Janowicz pokonał Kubota
Środa, 3 lipca 2013 (20:34)Jerzy Janowicz po raz pierwszy wystąpi w wielkoszlemowym półfinale w turnieju na trawie w Wimbledonie. Rozstawiony z numerem 24. tenisista awansował po wygranej z Polakiem Łukaszem Kubotem 7:5, 6:4, 6:4.
Pierwszy w historii Wielkiego Szlema „polski ćwierćfinał” rozpoczął się kilka minut przed godziną 16.00 na Korcie Numer 1, drugim co do wielkości obiekcie przy Church Road.
Od początku meczu, zgodnie z przewidywaniami, obaj zawodnicy skupiali się na utrzymywaniu swoich podań. Mierzący 203 cm Janowicz dwoił się i troił, żeby poprawić swój rekord tegorocznego turnieju z trzeciej rundy, gdy zaserwował piłkę z prędkością 140 mil na godzinę (około 224 km/h). W czwartym gemie to osiągnięcie wyrównał, ale później nie zdołał go powtórzyć ani poprawić.
Natomiast Kubot konsekwentnie po udanych serwisach starał się chodzić do siatki, często też szukał okazji do ataku, wypracowując te akcje w trakcie wymian z linii głównej. Taktyki nie zmieniał, nawet jeśli nadziewał się na skuteczne minięcia rywala, co lubiąca styl „serwis-wolej” londyńska publiczność chętnie nagradzała brawami.
Przy stanie 5:4 Kubot nie zdołał wykorzystać dość nieoczekiwanej piłki setowej, ponieważ rywal obronił się po prostu asem. Natomiast przy 5:5 sam pozwolił się przełamać. To oznaczało otwarcie furtki dla 22-letniego łodzianina do zwycięstwa w pierwszej partii, co zrobił po 40 minutach.
W drugim secie 31-latek z Lubina miał trzy „break pointy”, dwa w czwartym i jeden w szóstym gemie. Jednak ich nie wykorzystał, a w siódmym gemie znów pozwolił się przełamać. Potem wyszedł co prawda na 4:5, ale chwilę później losy tej partii zabójczymi serwisami rozstrzygnął Janowicz.
Najbardziej zacięta walka toczyła się na początku trzeciego seta, w którym Kubot znów nie wykorzystał kilku „break pointów”. Jednak jego końcówka była kopią poprzedniego i znów przegrał serwis na 4:5. W kolejnym gemie łodzianin wykorzystał pierwszego z trzech meczboli, po dwóch godzinach i siedmiu minutach.
Chwilę potem do leżącego na trawie i płaczącego Janowicza podszedł Kubot, padli sobie w objęcia, a nawet – niczym piłkarze – wymienili się koszulkami. Razem też zeszli z kortu do szatni.
Mimo porażki Kubot wyjedzie z Londynu zadowolony, ponieważ zdobył tu 360 punktów, co pozwoli mu wrócić do czołowej setki rankingu ATP World Tour. Awansuje ze 130. miejsca na 62., a tym samym zapewnił sobie prawo startu bez kwalifikacji w kolejnym wielkoszlemowym turnieju US Open, który za siedem tygodni rozpocznie się w Nowym Jorku.
Natomiast Janowicz powiększył dorobek w Wimbledonie do 720 punktów i w najbliższym notowaniu będzie 17. na świecie (zyska pięć lokat). Ewentualny występ w finale to w sumie 1200 punktów. Mógłby być wtedy numerem 12.
MM, PAP