• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Stalinowiec tryska humorem

Wtorek, 2 lipca 2013 (02:00)

Ruszyły przesłuchania świadków w procesie byłego naczelnego prokuratora wojskowego generała Mariana R.

Instytut Pamięci Narodowej oskarża go o bezprawne przedłużanie aresztów kilkunastu więźniom politycznym, członkom organizacji niepodległościowych.

Akt oskarżenia wobec Mariana R. – byłego naczelnego prokuratora wojskowego, zastępcy prokuratora generalnego, szefa Urzędu Rady Ministrów w okresie PRL – jest obszerny. Liczy ponad sto stron.

– Oskarżony bezzasadnie przedłużał okresy aresztowań. Uczestniczył w prześladowaniach osób wcześniej działających na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Uczestniczył też w prześladowaniach osób o odmiennych poglądach politycznych, którym bezzasadnie przypisywano usiłowanie obalenia przemocą ustroju państwowego – mówiła, odczytując akt oskarżenia, prokurator pionu śledczego IPN Małgorzata Kuźniar-Plota przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie.

IPN podkreśla, że generał R. jako zastępca szefa prokuratury wojskowej w okresie stalinizmu w latach 1951-1954 miał bezprawnie przedłużać areszt 17 więźniom politycznym, którzy należeli do takich organizacji niepodległościowych jak Oddziały Pomocnicze Armii Krajowej, Obrońcy Korony, a następnie Podziemna Organizacja Wolność i Niepodległość, Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”.

Przesłuchani wczoraj pierwsi świadkowie nie stykali się bezpośrednio z Marianem R. Nawet nie znali jego nazwiska.

– Przecież nikt się nie przedstawiał skazanym, dopiero po 1990 r. dowiedziałem się o nazwiskach prokuratorów – mówi Stefan Kraszewski.

Mężczyzna został dwukrotnie skazany przez stalinowskie sądy za działalność „antysocjalistyczną” i próbę „obalenia siłą ustroju”. Spędził w więzieniu siedem lat.

– Stworzyłem organizację niepodległościową „W”, o czym zadenuncjował jeden z członków. Od początku do niczego się nie przyznawałem – relacjonuje Kraszewski w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

– Od samego początku byłem bity w śledztwie i na przesłuchaniach. Każdego wtedy bili. Umieszczony zostałem kilkakrotnie w karcerze – powiedział podczas rozprawy.

– Odsiedziałem około trzech lat z pierwszej sprawy, z drugiej z wyroku pięciu lat odsiedziałem około czterech i zostałem zwolniony przedterminowo, w grudniu 1954 r. wyszedłem na wolność – wylicza mężczyzna.

Drugi świadek Janusz Smoliński był członkiem Nowej Armii Krajowej.

– Krótko działaliśmy, szybko nas pozdejmowali, w 1952 r. wstąpiłem i zaraz zostałem aresztowany – zeznał.

Potem dowiedział się, że była to prowokacja Urzędu Bezpieczeństwa. Smoliński również zaznacza, że nikt im się nie przedstawiał i więźniowie nie znali wszystkich nazwisk.

– Miałem 2-3 razy przedłużany areszt. Pamiętam tylko, że prokurator, który mnie oskarżał, nazywał się Mieczysław Metz, dalej się zmieniali, nie przedstawiali się, a w przypadku sędziego Jędrzejowskiego nawet mnie zawiadamiali, że umarł. Zmarł w Izraelu, nie wiem, po co mnie zawiadamiali – powiedział były więzień polityczny.

– Chodziliśmy do szkoły, miałem wówczas 18 lat. Nie przyznałem się, zostałem skazany na 5 lat więzienia, bez amnestii. Prokurator powiedział, że się prowokacyjnie zachowuję i nie dostanę, amnestia dopiero po 2 latach zastosowana, siedziałem 20 miesięcy – zeznał świadek.

Janusz Smoliński dodał, że wyrok po odwilży październikowej został unieważniony. Sędzia Robert Gmyz okazał Smolińskiemu dokumenty zawierające decyzję o przedłużaniu jego aresztu.

– Tu jest pieczęć i podpis Mariana R. – wskazał. – Nigdy go nie spotkałem, dopiero w kwietniu, w sądzie – powiedział Smoliński.

Generałowi Marianowi R., byłemu stalinowskiemu prokuratorowi, grozi do 10 lat więzienia. Nie przyznaje się do zarzutów.

– W Urzędzie Bezpieczeństwa znalazłem się przypadkowo – tłumaczył. Jednak z jego życiorysu wynika, że w 1945 r. wstąpił do UB na ochotnika, potem trafił do prokuratury wojskowej. Nie kwestionuje swoich podpisów z dokumentacji.

– Nie kwestionuję – zeznał wczoraj. – Wysokie prawdopodobieństwo, że to jest mój podpis, te dokumenty podlegały moim czynnościom – stwierdził.

Do przesłuchania w sprawie R. pozostało 19 świadków. Ale rozprawa może trwać tylko trzy godziny i to z przerwami. – Muszę zarządzić przerwę, mam obowiązek – mówi w pewnym momencie sędzia Gmyz.

Tłumaczy, że takie są zarządzenia biegłych lekarzy ze względu na chorobę Mariana R. – Chociaż oskarżony wygląda bardzo dobrze – komentuje sędzia. I rzeczywiście R. w przerwie tryska humorem, opowiada rosyjskie dowcipy, kończące się puentą, że „trafił już do literatury” i ma dość fotografowania przez fotoreporterów.

Nie ma na co narzekać. Jeszcze do niedawna pobierał 6 tys. zł emerytury. Przed sądem stanął za drobne sprawy, choć jest to kwalifikowane jako zbrodnia komunistyczna.

W aparacie prokuratorskim żądał kar śmierci dla oddziałów antykomunistycznych, jak np. dla Władysława Ograbka i jego towarzyszy broni. W 1947 r. na sesji wyjazdowej Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie w Ostrowi Mazowieckiej oskarżał Władysława Kornelewskiego, żołnierza Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowego Związku Wojskowego, oraz jego adiutanta Henryka Olczaka, którzy zostali skazani na karę śmierci.

W 1951 r. domagał się kary śmierci dla Edwarda Szałańskiego, żołnierza NZW. Wyrok wykonano. Jak tłumaczył się w 2010 r. w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, „Pierwsze 25 lat mojego życia nazwałem >>czarną dziurą<<”.

Zenon Baranowski