Niedzielny odpoczynek NINIWA Team
Poniedziałek, 1 lipca 2013 (10:23)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Beaty Fleiszner z 59. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię
Wyspani, wypoczęci i zadowoleni rowerzyści rozpoczęli Dzień Pański Eucharystią, na którą udali się wraz z goszczącymi ich siostrami na godzinę 10.00. Parafię świętego Rafała Kalinowskiego w Usolu Syberyjskim prowadzą Ojcowie Karmelici Bosi. We Mszy św. poza ekipą dwudziestu czterech wyprawowców uczestniczyło jeszcze około trzydziestu pięciu osób. Jako że ewidentnie nasi wyglądali na przyjezdnych, poproszeni zostali o przedstawienie się i wytłumaczenie, skąd się tam wzięli.
Gdy wrócili po Mszy św. do klasztoru, po raz kolejny zostali zaskoczeni dobrocią i serdecznością sióstr. Przygotowały one śniadanie, jeszcze przed wyjściem do kościoła. Ale nie było to takie zwykłe śniadanie. Już na pierwszy rzut oka było widać, ile serca siostry włożyły, aby wszystko wyglądało i smakowało doskonale! Na stole między innymi znalazły się obrane i pokrojone ogórki, pomidory z cebulką, ciepłe parówki, świeże pieczywo, masło, dżemy, pasztety i wiele innych rarytasów.
W ogóle to o siostrze Agnieszce i siostrze Talbie można by mówić godzinami same dobre rzeczy! Powiem choć trochę. Podobno są jak Górnik (Sławek Kunicki). Kto zna tego człowieka, to wie, że z jego perspektywy wszystko jest zawsze super! Cokolwiek się nie dzieje, zawsze jest uśmiechnięty i widzi wszystkiego tylko pozytywne strony. Tak samo siostry – są radosne, pomimo że wbiło do nich wczoraj dwudziestu czterech wygłodniałych brudasów, którzy śpią dosłownie wszędzie, zajmując każdy kąt ich niewielkiego klasztoru. Dodatkowo zrobili niezły bałagan wypakowując swoje czterdzieści osiem sakw, między innymi brudnych i pachnących zapachem przeciwnym do świeżego rzeczy, oraz pochłaniają wszystko, co znajdą, a nadaje się do zjedzenia.
Szczytowym sprawdzianem autentyczności optymizmu sióstr był moment, w którym wybiło przez nich szambo! Uśmiech z ich twarzy nie zniknął, a jedynie uspokajały winowajców, że nic takiego się nie stało. Ponadto im bardziej siostry im służą, tym bardziej się cieszą i ciągle im o tym mówią! Można by mówić dalej, że od rana robią z nimi pranie, że gotują dla nich wszystkie posiłki, że wspierają... ale jeszcze mnie poniesie i wyjdą cztery strony relacji.
Po śniadaniu przyszedł czas na cotygodniowe spotkanie: „grupowy pokój zwierzeń”, „chwila szczerości”, „koncert życzeń, skarg i zażaleń”, zwał jak zwał. Dziś w większości wypowiedzi uczestników akcent padł na zmęczenie. Swoją drogą, to i tak ciekawe, że dopadło ich dopiero po 9 tygodniach jazdy. Jednak zostało ono wypowiedziane nie w formie narzekania, ale jako fakt, że czują się coraz bardziej wyczerpani. W trakcie jazdy, kiedy ktoś łapie się za bolące plecy, ma pobandażowane kolana, strzepuje dłonie, aby odzyskać w nich czucie, masuje obolałe pośladki, to nie słychać, aby ktokolwiek marudził czy narzekał z tego powodu. Czują jedność i współodpowiedzialność za siebie, a motywuje ich wspólny cel i intencja, w której jadą.
Kiedy tak rozkminiali, siostry w tym czasie były poza ich kontrolą. I co było do przewidzenia, po tym wszystkim, czego już od nich doświadczyli, czekał na nich gorący obiad! Siostry przygotowały zupę pomidorową oraz kaszę z gulaszem. Myślę, że takie pyszne i zdrowe posiłki postawią ich na nogi i dodadzą im sporo sił na ostatnie dni pedałowania. Dodatkowo Marcin Mazurek zrobił frytki z pięciu kilogramów ziemniaków, które kupił trzy dni temu w sklepie i wiózł aż do wczoraj w sakwie. Własnoręcznie wszystkie obrał, pokroił, usmażył i poczęstował wszystkich.
Ostatecznie obiad przerodził się w długą rozmowę z siostrami. Siostry z zainteresowaniem wypytywały ich o wszystko, co je interesowało, a rowerzyści i siostry tak się zagadali, że zapomnieli o umówionym spotkaniu z klauzurowymi siostrami karmelitankami. Szybko się zebrali i wraz z siostrami albertynkami pojechali do nich tramwajem. I tam również toczyły się w serdecznej atmosferze długie rozmowy o życiu i o wierze. Siostry karmelitanki obdarowały naszych rowerzystów własnoręcznie uplecionymi dziesiątkami różańca świętego, a Sara z Piotrkiem dostali również ręcznie robioną przez nie płaskorzeźbę Świętej Rodziny – jako prezent na nową drogę życia.
Po spotkaniu pojechali do centrum miasta, gdzie akurat z okazji święta młodzieży odbywał się festyn. Zaprosił ich już wczoraj pan Walezy, który złapał ich samochodem przy wjeździe do miasta. Zostali poproszeni, aby wystąpili na scenie. Musieli zrobić dobre wrażenie, bo wszyscy byli ubrani w jednakowe koszulki rowerowe zaprojektowane specjalnie na wyprawę Polska – Syberia 2013, a Sławek oczywiście miał ze sobą swoją (podręczną) największą flagę Polski. Ojciec zadawał reszcie ekipy pytania typu: skąd jesteście, gdzie jedziecie, po co i na czym, a oni odpowiadali. Oczywiście po rosyjsku, który w różnym stopniu opanowali przez czas wyprawy.
Cokolwiek publiczność zrozumiała w tym języku, to na pewno zapamiętają ich jako bardzo radosną drużynę rowerową. A gdy jeszcze zaśpiewali razem hit „Ona tańczy dla mnie”, owacje zdawały się nie mieć końca. Musieli napomknąć w trakcie występu również coś o ślubie Sary i Piotrka, bo pod koniec dostali oni w prezencie album o Syberii. Na sam koniec rowerzyści zaprosili wszystkich, aby przyjechali do Polski na rowerach i otrzymali jednogłośną odpowiedź, że wszyscy przyjadą! Super, zapraszamy do Kokotka!
Gdy zeszli ze sceny, zostali poproszeni o udzielenie wywiadów do telewizji. Nie dziwmy się, że robią takie zamieszanie, gdzie tylko się znajdują, bo przecież to, co robią, do końca normalne nie jest.
A gdy wrócili, to co ich mogło spotkać? No oczywiście, że wypasiona kolacja! Trzy patelnie jajecznicy, pierogi, sery, wędliny... oraz deser – wafle, które przekładali sobie dżemem. Ooooj, siostrzyczki... dziękujemy!
Po kolacji, na której wszyscy zgrzeszyli obżarstwem, udali się do kaplicy na Litanię do NSPJ, modlitwę za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz by podziękować za piękną niedzielę, spotkanych ludzi i za miłość, jakiej doświadczyli od sióstr. Wszyscy czuli wewnątrz niesamowitą wdzięczność za to wszystko, co otrzymali od sióstr albertynek, że po modlitwach zupełnie spontanicznie wyrazili ją, rzucając się na siostry, aby je wytulić.
W tajemnicy Wam powiem, że trwają potajemnie przygotowywania wieczorów panieńskiego i kawalerskiego. Chłopcy myślą i główkują, co by wymyślić dla Piotrka, a dziewczyny układają konkursy dla Sary. Imprezy te będą odbędą się już jutro nad brzegiem Bajkału. Chyba nigdy nie wymyśliłabym lepszej miejscówy na swój wymarzony wieczór panieński. Ale o tym już jutro!
Bilans dnia:
– dużo dużo dużo ciepła, dobra i miłości
Źródło: niniwateam.pl