uwagę kandydaturę Krzysztofa Kwiatkowskiego i poparcie, jakie obok PO deklarują satelity tego ugrupowania, PSL, które w ciemno przyklaskuje wszelkim pomysłom Platformy, czy Ruchu Palikota, wszystko wskazuje na to, że może wygrać tę batalię. Jeżeli swoje ambicje skupi na samej NIK, to dobrze, natomiast jeżeli będzie próbował wykorzystywać izbę jako trampolinę do dalszej politycznej kariery, to skończy się to źle. Zależności polityczne Krzysztofa Kwiatkowskiego mogą mu przeszkadzać i to bardzo mocno w obiektywnym sprawowaniu funkcji prezesa NIK.

Wspomniał Pan, że poparcie dla kandydatury Kwiatkowskiego obok PO zapowiedziały PSL i Ruch Palikota, również SLD tego nie wyklucza. Koalicja się zatem poszerza…

– Powiedzmy sobie szczerze, że wymienione przez pana ugrupowania są to cisi sojusznicy PO. Choć nie znam jeszcze oficjalnego stanowiska, to sądzę, że PiS nie poprze kandydatury Krzysztofa Kwiatkowskiego. Jeżeli miałbym rekomendować, byłbym za niepopieraniem tej kandydatury i to nie z uwagi na osobę kandydata, ale na kontekst jego wystawienia. Tak jak już powiedziałem, jest to przedstawiciel karnych szeregów PO, któremu ciężko będzie się zerwać z platformerskiej smyczy. Mogłaby partia rządząca przynajmniej zachować pozory i pokusić się o wystawienie kandydata, który nie byłby tak jednoznacznie politycznie powiązany z obozem władzy.

Mówiąc to ma Pan na myśli swoją kandydaturę sprzed lat…?

– Owszem ktoś może cofnąć się 18 lat wstecz i szukać pewnych analogii z moim wyborem na prezesa NIK, ale chcę od razu powiedzieć, że ja nie byłem członkiem partii politycznej, która mnie rekomendowała, a przypomnę, że było to PSL. Nie byłem też karnym żołnierzem tego ani żadnego innego ugrupowania.

Pomijając fakt, że PO – jak wszystko wskazuje - będzie miała większość i bez kłopotu przepchnie swojego kandydata, czy mimo to PiS wystawi swojego kandydata i czy wiadomo już, kto to będzie?

– Moim zdaniem, PiS powinno wystawić swojego kandydata i będę do tego gorąco namawiał. Będzie to bowiem doskonała okazja, żeby zderzyć ze sobą w tej debacie różne wizje funkcjonowania NIK. Przy okazji trzeba powiedzieć, że PO wyrządziła NIK wielkie szkody. Weźmy chociażby ustawę z 2009 r., która zmieniła funkcjonowanie NIK i de facto bardzo osłabiła kontrolę państwową w Polsce. Mam na myśli chociażby zmiany dotyczące procedury kontrolnej, zmiany osłabiające niezależność NIK, m.in. poddanie izby kontroli prywatnych firm audytorskich. To wszystko sprawiło, że dzisiaj kontrola jest słabsza. Tymczasem NIK jest wciąż instytucją o wielkim potencjale, ale niestety kontroluje dziś słabiej niż przed laty. Została zburzona ustawa, którą przygotował śp. prezydent Lech Kaczyński. Bardzo żałuję, że jego dzieło jest cegiełka po cegiełce rozbierane. Powiedzmy sobie uczciwie, że niewiele było uregulowań prawnych, które były naprawdę dobre od początku do końca. Jednym z nich była właśnie ustawa o NIK. Kontrola w Polsce funkcjonowała wówczas naprawdę dobrze i na tle innych państw europejskich mieliśmy silną kontrolę państwową, o niebo lepszą niż ta, która jest w UE, którą sprawuje Europejski Trybunał Obrachunkowy. Ona niestety słabnie, bo koalicja PO - PSL zdewastowała procedurę kontroli w Polsce.

Może Pan podać jakieś przykłady tego osłabienia?       

– Kiedyś mieliśmy protokoły kontroli, dziś ich nie ma. Jest natomiast hybrydowe wystąpienie pokontrolne. Oceny stają się bardzo ogólnikowe, mało konkretne, co widać chociażby w kontroli budżetowej. Widać złe skutki tego, co z NIK zrobiła PO i PSL.         

Jaki powinien być nowy szef NIK?

– Zasada jest prosta. Jak już wspomniałem prezes NIK to ma być człowiek, którego nie lubią ministrowie, który pisze rzeczy często nieprzyjemne dla władzy. Prezes NIK to powinien być człowiek, który wychodzi przed kamery i bez ogródek mówi rzeczy nieprzyjemne dla władzy obojętnie, jaka ta władza by nie była. Powinien to być prezes, który zapewni profesjonalizm kontroli. To, co mówi prezes, i to, co trafia do Sejmu, instytucji państwowych czy do mediów z pieczątką NIK, to powinien to być dokument najwyższego zaufania. Jeżeli NIK wyda opinię, to nikt nie powinien mieć wątpliwości, że tak właśnie jest. Innymi słowy - powinno to być na tyle dobrze zrobione, żeby nie było kwestionowane. Zależy mi na tym, żeby NIK, niezależnie od tego, kto nią będzie kierował, żeby funkcjonowała dobrze. Tam są naprawdę świetni kontrolerzy, doskonali fachowcy, ta instytucja istnieje w tym kształcie od 1919 r., ale tradycje kontroli państwowej w Polsce sięgają Księstwa Warszawskiego. Są to zatem piękne tradycje i bardzo bym chciał, żeby NIK funkcjonowała dobrze, żebym jako były prezes tej Izby mógł powiedzieć, że jestem z niej dumny. Teraz niestety nie mogę tego powiedzieć, jestem też pełen obaw, że tak mocno polityczny kandydat może mieć problemy z przemianą z nadaktywnego polityka w niezależnego, obiektywnego głównego kontrolera Rzeczypospolitej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki