Bitwa o Śląsk
Poniedziałek, 1 lipca 2013 (15:33)Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki, rozmawia Izabela Kozłowska
Miniony weekend obfitował w partyjne konwencje. Dwa największe ugrupowania partyjne spotkały się na Śląsku...
– Należy zwrócić uwagę, że wszystkie te partie wykazały się wysokim poziomem autonomizacji. Każda z nich pokazała, jak jest różna zarówno pod kątem organizacji partyjnej, jak i wizji ideologicznej, społecznej, politycznej dla Polski. Te dwa główne konwenty były nastawione na Śląsk.Chodzi o pewną „bitwę” o głosy wyborców mieszkających w tym regionie Polski. Dlatego też pojawił się wątek węgla kamiennego. Stąd też zaczęto podważać konwencję energetyczną i jej ustalenia. Spotkanie PiS miało ogólny wymiar merytoryczno-programowy. Z kolei konwent PO był tylko i wyłącznie organizacyjno-partyjny.
Na co zwróciłby Pan uwagę, oceniając trzydniowy kongres Prawa i Sprawiedliwości?
– W porównaniu ze wszystkimi konwentami odbywającymi się w miniony weekend kongres Prawa i Sprawiedliwości był najbardziej merytoryczny. Przedstawiono konkretne zarysy programu dedykowane poszczególnym grupom społeczno-zawodowym. Przede wszystkim prezentowane na kongresie PiS treści kierowane były szczególnie do młodych osób, które mają coraz większy problem ze znalezieniem pracy.
Wielu młodych Polaków nie pracuje na umowę o pracę dającą pewną stabilizację. PiS zwróciło uwagę na kwestię rozwoju polskiej rodziny. Niesienia przez państwo pomocy socjalnej i ochrony dla niej.
Poruszono kwestię bezpieczeństwa energetycznego. Prawo i Sprawiedliwość podkreśliło potrzebę powrotu do tradycyjnej gospodarki węglowej przy jednoczesnym szukaniu innych źródeł ochrony środowiska i zabezpieczania ekologicznego branży węglowej. PiS zaproponowało pewne rozwiązania, które wywołały dyskusję i zapewne będzie to przez dłuższy czas temat wielu debat. Prawo i Sprawiedliwość podało szereg pomysłów natury programowej. Ich kongres miał wymiar przede wszystkim merytoryczny. Wskazano, że wybór prezesa tego ugrupowania odbył się przy okazji. Nie skupiono się na samej partii, a głównie na sprawie pokazania społeczeństwu szczególnych rozwiązań w różnych kwestiach. Platforma Obywatelska zarzucała PiS monolityczność i to, że nie pojawiły się większe frakcje.
Członkowie PO twierdzili, że brak kontrkandydata dla Jarosława Kaczyńskiego w wyborach na prezesa Prawa i Sprawiedliwości świadczy o zamknięciu wewnątrzpartyjnego dyskursu w tym ugrupowaniu...
– Moim zdaniem wręcz przeciwnie. Świadczy to o bardzo wysokiej samodyscyplinie w partii Jarosława Kaczyńskiego. To pokazuje, że na kanwie sondażowego sukcesu – w ramach którego PiS obecnie funkcjonuje i nadal zdobywa głosy – nie pojawiło się wielu jego „ojców”. Jednoznacznie wskazano, iż najważniejszy jest zdyscyplinowany program tej partii i zdyscyplinowane działania podejmowane przez Jarosława Kaczyńskiego. Jeszcze raz podkreślę, że – w mojej ocenie – wybory prezesa PiS miały miejsce przy okazji ogłoszenia, iż ta partia ma alternatywną wizję Polski względem propozycji innych partii, głównie PO.
W sobotę odbyła się również konwencja krajowa Platformy Obywatelskiej. Jak ocenia Pan spotkanie tej partii?
– W tym przypadku przede wszystkim zabrakło merytoryczności. Należy zwrócić uwagę, że Platforma Obywatelska nie wychodziła z żadnymi nowymi ideami, a powtarzała stare. Reagowano merytorycznie jedynie na doniesienia medialne o rozwiązaniach prezentowanych przez Prawo i Sprawiedliwość. De facto była to polemika między głównymi przywódcami partii politycznych. Przy czym nurt merytoryczny wyznaczał PiS, zaś PO tylko i wyłącznie reagowała na pomysły przeciwnika. Konwent PO miał zdecydowanie jedynie charakter zbadania siły poszczególnych frakcji będących wewnątrz tego ugrupowania. Było to bardzo zamknięte spotkanie partyjne, mające na celu oszacowanie wzajemnych sił i sprawdzenie reakcji wszystkich uczestników na spadek w sondażach wyborczych. Platforma w ramach swojej konwencji całkowicie odizolowała się od społeczeństwa, wykorzystując służby mundurowe. W żaden sposób nie dopuszczono do pojawienia się głosów zewnętrznych. To sugeruje, że miało to być wewnątrzpartyjne spotkanie partyjne. Miało ono stworzyć porządek w szeregach. Wskazać, że w tej partii jest jeden przywódca i jest nim Donald Tusk. Dlatego też spotkanie PO było całkowicie inne niż to, które zorganizowało Prawo i Sprawiedliwość.
Decyzja Grzegorza Schetyny, który oficjalnie powiedział, że nie będzie kandydował na szefa PO, była dla Pana zaskoczeniem?
– Mogliśmy się tego spodziewać. Schetyna nie tyle wycofał się z kandydowania na fotel lidera Platformy, a właściwie udzielił poparcia Donaldowi Tuskowi. Zaskoczeniem nie jest także to, iż jedynym kontrkandydatem dla obecnego szefa PO będzie Jarosław Gowin, były minister sprawiedliwości.
Wspomniał Pan o wzmożonej ochronie, jaka towarzyszyła konwencji Platformy Obywatelskiej. Zostało to bardzo negatywnie odebrane przez opinię publiczną. Wizerunkowo nie było to najlepsze posunięcie?
– Był to fatalny pomysł. Platforma Obywatelska zawsze dysponowała doskonałymi spin doktorami, ekspertami z zakresu marketingu politycznego i dobrymi specjalistami z zakresu public relations. W tym przypadku popełniono tragiczny w skutkach błąd. Od dawna w świadomości społeczeństwa funkcjonuje opinia, że Platforma Obywatelska przestaje być obywatelska. Jeżeli obywatele chcą, żeby ważna społecznie kwestia została rozstrzygnięta na poziomie referendum, np. pójście do szkół sześciolatków, to głosy krytyczne dla tego demokratycznego narzędzia płynęły przede wszystkim ze strony członków PO. Jest to zakwestionowanie jej obywatelskości.
W przypadku „obwarowania” przez ochronę i służby mundurowe konwencji PO, jest to konsekwentne działanie, chociaż w mojej ocenie nieintencjonalne. Być może na to odizolowanie miały wpływ wydarzenia związane z wykładem Zygmunta Baumana we Wrocławiu. Ktoś mógł przypuszczać, że istnieje ryzyko, iż ktoś z zewnątrz będzie próbował zakłócić porządek konwentu PO. Jednak takie ryzyko, że przedstawiciele związków zawodowych bądź innych, niezadowolonych z obecnej władzy, grup społecznych będą próbowały partycypować w konwencie, przedstawiając swoje racje, powinno być przyjęte przez Platformę. Z perspektywy tego ugrupowania budowa i odnowa jego wizerunku, polemika i dopuszczenie głosu przeciwników, byłyby bardziej skuteczne, niż obwarowanie się ochroną i służbami mundurowymi. Raz jeszcze podkreślę, że wskazuje to na wewnątrzpartyjność tego konwentu. Z niego nie miał płynąć przekaz do Polaków, że ta partia ma wizję dla naszego kraju. Z perspektywy wizerunkowej pokazuje to, że PO zatraciła swój instynkt obywatelski.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Kozłowska